Zabieg miał na celu powolne wyeliminowanie z drewna wody i zastąpienie jej odpowiednimi substancjami chemicznymi zapobiegającymi próchnieniu, butwieniu, gniciu, niszczeniu drewna. Technologia ta jest wprawdzie żmudna, ale już dobrze opanowana zarówno na świecie, jak i w Polsce. Na przykład znalazła zastosowanie do ratowania prehistorycznego drewna wydobytego w Biskupinie czy XVII-wiecznego wraku szwedzkiego okrętu „Vasa”.

U nas sytuacja staje się paradoksalna, ponieważ okazuje się, że od przybytku głowa jednak boli. W Polsce drewniane bale – element wałów obronnych – archeolodzy odkopują stosunkowo rzadko, natomiast kilkusetletnie drewniane elementy miejskich wodociągów odkrywane są nagminnie. To swego rodzaju archeologiczna klęska urodzaju. Żeby nie być gołosłownym, podam kilka przykładów.

W czerwcu 2022 r. w Poznaniu, podczas rewitalizacji Starego Rynku, natrafiono na rury wodociągowe z XVII stulecia. Zostały wykonane na miarę czasów, czyli wydrążono je w grubych pniach drzew. Przetrwały dzięki temu, że grunt był lekko wilgotny. Dendrolodzy bez trudu ustalą, kiedy powalono te pnie, natomiast konserwatorzy mają z nimi ból głowy ze względu na ogrom tej zabytkowej masy.

W Starogardzie Gdańskim, także podczas przebudowy rynku, odkopano drewniane rury wodociągowe. Tu również są to wydrążone pnie łączone dziegciem, czyli smołą wytapianą z drzewnych karpin; złączenia uszczelniano gliną. Wodociąg ten używany był jeszcze w XIX stuleciu. Skąd to wiemy? Odkryto jedno miejsce, w którym był on połączony z młodszą o kilkaset lat rurą żeliwną.

Remont rynku w Jarosławiu, ta sama historia: oprócz grobów, narzędzi, ceramiki, monet na głębokości 2,5 m znaleziono drewniane rury wodociągowe z przełomu XVI i XVII w. Zachowało się ich pełne łączenie. Rury mają długość od 240 do 430 cm. Wykonano je z pni, a wydrążony w środku kanał miał okrągły przekrój. „Rury scalano złączami z ołowiu, brązu i żelaza w kształcie krótkiego kloca z okrągłymi kołnierzami na końcach; kołnierze miały otwory dookoła brzegów, dzięki którym złącze można było przybić gwoździami do czoła drewnianej rury. Do uszczelniania zastosowano również drewniane łączniki – gatunki drewna dobierano tak, aby łączniki pęczniały bardziej niż rura, co miało zapewnić konstrukcji szczelność” – wyjaśnia archeolożka Monika Broszko. Rury przewieziono do pracowni konserwatorskiej Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie przechodzą długi i kosztowny proces konserwacji.

W Pleszewie podczas prac remontowych odkryto drewniane rury wodociągowe oraz drewnianą cembrowinę studni. Krakowskie Laboratorium Datowań Bezwzględnych przeprowadziło ich analizę dendrochronologiczną. Okazało się, że drzewa niezbędne do budowy wodociągu ścinano dwukrotnie: w 1580 i 1584 r. Obecnie ich konserwacji dokonuje Muzeum Archeologiczne w Biskupinie.

Drewniane fragmenty wodociągów odkryto także w Tychach, Olkuszu, Żorach, Prudniku, Elblągu, Gdańsku, Krakowie, we Wrocławiu, w Kościanie, Opolu, Lublinie... lista jest dużo dłuższa. W internecie można obejrzeć film „Drewniane wodociągi w Polsce” zrealizowany przez Muzeum Wodociągów w Bydgoszczy. Wbrew temu, co najczęściej się sądzi, rur zwykle nie drążono w dębinie, lecz w sośninie, która lepiej się do tego nadawała ze względu na długi i wyjątkowo prosty pień.

Odkrywanych drewnianych rur nie można pozostawiać w ziemi, a nawet w zwykłych pomieszczeniach. Jeśli mają przetrwać, muszą być poddawane kilkuletniej kosztownej konserwacji, a po ich zabezpieczeniu i zakonserwowaniu muszą przebywać w stałej temperaturze i wilgotności, co także pociąga za sobą koszty, i to ponoszone stale. W przeciwnym razie z drewnem dzieje się to, o czym wspomina Zygmunt Gloger w niedokończonym encyklopedycznym dziele „Budownictwo drzewne i wyroby z drzewa w dawnej Polsce”: „W dobrach Modlnica pod Krakowem w r. 1582 wzmiankowana jest pod dworem druga piwnica, która teraz zawaliła się, bo cembrowanie w niej pogniło”.