Reakcje polityków na informację „Rzeczpospolitej”, że dom w Wyrykach uszkodziła rakieta wystrzelona przez polski samolot bojowy F-16, były niepotrzebne, nerwowe. Notable przede wszystkim starali się zwalczyć pogląd, że chcą coś ukryć i obiecywali wyjaśnienie incydentu.
Tyle że wcześniej zarówno Władysław Kosiniak-Kamysz, jak i premier Donald Tusk unikali jasnej odpowiedzi na pytania, co się stało w Wyrykach. Posługiwali się formułą, że to była rosyjska prowokacja lub efekt rosyjskiej prowokacji. Racja, nikt rozsądny – poza nielicznymi politycznymi harcownikami – tego nie kwestionował. Za zniszczenie domu nikt nie obarczał winą polskiego wojska czy pilota.
Teraz politycy przyjęli najgorszą z możliwych postaw. Oskarżają adwersarzy, w tym dziennikarzy, że są obcą agenturą, a w bardziej dosadnej formie: ruską onucą. Tymczasem nie można obarczać Rosjan o wszystko, bo to powoduje, że tracimy trzeźwy osąd rzeczywistości i sami się zakłamujemy, a politycy stają się nośnikiem dezinformacji.
Rakieta w Wyrykach, czyli wojna o umysły
To bardzo ważne w dobie tzw. wojny kognitywnej, czyli konfliktu, którego celem jest wpływanie na sposób myślenia i zachowania społeczeństw poprzez manipulację informacją i emocjami. Przekaz tworzony w mediach społecznościowych ma podważać zaufanie, polaryzować społeczeństwa lub destabilizować przeciwnika. Tyle że tym razem można odnieść wrażenie, że nie buduje go Rosja, tylko polscy politycy wobec tych, którzy pytają o dom w Wyrykach.
Wyniki badania zaufania do armii (IBRiS, wrzesień 2025)
Nie będę pouczał dziesiątek osób z rządowych i wojskowych komórek zajmujących się informacją o fundamentalnych zasadach komunikacji strategicznej w czasie kryzysu, które wypracowali eksperci NATO.
Jak powinna wyglądać wzorowa komunikacja strategiczna?
Przypomnę tylko, że oparta jest ona na szybkiej reakcji, aby zapobiec dezinformacji, dystrybucji informacji w sposób jasny i zgodny z prawdą – nie zaś na ukrywaniu faktów, które mogą podważyć zaufanie i łamać spójność przekazu. Tym razem odniosłem wrażenie, że ten domek z kart rozsypał się w jednej chwili. Zamiast porządkowania i wyjaśniania, zaczęła dominować polityczna młócka, coś, co wydawało się nieprawdopodobne jeszcze tydzień temu po szoku spowodowanym rosyjską agresją. To bardzo niebezpieczne, bo podważa zaufanie do instytucji państwa. Zaś kwestionowanie roli niezależnych mediów to dodatkowo podcinanie gałęzi państwa demokratycznego. A taki grzech dzisiaj popełniają wiodący politycy obozu władzy.
Drony, rakiety, samoloty. Wszystkie grzechy wojska
Nie jest też tak, że wojsko jest w tym konflikcie instytucją nieskalaną, bez skazy. Wielokrotnie pisaliśmy w „Rzeczpospolitej”, że próbuje niekiedy zakryć, zamazać informacje dla siebie niewygodne. Przypomnę sprawę zaginionych min czy incydent nad wsią Szaleniec, gdy samolot MIG-29, lecąc zbyt nisko nad ziemią, uszkodził kilka dachów domów. W pół roku po zdarzeniu natrafiliśmy na spychologię i bezwład instytucji wojskowych, gdy pytaliśmy, dlaczego jeszcze nie usunęli szkód i nie pokryli strat. Dopiero po naszej publikacji to się zmieniło.
Czy tak samo miało być także w przypadku mieszkańców domu w Wyrykach? Panowie w mundurach, nie tak to powinno być załatwione.