Łatwo jest powiedzieć, że Jarosław Kaczyński ma fobię na punkcie TVN, że oszalał i stara się zemścić na wszystkim, co mu stoi na drodze. A najbardziej na drodze stoi mu TVN, ostoja cnót wszelakich, wzorzec wolności słowa i nieskrępowanej debaty.

Ale zazwyczaj to, co łatwo powiedzieć, niewiele pomaga, by coś zrozumieć. Przykra prawda na temat głównych telewizji polega na tym, że specjalizują się w pewnych grupach widzów i dostarczają im takiego towaru, jakiego ci widzowie sobie życzą. Techniczna definicja widzów w telewizjach komercyjnych brzmi następująco: „Widzowie to towar, który sprzedajemy reklamodawcom”.

TVN, dowodzony przez wybitnego menedżera telewizyjnego Mariusza Waltera, twórcę Studia 2, od początku adresował swoje programy do widowni wielkomiejskiej. Była to decyzja biznesowo słuszna – w dużych miastach mieszka najwięcej zamożnych ludzi o liberalnych poglądach – i jedynie możliwa, skoro TVN dostał początkowo koncesję regionalną, ale też ograniczającą. Im bardziej rosły różnice między największymi miastami a prowincją, tym bardziej TVN stawał się więźniem widowni, którą posiadał – nie najliczniejszej, ale za to najbardziej lukratywnej.

W Polskę idzie przekaz, że PiS walczy z amerykańską rozrywką. Jest to nie tylko skuteczne, ale i ośmieszające

Proces kształtowania się komercyjnego rynku telewizyjnego w Polsce zbiegł się z procesem wykształcania się trwałego systemu partyjnego. Na przełomie wieków pojawiła się Platforma Obywatelska, która także budowała od samego początku swój elektorat wśród tych, którzy odnieśli sukces przy okazji transformacji ustrojowej: zamożnych profesjonalistów zamieszkujących wielkie miasta, korzystających z otwarcia na Europę, nastawionych wolnorynkowo i liberalnie.

Te dwa procesy zbiegły się w czasie. Upadkowi potęgi SLD na początku wieku towarzyszyło wzrastanie PO i gwałtowny rozwój TVN, który wcześniej rozwijał się wolniej, posiadając jedynie licencję regionalną.

W rozumieniu tych sił politycznych, które szukały poparcia w innym elektoracie, TVN stał się nadworną telewizją PO. Jestem przekonany, że nie było to świadome, ale obu stronom przynosiło zyski, więc proces przyśpieszał poprzez tak zwane wzmocnienie rezonansowe.

Czytaj więcej

Paweł Rożyński: Kusić, nie wyganiać Amerykanów. Niepowtarzalna szansa

Nie było to jednak zjawisko zupełnie niewinne w skutkach. Po wyborach w 2011 r., wygranych przez PO, Fundacja Batorego – a więc żadna tam prawicowa sotnia – opublikowała raport o kampanii wyborczej w różnych telewizjach. Wynikało z niego, że zarówno jeśli chodzi o ilość czasu, jak i procent pozytywnych materiałów Platformie najbardziej sprzyjał TVN, który praktycznie nie miał żadnych pozytywnych materiałów i wypowiedzi na temat PiS; Polsat był bardziej zrównoważony, ale też raczej faworyzował PO, zaś TVP najbardziej dotrzymywała zasady, by o wszystkich mówić tyle samo, choć o PiS albo neutralnie, albo źle, a o PO albo neutralnie, albo dobrze. TVP wypadła w tym badaniu kiepsko, ale najlepiej, a TVN beznadziejnie.

Niedługo potem odbyła się podobno rozmowa, która dobrze odzwierciedla sposób myślenia Donalda Tuska o mediach publicznych. Ktoś mówi premierowi Tuskowi o wynikach raportu Fundacji Batorego, a Donald Tusk na to mniej więcej tak: I po co wydawać tyle pieniędzy na media publiczne, skoro prywatne dają nam więcej za darmo?!

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że medialne zyski PO z niepisanego sojuszu z TVN były zauważane przez wszystkich innych graczy politycznych w Polsce. W tamtym okresie, oprócz PO, nikt nie był z TVN, a tym bardziej z TVN 24, zadowolony.

Czytaj więcej

Co dalej z lex TVN? Kontrowersyjna nowelizacja może jeszcze wrócić

Zwłaszcza że model biznesowy TVN 24 polegał na tym, że jeśli nic się nie działo, co samo przyciągało ludzi przed telewizory, jeśli nie było katastrof i wojen, stacja desperacko starała się wykreować sensację przyciągającą widownię do stacji newsowej. Im wyższa temperatura sporu, tym lepiej dla stacji takiej jak TVN 24. Wojna PiS z PO stała się bonanzą, której symbolem stały się gorszące występy teatralne prywatnie zaprzyjaźnionych, Niesiołowskiego i Kurskiego, którzy okładali się cepami po głowach, a oglądalność rosła. Z debatą polityczną nie miało to nic wspólnego. Ze sporu na argumenty przechodziliśmy coraz bardziej na wojnę wrogich plemion.

Dobrym przykładem jest marginalizacja w TVN Bogdana Rymanowskiego. Czy sugeruję, że Rymanowskiego marginalizowano z powodu jego poglądów? Absolutnie nie. Marginalizowano go z powodu poglądów WIDOWNI stacji, do których Rymanowski coraz bardziej nie pasował. Koniec końców Rymanowski przeszedł do Polsatu, który bardziej odpowiada jego warsztatowi i centrowej wrażliwości, a przede wszystkim posiada widownię o zbliżonych poglądach.

Proszę mnie dobrze zrozumieć – to były procesy optymalizacji biznesu, a zadaniem stacji komercyjnej jest zarabianie pieniędzy.

Czytaj więcej

Sondaż: Brak polskiej koncesji TVN24 byłby ograniczeniem wolności słowa

TVN więc tylko dobrze służył swojej widowni. Młodym pokazywał aspiracyjne seriale o młodych, pięknych i bogatych. Zaś tym, którzy już się wzbogacili, oferował atrakcyjne programy o tym, jak uprawiać ogródek przy willi, jakim samochodem jeździć, gdzie latać na coraz bardziej prestiżowe wakacje itp. itd. Przede wszystkim zaś sławił i wielbił wielkomiejskość jako taką. Życie w wielkim mieście to wg TVN dowód uczestnictwa w prawdziwym życiu na szczytach cywilizacyjnych, dowód europeizacji Polski, sukcesu ogółu i osobistego rozwoju.

Najboleśniej ewolucję TVN przeżył oczywiście PiS po katastrofie smoleńskiej. Niewyobrażalna strata na chwilę zatarła wszystkie różnice. Ale widownia TVN nie chciała zacierania różnic, zwłaszcza że po krótkim okresie WSPÓLNEGO szoku rozpoczął się brutalny spór polityczny o odpowiedź na pytanie: kto winien? Dla obu stron była to walka o polityczne przetrwanie. Okazało się nagle, że trzeba wybierać strony i to struktura widowni decydowała, po której stronie stanął TVN 24. Po stronie rządu. Więc dziennikarze TVN 24, jeszcze niedawno opłakujący śmierć prezydenta RP, śp. Lecha Kaczyńskiego, prokuratorskim tonem przesłuchiwali wszystkich, którzy śmieli zaprzeczyć oficjalnej wersji wydarzeń.

A była ona taka, że z pewnością winny jest sam Lech Kaczyński, być może jeszcze generał Błasik i Jarosław, ale Lech Kaczyński to na bank.

Czytaj więcej

Senator PiS Jan Maria Jackowski w czasie debaty nad ustawą o zmianie ustawy o radiofonii i telewizji
Senator PiS poparł odrzucenie „lex TVN”. Trzech innych się wstrzymało

Myślę, że wtedy Jarosław Kaczyński, proszę wybaczyć tani psychologizm, zapisał TVN śmierć w sercu.

Zresztą inni politycy też coraz mocniej dostrzegali, że skandalizacja procesów politycznych, zamiana newsów w infotainment, utrudnia rzeczową komunikację z wyborcami. Oni też w większości TVN 24 nie lubią, choć oczywiście uważają, że trzeba go bronić.

Taki właśnie stosunek polityków do TVN 24 oddaje niedawna wypowiedź Radka Sikorskiego u Moniki Olejnik (cytuję sens): bronię waszej stacji, mimo że rozdmuchując pseudoaferę ośmiorniczkową, doprowadziliście do wygranej PiS w wyborach w 2016 r.

Tu potrzebny jest nawias wyjaśniający, jak model biznesowy TVN 24 w pewnym momencie skonfliktował tę stację także i z PO. Jak wspomniałem, TVN 24 żyje z kreowania i amplifikacji sporów i skandali. PO zaś rządziło osiem długich lat. TVN 24 nie mogło w tym okresie zawiesić działalności, a miłośnicy dziennikarskiego wrestlingu domagali się codziennie swojej porcji wrażeń. Ten sam model biznesowy, który pomagał PO w drodze po władzę, nagle zaczął uwierać rządzących. To zaś dowodzi, że sojusz TVN z PO był raczej elementem koincydencji.

I dowodzi także, że mimo wszelkich zastrzeżeń co do stylu komercyjne stacje newsowe też pełnią istotną rolę w obronie wolności słowa. Gdy nie ma katastrof i wojen, siłą rzeczy muszą patrzeć władzy na ręce. Każdej władzy. W chwili obecnej obrona TVN 24 jest też obroną gwarancji demokratycznych i wolności słowa. A także obroną alternatywy dla propagandowego walca TVP. Wreszcie czym innym jest mimo wszystko zawłaszczenie przez władzę TVP, co w mniejszym lub większym stopniu starały się zrobić wszystkie opcje, a czym innym siłowe zamykanie telewizji, będącej przeciwwagą dla rządowej propagandy; stacją uniemożliwiającą zamiatanie pod dywan niewygodnych tematów i skandali. Smutne i groźne czasy.

Jarosław Kaczyński nie rozumie natury mediów, patrzy na nie prostacko – nasze lub wasze

Przekonanie o sprzyjaniu przez TVN 24 jednej opcji jest jednak dość powszechnie ugruntowane. I nie jest już ważne, czy ta opinia jest prawdziwa. W takich sprawach percepcja staje się stopniowo prawdą, a powszechna opinia to w dziennikarstwie coś, co wpływa na samą robotę dziennikarza.

Jarosław Kaczyński uważa, że może sobie na taki atak pozwolić, dlatego że – jak sądzi – dla większości jego elektoratu los TVN jest dość obojętny.

Prowincja nie znajdzie w TVN swojego sympatycznego obrazu. Młodą dziewczynę z małego miasteczka denerwuje obraz łatwego bogactwa osiągalnego dla wielkomiejskich rówieśników, gdy jej dziadek traci rodzinną aptekę na rzecz sieciówki. Młody chłopak z po-PGR-owskiej wsi na ścianie wschodniej nawet nie bardzo może zostać kierowcą ciężarówki bez przeprowadzki, bo w promieniu 20 km od domu nie ma żadnej drogi odpowiedniej dla wielkiego TIR-a. TVN 24 nie ogląda, bo nie ma kabla ani satelity, a jeśli ogląda, to nie rozumie różnicy między nimi a TVP Info.

Tak więc Jarosław Kaczyński może, jak sądzi, dość bezkarnie atakować TVN. Poza wielkimi miastami nic mu specjalnie nie grozi, a te spisał na straty już dawno. Mimo to uważam, że Jarosław Kaczyński stracił słuch społeczny i przegra na lex TVN bardzo wysoko. Nie tylko z Amerykanami, co uważam za pewnik. W Polsce także.

Po pierwsze, do prowincji dotrze, że próba likwidacji TVN oznacza pogorszenie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. A właśnie tam USA cieszą się największą sympatią i uważane są za największego gwaranta naszej niepodległości.

Po drugie, Polacy nie lubią, jak im się coś odbiera. W ostatnich latach model biznesowy TVN ewoluuje i wraz z bogaceniem się prowincji – co jest po części zasługą polityki PiS – TVN coraz chętniej zerka w tę stronę. Stacja, idąc za pieniędzmi, poszerza obszar łowów, więc większa grupa straci, gdy zamilknie.

Po trzecie, TVN posiada niezrównaną machinę promocyjną. Teraz cała ta machina mówi Polakom, co stracą, gdy lex TVN przejdzie. W Polskę idzie przekaz, że PiS walczy z amerykańską rozrywką. Jest to nie tylko skuteczne, ale i ośmieszające. Żadna zaś partia nie może sobie pozwolić na stratę powagi. Dla PiS przyszedł więc moment na zmianę strategii.

Kłopot w tym, że Kaczyński nie rozumie natury mediów, patrzy na nie prostacko – nasze lub wasze – i za chwilę pociąg PiS z pełnym rozpędem wjedzie na teren, gdzie jest nie tylko co chwilę nowy mur, ale nie ma też torów, a widoczność jest gorzej niż słaba.

Rozmiar katastrofy zależy od tego, czy Naczelnik zaciągnie hamulec, czego organicznie nie znosi.