Jakob Ingebrigtsen najpierw został zdyskwalifikowany, a później odzyskał złoto w biegu na 1500 metrów. Słusznie?

Takie decyzje nigdy nie są łatwe, a ta była właściwa. Cieszę się, że zobaczyliśmy świetny bieg. Ingebrigtsen i Marcin Lewandowski pokazali wielką formę przed igrzyskami w Tokio.

Jest pan zadowolony z poziomu sportowego zawodów?

Zrobiliście świetną imprezę, a zawodnicy dostosowali się do tej jakości. Wielu sportowców podczas przerwy wymuszonej pandemią odpoczęło. Czasem taki okres wyciszenia jest niezbędny. Dzięki temu mamy znakomite wyniki i jestem pewien, że w Tokio także zobaczymy rywalizację na najwyższym poziomie.

Igrzyska się odbędą?

Oczywiście! Ludzie potrzebują wielkiego sportu. Okoliczności się zmieniają, więc na niektóre decyzje musimy jeszcze poczekać, ale zakładam, że pod koniec kwietnia lub na początku maja poznamy wszystkie szczegóły organizacyjne. Igrzyska w reżimie sanitarnym będą nowym doświadczeniem dla zawodników, ale kibice przed telewizorami dostaną taki sam spektakl, jak co cztery lata.

Japończycy wpuszczą do kraju kibiców z zagranicy?

Chciałbym, żeby fani z Europy polecieli na igrzyska. Są częścią teatru, a sportowcy potrzebują ich wsparcia, choć wyniki pokazują, że przyzwyczaili się już do braku dopingu. Mam nadzieję, że nie za bardzo! Ludzie muszą też zrozumieć jedną rzecz: brak kibiców z zagranicy nie zatrzyma igrzysk.

Co dalej z rosyjskimi lekkoatletami, którzy nie mogą startować w międzynarodowych zawodach?

Spodziewam się, że rada World Athletics za dwa tygodnie zdecyduje o wznowieniu programu autoryzowanych zawodników neutralnych i na igrzyskach wystartuje dziesięcioro Rosjan. Niezależna grupa, która nadzoruje tamtejszych działaczy, jest zadowolona z przygotowanego przez nich planu powrotu. Potrzebujemy Rosjan, aby znów odgrywali ważną rolę w naszym sporcie. Wrócą jednak dopiero wówczas, kiedy będziemy pewni, że nie zagrozi to karierom „czystych" zawodników.