W zawodzie adwokata nietrudno o momenty, w których relacje z klientem przesuwają się w niepokojącym kierunku. Pomiędzy równorzędnymi partnerami, z których jeden pomocy prawnej potrzebuje, a drugi wie, jak jej udzielić, staje kredyt zaufania, o który prawnik ledwie się ubiega zamiast go wraz z upływem czasu spłacać.
W miejsce ekwiwalentności świadczeń – w postaci profesjonalnej wiedzy w zamian za adekwatne do niej honorarium – pojawia się roszczenie wywodzące się z merkantylnej filozofii „płacę, to wymagam” i „ma być tak, jak mówię”. Klient często jednak nie wie, czego naprawdę potrzebuje – ale wymaga tego na wczoraj.