Lektura kościelnego vademecum wyborczego nastręcza katolikom znacznie więcej dylematów niż gotowych rozwiązań. Bo choć podkreśla ono, że udział w wyborach jest obowiązkiem sumienia, to warunki stawiane temu wyborowi, szczególnie jeśli się potraktuje je serio, sprawiają, że – w mej ocenie – katolik nie może z czystym sumieniem zagłosować za żadną z głównych partii.
Kościół przypomina, że polityka to dobro wspólne. A zatem wszystkich, którzy traktują politykę jako narzędzie do osobistego wzbogacenia kosztem dobra wspólnego, powinno się wykluczyć z grona osób, na które można oddać głos. Nie brakowało w ostatnich ośmiu latach takich przypadków.