- W polskim prawie odpowiedzialność poręczyciela jest bardzo surowa. Raz podjęta decyzja o poręczeniu może być dla nas źródłem wielu problemów na długie lata. Ponieważ poręczenia udzielamy często osobom bliskim, taka decyzja może prowadzić do nieprzewidzianych konfliktów osobistych, a jednocześnie do katastrofy finansowej. Nierzadko zdarza się bowiem, że osoby o skromnych dochodach borykają się przez lata ze spłatą zobowiązań, za które poręczyły z grzeczności lub poczucia obowiązku wobec bliskich - wskazuje Rzecznik Finansowy. Z jego poradnika można dowiedzieć się,  jakie poręczyciel  ma prawa i obowiązki i na co trzeba zwrócić uwagę przed podjęciem decyzji o poręczeniu czyjegoś długu.

Zważ czy cię stać

Powinniśmy przemyśleć komu i co poręczamy. Zastanówmy się, czy kredytobiorca będzie w stanie regularnie spłacać zaciągnięty dług. Przeanalizujmy, czy jego sytuacja życiowa nie wzbudza naszych wątpliwości. Nie bójmy się zadawać trudnych pytań i prosić o potwierdzenie słów, choćby stosownymi wyciągami z jego konta bankowego.

Czytaj więcej

Czy wierzyciel odzyska pieniądze, gdy nie zawarł umowy na piśmie

Pomyślmy, czy stać nas na poręczenie tej pożyczki. Pamiętajmy, że w razie sytuacji losowej (np. śmierci kredytobiorcy), możemy być zmuszeni do spłaty długu. Odpowiedzmy sobie na pytanie, czy nasza sytuacja osobista, pozwoliłaby nam na zaciągnięcie takiego zobowiązania, za jakie chcemy właśnie poręczyć. Jeśli nie – nie bójmy się odmówić.

Odpowiednio skonstruowana umowa może ograniczyć naszą odpowiedzialność jako poręczyciela. Przypilnujmy, by znalazły się w niej zapisy, które zabezpieczą nasze interesy, na przykład w ten sposób, by wierzytelność w pierwszej kolejności była spłacana z majątku dłużnika. Ograniczenia odpowiedzialności mogą też dotyczyć określonej kwoty, czasu lub odsetek.

Jak pani Janina żyrowała

W Poradniku Rzecznika opisano też szeroko analizowany przypadek pani Janiny z Poznania, która kilka lat temu poręczyła stosunkowo niewielki kredyt swojej przyjaciółce z sąsiedztwa.

Pani Janina Kowalska to emerytowana krawcowa z Poznania. Sąsiadka, również emerytka, z którą przyjaźniła się od wielu lat, potrzebowała 20 tys. zł na pilny remont. Pani Anna, jako osoba samotna, o niskich dochodach (jej jedynym źródłem dochodu była niezbyt wysoka emerytura), nie dysponowała taką kwotą. Chciała pożyczyć pieniądze od banku, jednak bank wymagał dodatkowego zabezpieczenia w postaci poręczenia. Pani Anna zwróciła się więc do swojej sąsiadki pani Janiny Kowalskiej z prośbą o udzielenie poręczenia.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Czytaj więcej

Księgowy
Poręczenie bez wynagrodzenia – czy to zawsze nieodpłatne świadczenie

Pani Janina zgodziła się, bo żal jej było sąsiadki, której mieszkanie wymagało pilnego remontu. Zdecydowała się podżyrować pożyczkę w tajemnicy przed mężem, który był temu przeciwny.

Tuż przed świętami 22 grudnia 2017 r., pani Anna wraz z panią Janiną udały się do banku w celu podpisania umowy. Pani Janina nie przeczytała umowy, którą zawarła z bankiem pani Anna. Próbowała nawet zapoznać się z umową, jednak kompletnie nie rozumiała jej zapisów. W końcu upewniła się jedynie co do tego, jaka jest kwota pożyczki, którą zaciągnęła jej koleżanka – pytając o to pracownika banku – ten potwierdził, że kwota udzielonej pożyczki wynosi 20 tys. zł. Pani Janina podpisała więc oświadczenie o udzieleniu poręczenia. Ufała koleżance, która zapewniła ją, że pożyczkę będzie spłacać, a samo poręczenie stanowi jedynie formalność.

Pani Janina była przekonana, że pani Anna szybko spłaci pożyczkę. Tym bardziej, że sąsiadka zapewniła ją, iż niedługo  spodziewa się przelewu na wysoką kwotę od swojej siostry, która na stałe przebywa zagranicą.

Czas mijał, a sąsiadki przyjaźniły się jak dotychczas. Pani Anna Nowak nic nie wspominała na temat zobowiązania wynikającego z umowy pożyczki, a pani Janina nie dopytywała. Sądziła, że koleżanka, po otrzymaniu obiecanego przelewu od siostry, spłaciła zobowiązanie i sprawa jest już zakończona.

W styczniu 2019 r. pani Anna Nowak uległa poważnemu wypadkowi i trafiła do szpitala. W tym samym czasie państwo Kowalscy przebywali w sanatorium w Krynicy. Po powrocie z kuracji  dowiedzieli się o śmierci sąsiadki Anny Nowak. Byli wstrząśnięci tą informacją, bo chociaż pani Anna była osobą starszą (73 l.), to cieszyła się dobrym zdrowiem. Małżeństwo postanowiło wyjechać na jakiś czas z Poznania.

Nie wiedzieli, że żaden przelew od siostry pani Anny nie dotarł (kobiety się pokłóciły i zerwały kontakt ze sobą). Pani Anna Nowak spłacała pożyczkę regularnie, ale w niewielkich kwotach, a jej plan wcześniejszego spłacenia pożyczki niestety się nie powiódł.

Bank nie otrzymał informacji o śmierci pani Anny w lutym 2019 r.  Po opóźnieniu w płatności kolejnych rat wysłał do niej wezwania do zapłaty i zawiadomił na piśmie poręczycielkę - panią Janinę, że dłużniczka opóźnia się ze spełnieniem świadczenia.

W związku z tym, że pani Anna i pani Janina odpowiadały za dług solidarnie, kiedy tylko pani Anna zaprzestała spłaty, bank zażądał spłaty długu od pani Janiny. Zgodnie z przepisami poręczyciel odpowiada za dług od chwili, gdy dłużnik w terminie nie wypełnił zobowiązania.

W czasie gdy bank słał zawiadomienia, państwo Kowalscy przebywali u córki w Gdańsku, gdzie opiekowali się wnukami.  Nie odbierali zatem korespondencji, która przychodziła na adres w Poznaniu. O tym, że jest problem pani Janina dowiedziała się w gdańskim oddziale swojego banku, w którym chciała podjąć pieniądze ze swojego konta. Okazało się, że zajął je komornik.

Kobieta bardzo się zdenerwowała, ponieważ jedyny kredyt jaki zaciągnęła wraz z mężem (na samochód) był spłacany regularnie i nie posiadała żadnych zaległości. Wkrótce okazało się, że zajęcie rachunku bankowego jest efektem poręczenia, którego udzieliła przyjaciółce - nieżyjącej już Annie Nowak.

Stracili dorobek życia

Okazało się, że pisma z banku, a następnie pisma z sądu przychodziły do jej mieszkania w Poznaniu, w którym nie przebywała praktycznie od jesieni 2018 r. Gdy próbowała wyjaśnić  całą sytuację z komornikiem, dowiedziała się, że jej dług wraz z kosztami sądowymi wynosił blisko 40 tys. zł. Po potrąceniu kwoty zajętej przez komornika, a także po opłaceniu raty kredytu na samochód pani Janina i jej mąż pozostawali praktycznie bez środków do życia. Nie było pieniędzy nawet na to, by opłacić niezbędne leki i lekarzy dla męża chorego na cukrzycę. Co więcej, doszło do zajęcia i licytacji ich samochodu, a przecież choć ciągle zobowiązani byli do opłacania rat kredytu, który wzięli na jego zakup. Niestety, kwota pochodząca z licytacji samochodu nie wystarczyła na pokrycie długu, a wysokie odsetki stale rosły. Doszło do tego, że groziła im licytacja ich jedynego majątku – niewielkiego mieszkania własnościowego w Poznaniu, które pani Janina otrzymała w spadku po rodzicach.

Sytuacja była tak patowa, że w przededniu licytacji mieszkania, państwo Kowalscy poinformowali o swoich kłopotach córkę, która pomogła im pożyczając środki, by nie utracili bezpowrotnie dachu nad głową.

W tym miejscu trzeba dodać, że przebywająca za granicą siostra pani Anny  i jej jedyna spadkobierczyni postanowiła przyjąć spadek z ograniczeniem odpowiedzialności za długi. Wiedziała o pożyczce, dlatego spodziewała się, że spadek może być zadłużony, dlatego zdecydowała się przyjąć go z ograniczeniem odpowiedzialności za długi.

Jak skończyła się historia państwa Kowalskich? Ostatecznie, wraz z odsetkami za opóźnienie i kosztami komorniczymi, zapłacili komornikowi prawie 44 tys. zł. Byli bardzo zmartwieni tą sytuacją i czuli się oszukani, ponieważ stracili oszczędności i samochód, a o mały włos straciliby także mieszkanie w Poznaniu. Co więcej, zmuszeni byli pożyczyć od córki blisko 15 tys. zł., aby uregulować dług wobec banku. Z tego wszystkiego nabawili się rozstroju zdrowia. Z uwagi na te wszystkie nieprzyjemności zdecydowali, że będą dochodzić zapłaty od spadkobierców pani Anny Nowak. W tym celu skontaktowali się z prawnikiem, który wyjaśnił im, że sprawa nie będzie prosta – trzeba bowiem ustalić krąg spadkobierców, a jedyna znana emerytom potencjalna spadkobierczyni zamieszkuje zagranicą.

Starsze małżeństwo zdecydowało się jednak dochodzić swych praw. Po wielu trudach udało się ustalić, że siostra pani Anny Katarzyna Nowak jest jej jedyną spadkobierczynią. Udało się też ustalić jej adres i z nią skontaktować. Małżeństwo Kowalskich pozwało panią Katarzynę Nowak o zapłatę kwoty 44 tys. zł.

Czytaj więcej

Okłamany żyrant nie ma szans na usprawiedliwienie