[b][link=http://blog.rp.pl/janke/2009/03/29/jestesmy-realistami-nie-rusofobami/]skomentuj na blogu[/link][/b]

W rankingu osób, które wywołują u nas obawy, wysokie miejsce zajmuje co prawda wciąż Erika Steinbach, ale to strach przed jednym nurtem w polityce naszego sąsiada, a nie przed samym państwem niemieckim – bo kanclerz Angeli Merkel boimy się znacznie mniej.

Polacy zdają sobie sprawę, że nasze interesy nie zawsze są zgodne z niemieckimi, ale równocześnie to nie Berlin zagraża suwerenności Polski. Niebezpieczeństwo natomiast widzimy na Wschodzie. Obawy u nas wywołują zarówno energetyczna polityka Rosji, jak i inwazja na Gruzję. Pamiętamy, co działo się w Czeczenii, do czego zdolna była Moskwa.

Tym pewnie różnimy się od społeczeństw i rządów państw zachodnich, gotowych przejść do porządku dziennego nad sprawą Gruzji. My zdajemy sobie sprawę, że jeśli świat nie będzie twardy w sprawie Gruzji, to niebawem jej los podzielić może Ukraina.

Jeśli polscy politycy tak głośno domagają się od USA budowania tarczy antyrakietowej w Polsce, to oczywiście nie tylko dlatego, że boimy się Iranu (choć prezydenta Ahmadineżada wskazał jako zagrożenie co czwarty badany), ale dlatego, iż mamy nadzieję, że obecność żołnierzy amerykańskich nad Wisłą zabezpieczy nas przed zakusami Moskwy.

Nie oznacza to jednak, że jesteśmy krajem rusofobów. Po prostu trzeźwo oceniamy sytuację. Gdyby nami kierowały emocje – pewnie Niemcy w tym rankingu byłyby dużo wyżej.