Skończyły się zapowiedzi, zaczęła rzeczywistość, jakiej wcześniej nie widziano. Inauguracyjny turniej z cyklu LIV Invitational Series odbył się w miniony weekend w Anglii na polu Centurion Club w hrabstwie Hertfordshire.

To, bez zbytniej przesady, jedno z tych wydarzeń, które mogą zmienić historię golfa. LIV Golf (nazwa LIV pochodzi od rzymskiego zapisu liczby 54, która określa liczbę dołków) dzięki ogromnym pieniądzom wyłożonym przez Arabski Fundusz Inwestycji Publicznych (PIF – w całości dotowany przez Arabię Saudyjską) był w stanie ściągnąć kilkanaście wielkich postaci profesjonalnego golfa.

Czytaj więcej

Phil Mickelson: najstarszy z największych

Na podlondyńskim polu zagrali m.in. zwycięzcy wielkoszlemowi Phil Mickelson i Dustin Johnson, także Ian Poulter, Sergio Garcia, Lee Westwood, Graeme McDowell, Martin Kaymer i Louis Oousthuizen – wielkie nazwiska w branży, choć niektóre świecące już blaskiem przeszłości. Ikoną golfa jest także dyrektor generalny LIV Golf Investments – Australijczyk Greg Norman.

Pojawili się w Centurion Club, by wziąć udział w najbardziej lukratywnym wydarzeniu golfowym w historii tego sportu. Dla 48 uczestników przewidziano pulę 25 milionów dolarów, z której zwycięzca Charl Schwartzel z RPA wziął 4 mln (plus 0,75 mln za sukces w klasyfikacji drużynowej), a ostatni z 48 uczestników – 120 tysięcy.

To początek cyklu, który w tym roku będzie liczył osiem turniejów, siedem z nagrodami w wysokości 25 mln oraz wielki finał, w którym pula indywidualna wzrośnie z 20 do 30 mln dol., a drużynowa z 5 do 50 mln. Łącznie będzie do wzięcia 255 mln dol. Za rok cykl ma liczyć dziesięć turniejów, za dwa lata czternaście, na razie szczegółowe plany dalej nie sięgają, ale kwota 3 mld dolarów włożona w rozruch przedsięwzięcia mówi sama za siebie.

Saudowie nie wahali się zapłacić większości uczestników cyklu ogromnych kwot za samą zgodę na udział w LIV Golf. W przypadku Mickelsona mówi się o 200 mln dol., Johnsona – 125–150 mln. Każdy kontrakt negocjowano w tajemnicy, wedle rynkowej wartości nazwiska golfisty.

Strategia Arabii Saudyjskiej, by wykorzystać bogactwo i zwerbować w celach marketingu politycznego grupę najlepszych golfistów wydaje się skuteczna, choć inauguracja, miała posmak kiczu: na polu stanęły czerwone budki telefoniczne i piętrowy autobus, ochroniarze byli ubrani jak strażnicy Buckingham Palace, grających do pierwszych dołków dowoziły londyńskie czarne taksówki.

Nie zmienia to faktu, że nie jest to działanie podobne do zakupu znanej europejskiej drużyny piłkarskiej (tłumaczone niekiedy próżnością szejków) lub organizacja ważnego globalnego wydarzenia w celu chwilowej poprawy reputacji kraju.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Mocne wejście Saudów do golfa wydaje się częścią znacznie większego planu, w którym już nie tylko poprzez inwestycje w prestiżowe sporty, ale także w ambitną rozrywkę i sztukę – mamy postrzegać Arabię Saudyjską jako godną szacunku, konserwatywną monarchię.

Inwestycje te przyspieszyły od 2015 r., kiedy to następca tronu, książę Mohammed bin Salman, został de facto władcą królestwa i zaczął przebudowę kraju, próbując stworzyć nowy, lepszy obraz Arabii Saudyjskiej mimo oczywistych przewin antydemokratycznego systemu władzy, wśród których jest długa i ponura historia nieprzestrzegania praw człowieka, interwencja wojskowa w Jemenie i zlecenie zabójstwa saudyjskiego dysydenta, publicysty „Washington Post” Dżamala Chaszodżdżiego.

Czy tej zmianie narracji naprawdę pomoże organizacja ociekającego milionami dolarów gwiazdorskiego cyklu golfowego trudno orzec. Pierwszy turniej sportowo nie zachwycił i nie wyjaśnił wszystkiego, zwłaszcza w sferze transmisji telewizyjnych (do USA ich nie ma), wsparcia sponsorskiego i punktacji w rankingu światowym. Jednak już wiadomo, że nie ma sportu w pełni odpornego na saudyjskie pokusy. Oznacza to również zagrożenie bytu najbardziej prestiżowych golfowych lig świata: PGA Tour i DP World Tour (dawniej European Tour), których działacze ostro występują przeciw LIV Golf Investments. W dniu rozpoczęcia pierwszego turnieju komisarz PGA Tour Jay Monaghan ogłosił bezterminowe wykluczenie z cyklu 17 golfistów uczestniczących w grze na polu Centurion Club i obiecał podobne sankcje wobec następnych.

Już wiadomo, że w drugim turnieju LIV Golf w Portland w lipcu pojawią się jednak Bryson DeChambeau i Patrick Reed oraz zapewne Rickie Fowler, Matt Wolff, Pat Perez, Jason Kokrak i Bubba Watson (jeśli wyleczy kontuzję). Być może niektórych powstrzyma reakcja sponsorów, dla których wizerunkowy związek z Arabią Saudyjską jest niedopuszczalny. Mickelsona opuściły firmy KPMG, Heineken/Amstel Light i Workday, DeChambeau – Rocket Mortgage, Johnsona i McDowella – Royal Bank of Canada.

Są też tacy, jak Rory McIlroy i Tiger Woods, którzy od miesięcy po prostu mówią Saudyjczykom głośno: nie. W przypadku Tigera, jak się szacuje, wartość tej odmowy miała wymiar 1 mld dolarów.