Jeszcze kilka godzin temu dominował najbardziej podniosły ton komentarzy. Z jednej strony oburzenie, że zdrajca sprzedaje nas hitlerowcom. Z drugiej dziarska propaganda o tym, że w Sikorskim i jego słowach mamy wreszcie Europejczyka na miarę naszych marzeń i oczekiwań. Gdy jedni krzyczeli o Quislingu, drudzy odkrzykiwali, że Sikorski jest jak Karol Wielki. Zdawało się, że 28 listopada 2011 roku - dzień przemówienia w berlińskim klubie - stanie się datą historyczną. Dniem Hańby i Klęski lub Świętem Federalnej Europy. Co kto woli.