Oba zespoły w pierwszej kolejce pozytywnie zaskoczyły. Australijczycy długimi momentami mocno przeciwstawiali się faworyzowanej Francji. Przewaga w umiejętnościach po stronie obrońców tytułów była jednak zbyt duża, aby zespół Grahama Arnolda utrzymał prowadzenie, na które wyszedł na początku spotkania. Tunezyjczycy z kolei potrafili zatrzymać finalistów poprzednich mistrzostw świata Chorwatów. Punkt przewagi przed pierwszym gwizdkiem zespołu z Afryki sprawiał, że to Australia przystępowała do sobotniego meczu z nożem na gardle.

W mecz lepiej weszła Tunezja, która optycznej przewagi nie potrafiła jednak przełożyć na zdobycze bramkowe. Opieszałość w podjęciu większego ryzyka przez zespół z Afryki wykorzystali ich rywale. Do konkretów Australijczycy przeszli w 23. minucie. Po długim wybiciu piłki przez bramkarza na lewej stronie boiska otrzymał ją Craig Goodwin, który idealnie wrzucił ją na głowę Mitchella Duke’a, któremu nie pozostało nic innego jak wyprowadzić Australię na prowadzenie.

Czytaj więcej

Francja-Australia. Mistrzowie świata zaczynają turniej od wysokiego zwycięstwa

Tunezyjczycy pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie na pięć minut przed końcem pierwszej połowy. Po wrzucie z autu z piłką zabrał się Issam Jebali i mając trzech obrońców na plecach, wyłożył piłkę Mohamedowi Dragerowi. Strzał piłkarza szwajcarskiego Luzern w ostatniej chwili zablokował jednak Harry Souttar. W doliczonym czasie pierwszej części Tunezja wysłała w stronę Australijczyków kolejne ostrzeżenie. Po raz kolejny Jebali dostał piłkę po wrzucie z autu i silnym podaniem przeszywającym pole karne szukał swoich partnerów. Do strzału doszedł Youssef Msakni, ale po jego uderzeniu piłka przeszła obok bramki.

Po zmianie stron podobnie jak w pierwszej części to Tunezyjczycy od początku przejęli inicjatywę. Przez długi czas utrzymywali się przy piłce na połowie przeciwnika, szukając przewagi głównie w bocznych sektorach boiska po tym, jak Australijczycy mocno zagęścili środek pola. Wszyscy czterej obrońcy Australii ustawieni byli w obrębie własnego pola karnego - relacjonuje Onet.

Australijczycy szans na podwyższenie wyniku upatrywali w kontratakach. Po jednym z nich w 70. minucie powinien paść drugi gol. Indywidualną akcją popisał się Jamie MacLaren, wykładając piłkę wbiegającemu w pole karne Mathew Leckie’mu. Atakujący Melbourne City wślizgiem próbował wbić ją do bramki, ale zabrakło mu kilku centymetrów. W ostatnim kwadransie gra była już bardzo szarpana. Tunezyjczycy niecierpliwili się, konstruując swoje akcje, przez co brakowało im dokładności. Oddawane przez nich strzały leciały w środek bramki, przez co Mathew Ryan nie miał większych problemów z ich wyłapywaniem. Z kolei Australijczycy bardziej skupili się na przeszkadzaniu rywalom niż szukaniu drugiej bramki.

Na zakończenie fazy grupowej Tunezyjczycy zmierzą się z reprezentacją Francji. Australia w starciu o awans do fazy pucharowej powalczy z Danią.

Tunezja - Australia 0:1 (0:1)

Bramka: Mitchell Duke (23)

Tunezja: Dahmen – Bronn (73. Kechrida), Meriah, Talbi – Dräger (46. Sassi), Skhiri, Laïdouni (67. Khazri), Abdi – Sliti, Jebali (73. Khenissi), Msakni

Australia: Ryan – Karačić (75. Degenek), Souttar, Rowles, Behich – Irvine, Mooy, McGree (64. Hrustic) – Leckie (85. Baccus), Duke (64. MacLaren), Goodwin (85. Mabil).