W związku z przypadającym dziś Narodowym Świętem Niepodległości przypominamy komentarz Bogusława Chraboty z listopada 2022 roku
Czytaj więcej
Polacy obchodzą Narodowe Święto Niepodległości. W całym kraju 11 listopada 2025 r. odbywają się l...
Trudno pisać o niepodległości, zwłaszcza w przeddzień 11 listopada, bez przywołania pojęcia patriotyzmu. Mam świadomość, jak bardzo jest obciążone to słowo, jak wyświechtane, ile za nim fałszywych znaczeń. Ile z jego użyciem związano tandetnych frazesów. „Niektórzy przez patriotyzm rozumieją zaciekłą nienawiść dawnych, obecnych i nawet potencjalnych wrogów” – ostrzegał w „Martwej naturze z wędzidłem” Zbigniew Herbert. Sam, jak wielu z nas, nie był wolny od skrajności, a jednak z wyjątkową jasnością dostrzegał ciemną stronę pojęcia, które właściwie użyte jest kluczem do opowieści o wolności i niepodległości każdego, nie tylko naszego państwa.
Patriotyzm dla każdego był czymś innym
Pisano o patriotyzmie od najdawniejszych, greckich czy rzymskich czasów. I mimo iż rozumiano go podobnie, jako miłość, oddanie, szacunek wobec własnej ojczyzny, chęć ponoszenia ofiar i gotowość do jej obrony, dla każdego był czym innym. Grecy oddawali życie za wolność swoich polis, a Rzymianie walczyli z nimi w imię Pax Romana. Patriotyzm był po obu stronach. A ile razy prowadził na fałszywe tory? Napędzał nacjonalizmy czy ambicje imperiów. „Patriotyzm nieuchronnie prowadzi do wojny” – nie miał złudzeń wobec własnej ojczyzny Lew Tołstoj. Czyż wojna w Ukrainie, koszmar, z którym zmaga się nasz bratni kraj, nie jest z tamtej wróżby? Tyle że sukces, zwycięstwo Kijowa w tym starciu też muszą się brać z patriotyzmu, bo z czegóż innego. Trzeba się pogodzić z tym fenomenem wieloznaczności słowa patriotyzm, z jego karkołomną polifonią.
Czytaj więcej
Święto 11 listopada jest dla wielu Polaków okazją do wypoczynku i spędzenia czasu w rodzinnym gro...