Sąd Najwyższy uznał, że nie można wymagać od dawnych właścicieli, by upominali się o zwrot mienia w okresie PRL.
W konsekwencji w tych latach istniał rodzaj siły wyższej (art. 121 pkt 4 kodeksu cywilnego), spowodowany brakiem realnej możliwości domagania się zwrotu bezprawnie zabranego mienia, skutkujący zawieszeniem biegu zasiedzenia na rzecz Skarbu Państwa. A to jest główny argument państwa w sporach z byłymi właścicielami.
SN zaprezentował nowe stanowisko w dwóch orzeczeniach odmawiających zasiedzenia dwóch działek leśnych przejętych na wyrost w trakcie reformy rolnej we wsi Swornegacie na Pomorzu. Gospodarstwo to, pozostające w posiadaniu Nadleśnictwa Przymuszewo, liczyło 98 ha. Aby podlegać reformie rolnej, powinno liczyć co najmniej 100 ha.
Choć stanowisko SN dotyczy tylko gruntów i lasów przejętych przez państwo wbrew ustawom o reformie rolnej i nacjonalizacji lasów, Marcin Gocłowski, starszy radca Prokuratorii Generalnej, ostrzegał SN, że taka zmiana linii orzeczniczej może uruchomić lawinę roszczeń byłych właścicieli.
3 mln osób zostało poszkodowanych przez różne akty nacjonalizacyjne
; ich roszczenia szacuje się na 190 mld zł
Od kilku lat obowiązywało bardziej rygorystyczne dla byłych właścicieli stanowisko wyrażone w uchwale całej Izby Cywilnej SN z 26 października 2007 r. (sygn. III CZP 30/07), że stwierdzając zawieszenie zasiedzenia na rzecz Skarbu Państwa w okresie PRL, sąd powinien oceniać jego przesłanki indywidualnie w każdej sprawie z uwzględnieniem sytuacji i szykanowania konkretnych właścicieli. Nie wystarczą wyłącznie ich twierdzenia.
5 tys. wniosków złożono o zwrot mienia
bądź odszkodowanie w związku z reformą rolną
Zmiana stanowiska Sądu Najwyższego polega na tym, że znalazł generalne usprawiedliwienie „bezczynności" byłych właścicieli. W ustawie z 12 marca 1958 r. o sprzedaży nieruchomości Państwowego Funduszu Ziemi oraz uporządkowaniu niektórych spraw związanych z przeprowadzeniem reformy rolnej i osadnictwa rolnego znalazł się art. 9 wyłączający drogę sądową do żądania wydania nieruchomości i nakazujący zalegalizowanie faktycznych przejęć. Była to kolejna cicha nacjonalizacja tego, czego nie zabrała ta pierwsza. Nad dawnymi właścicielami, którzy upomnieliby się o swoje, wisiała więc niczym miecz Damoklesa groźba.
– To były jednoznaczne przepisy, które zakazywały zwrotu jakichkolwiek gruntów, i każda akcja byłych właścicieli musiała doprowadzić do przejęcia ich na własność państwa. Czyż to nie jest siła wyższa? – mówił sędzia Krzysztof Pietrzykowski.
Czytaj również: