Korespondencja z Wałbrzycha
W sklepie Mikrus naprzeciwko lokalu wyborczego w dzielnicy Sobięcin wczoraj do popołudnia poszło tylko jedno tanie wino Malinowe Mocne. W sklepie winnocukierniczym koło innego lokalu wyborczego w dzielnicy również zastój. – Nie sprzedałam ani jednego "dżambolaja" – pani Ania, sprzedawczyni, pokazuje półkę zapełnioną Killerem i XXL. Tanie wina w tej najbiedniejszej dzielnicy Wałbrzycha były głównym środkiem płatniczym za głosy w jesiennych wyborach samorządowych. Kupowano je na kandydata PO na taką skalę, że sąd nakazał powtórkę głosowania.