W środę 10 sierpnia na konta pracowników ochrony zdrowia miały wpłynąć pensje uwzględniające podwyżki przewidziane w ustawie o minimalnych wynagrodzeniach. Niestety, nie wszyscy dostali wyższe kwoty. W wielu szpitalach po prostu zabrakło pieniędzy. O tym, że tak się może stać, od kilku tygodni informowali ich dyrektorzy.

Co prawda NFZ obiecał w tym tygodniu dodatkowe 350 mln zł na sfinansowanie podwyżek w ochronie zdrowia, ale nie wiadomo ciągle, czy te pieniądze wystarczą. Może się okazać, że trzeba będzie lawirować, by pracownicy mogli dostać wyższe pensje. Już teraz niektórzy dyrektorzy przesuwali środki z jednych kont na inne, by udało się wypłacić wyższe pensje. Nie da się jednak robić tego w nieskończoność, bo zabrane środki trzeba będzie zwrócić.

Czytaj więcej

Zawał w polskich szpitalach. Rządowa pomoc zawiodła medyków

W ochronie zdrowia od lat stale czegoś brakuje: lekarzy, wolnych terminów na wizyty, najbardziej jednak – pieniędzy. Rację ma rzecznik Ministerstwa Zdrowia, gdy mówi, że problemy finansowe szpitali nie wynikają z ustawy podwyżkowej i że są to często problemy nagromadzone latami. Tyle że ktoś do tego doprowadził. Zbyt niskie nakłady na ochronę zdrowia, za niska wycena niektórych procedur medycznych, narzucanie szpitalom kolejnych wymogów bez wskazywania, skąd mają wziąć na to pieniądze, błędy w zarządzaniu, a przede wszystkim doraźność, a nie systemowe rozwiązania – to tylko niektóre problemy. I rzeczywiście trwają one od lat. PiS nie rządzi jednak w Polsce od roku czy dwóch, żeby mogło mówić: „to nie nasza wina”.

Konstytucja RP w art. 68 mówi, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, a obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Szpitale przyjmują więc pacjentów i ich leczą. To ich konstytucyjny obowiązek. Niestety nie idzie w ślad za tym konstytucyjny obowiązek NFZ, by za udzielane pacjentom świadczenia zapłacić. Fundusz nijak nie daje sobie rady z utrzymaniem równowagi w opiece zdrowotnej, choć obsadzony jest wykwalifikowaną kadrą, która jest też należycie wynagradzana. Jest jeszcze Ministerstwo Zdrowia, które – zamiast zająć się reformą ochrony zdrowia – uprawia politykę. Właśnie się okazało, że ustawa modernizująca szpitale albo zostanie wycofana, albo porządnie okrojona, ewentualnie termin wprowadzania zmian zostanie przesunięty.

Patrząc na to, co od lat dzieje się w ochronie zdrowia, mam wrażenie, że próby jej reformowania to jak kroplówka dla umierającego: byle nie skończył życia za naszej kadencji... Bo do tego przecież żadna partia nie dopuści.

Czytaj więcej

Zapaść w szpitalach. Pracownicy straszą sądem