Bohaterami opowieści są matka i jej nowonarodzone dziecko. Ani przez chwilę nie widzimy ich razem. Matka podjęła bowiem decyzję o oddaniu dziecka do adopcji.
Maluchem zajmują się więc położne i lekarze, w szklanym szpitalnym łóżeczku zostaje przewieziony do pustej sali. W tym czasie kobieta, która go urodziła, pisze oświadczenie pod dyktando pracownicy szpitala: „Podjęłam decyzję o przekazaniu dziecka do adopcji. Zostałam poinformowana o możliwości zmiany decyzji w ciągu sześciu tygodni od urodzenia dziecka”.
Film łamie stereotypy. Pokazuje kochającą dziecko matkę, choć oddającą je do adopcji w imię jego dobra. Dla niej to dramatyczna decyzja, do której zmuszają ją trudne warunki materialne.
- Bardzo długo szukałem odpowiedniej bohaterki - wyjaśnia Marcin Janos Krawczyk, autor filmu. - Ta, o której opowiadam, zrobiła najlepsze co mogła - zrzekła się dziecka, by mogło dostać swoją szansę na normalne życie. Chętnych do adoptowania maluchów nie brakuje, ale dzieci zapełniają placówki opiekuńcze, bo matki nie chcą uregulować ich sytuacji prawnej, łudząc siebie i dzieci, że coś się zmieni. A na ogół się nie zmienia i Domy Dziecka są pełne dzieci niczyich.
Kamera pokazuje rozdarcie matki, która z trudem godzi się na rozstanie z dzieckiem wiedząc, że przez co najmniej najbliższych 18 lat nie będzie wiedziała, jak się miewa, ani u kogo się wychowuje. Pisze do niego list, który otrzyma po osiągnięciu pełnoletności. Nie ma w nim zdawkowych słów, ale płynące prosto z serca, choć nieudolne... W posagu przekazuje też malcowi cenne dla siebie obrazki i pamiątki, a także zabawki podarowane przez starszego braciszka, którego wychowuje. Nie są nowe, ani piękne, ale nie ma wątpliwości, że to dar serca.