Przeglądając popularny serwis społecznościowy, kobieta kliknęła w reklamę zachęcającą do inwestycji w akcje PKN Orlen. Na podany przez nią numer telefonu zadzwoniła konsultantka proponująca „pomoc” w założeniu rachunku inwestycyjnego. W rzeczywistości chodziło o wyłudzenie danych osobowych. Po ich zdobyciu oszuści zawarli umowę pożyczki na nazwisko kobiety. Poszkodowana dowiedziała się o tym, gdy bank zażądał spłaty.
Pułapka nawet na ostrożnych
– Cyberprzestępcy stosują różne mechanizmy i metody socjotechniczne, by wprowadzić w błąd klienta. Nawet osoby ostrożne mogą paść ofiarą profesjonalnej manipulacji. W przypadku tej sprawy klientka chciała zainwestować swoje środki. Jej intencją nie było zaciągnięcie pożyczki, a tym bardziej przekazanie pożyczonej kwoty nieznanej osobie. Cieszymy się, że sądy przychyliły się do naszej argumentacji, stwierdzając nieistnienie umowy kredytowej ze względu na brak oświadczenia woli ze strony klientki – mówi radca prawny Katarzyna Łakoma, która sprawę kobiety prowadziła z ramienia Rzecznika Finansowego.
Czytaj więcej
Ujawniamy zbyt wiele informacji o sobie w internecie – twierdzą bankowcy i prawnicy. Dodatkowe ry...
Przed sądem prawniczka argumentowała, że poszkodowana padła ofiarą zaplanowanego i intencjonalnego ataku cyberprzestępców, którzy wprowadzili klientkę w błąd co do charakteru świadczonych usług, aby w ten sposób pozyskać dostęp do jej bankowości elektronicznej. Transakcje dokonane zostały bez wiedzy, woli i zgody poszkodowanej. Gdy tylko kobieta uzyskała informację o zawartej na jej dane umowie, złożyła reklamację w banku i zawiadomiła o sprawie policję, która pod nadzorem Prokuratury prowadzi dochodzenie w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa z art. 286 § 1 k.k. (oszustwo).
Zdaniem prawników Rzecznika, w tych okolicznościach można mówić o nieautoryzowanej transakcji płatniczej, czyli operacji finansowej wykonanej bez zgody i wiedzy właściciela rachunku. W takich przypadkach to bank musi udowodnić, że operacja była autoryzowana.