Reklama
Rozwiń
Reklama

Prezydent w bikini na zdjęciach AI. Prawnicy wyjaśniają, czy za publikację grozi kara

Wetując przepisy ułatwiające walkę z nielegalnymi treściami w sieci, prezydent naraził się na kpiny internautów. A ci, w ramach protestu, publikują jego przerobione przez AI zdjęcia w bikini. Prawnicy wyjaśniają, czy grożą im za to konsekwencje.

Publikacja: 16.01.2026 17:33

Prezydent RP Karol Nawrocki (C-P) z uczestnikami XVIII Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Gó

Prezydent RP Karol Nawrocki (C-P) z uczestnikami XVIII Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców na Jasną Górę w Częstochowie

Foto: PAP/Waldemar Deska

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są możliwe konsekwencje prawne publikacji przerobionych zdjęć prezydenta w kontekście wolności słowa?
  • Dlaczego decyzja prezydenta o wetowaniu ustawy DSA wywołała krytykę internautów?
  • Jak prawnicy oceniają granice dopuszczalnej krytyki głowy państwa w satyrze, a także w kontekście ochrony dóbr osobistych?
  • W jakich okolicznościach przeróbki zdjęć prezydenta mogłyby być uznane za próbę wywarcia nacisku?
  • Jaka była rola Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w podobnych sprawach dotyczących krytyki polityków?

Przypomnijmy, że gniew internautów na Karola Nawrockiego ścignęła decyzja o odrzuceniu ustawy, która miała dostosować polskie przepisy do unijnego aktu o usługach cyfrowych. Krytyka przybrała specyficzną formę właśnie w odpowiedzi na swego rodzaju unieważnienie regulacji, których celem miała być walka z nielegalnymi treściami, szerzącymi się w sieci. A co za tym idzie – z pedofilią, oszustwami czy nawoływaniem do nienawiści. Fotografie stały się wiralem, choć zdaniem niektórych ich udostępnianie to jednak zbyt obcesowe uderzenie w powagę prezydenckiego urzędu.

– Publikowanie zdjęć prezydenta w bikini czy w stroju kąpielowym, jako wyraz protestu przeciwko zawetowaniu przez niego ustawy o DSA, nie wykracza poza ramy dopuszczalnej debaty. Taka krytyka przybiera różne formy, ale – o ile skierowana w stronę osób prywatnych mogłaby stanowić naruszenie ich dóbr osobistych, takich jak godność czy dobre imię – w tym przypadku to głos w ważnej dyskusji – komentuje mec. Maciej Ślusarek z kancelarii SKP Ślusarek Kubiak Pieczyk.

Adwokat o publikacji zdjęć prezydenta w bikini: zostałoby uznane za formę protestu wobec polityka i adekwatną ocenę jego działań 

Mec. Ślusarek przypomina jednak, że kluczowy jest kontekst, w jakim się one pojawiły. –Publikowanie takich zdjęć w reakcji na weto prezydenta w sprawie zupełnie niezwiązanej z tematyką usług online czy platform cyfrowych ustawy, mogłoby zostać już uznane na przykład za próbę wywarcia nacisku na niego – tłumaczy adwokat.

I choć podkreśla, że żarty internautów to de facto ingerencja w strefę generalnie chronionych dóbr osobistych, w tym przypadku nie jest to działanie bezprawne. –Sądy co prawda różnie podchodzą do tej kwestii, ale zazwyczaj uznają, że ingerencja ta jest dopuszczalna, gdy w grę wchodzi interes publiczny, a działania są adekwatne do sytuacji. I tak właśnie jest w tym przypadku – uważa ekspert.

Reklama
Reklama

-Jestem w pełni przekonany, że takie działanie uznane zostałoby za formę protestu wobec polityka i adekwatną ocenę jego działań. A autorów przeróbek chroniłyby przepisy konstytucji i europejskiej karty praw człowieka – konkluduje.

Czytaj więcej

Nie tylko Jakub Żulczyk ma problemy przez krytykę prezydenta

„Żarty tak niskich lotów w stosunku do głowy państwa świadczą przede wszystkim o autorach” 

Nieco bardziej radykalny w swojej ocenie jest mec. Andrzej Zorski z kancelarii PZ Adwokaci. –Oczywiście, jak to w prawie, nie ma prostej i jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy publikowanie zdjęć prezydenta w bikini może być uznane za przestępstwo znieważenia głowy państwa – zauważa.

Jak przyznaje – w największym skrócie – trzeba jednak przyjąć, że nim nie jest. – Natomiast tak samo, jak mówiłem w przypadku podobnych czynów z poprzednim prezydentem, tak i teraz podkreślam, że żarty tak niskich lotów w stosunku do głowy państwa świadczą przede wszystkim o autorach, a nie o przedmiocie tej nieudanej satyry – ocenia mecenas.

Ekspert nawiązuje do sytuacji, w którą za swojej prezydentury wplątany został Andrzej Duda. Ten bowiem padł ofiarą krytyki pisarza Jakuba Żulczyka, który nazwał go „debilem”. Słowa te wywołały głośną dyskusję na temat granicy wolności słowa i rozgrzały opinię publiczną. Żulczykowi faktycznie zarzucono wówczas znieważenie głowy państwa, a jego sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego, który jednak umorzył ją z powodu znikomej szkodliwości społecznej.

Czytaj więcej

Nazwał prezydenta "debilem", ale nie popełnił przestępstwa
Reklama
Reklama

Granicy dobrego smaku i krytyki głowy państwa nie znajdziemy wyłącznie w przepisach 

Mec. Zorski zastrzega jednak, że wszystko to nie oznacza, iż osoby pełniącej tę funkcję w ogóle nie można krytykować. – Nie mówię oczywiście, że prezydent powinien być uznany za „świętą krowę”, ale powinniśmy chyba sami wyznaczyć sobie jakieś granice dobrego smaku, bo okazując głowie państwa brak szacunku w taki sposób, nie zaczynamy konstruktywnej debaty, a jedynie wcielamy w życie stare powiedzenie, że jeśli sami siebie nie szanujemy, to nie oczekujmy szacunku od innych – podkreśla.

Adwokat przypomina także, że Europejski Trybunał Praw Człowieka wielokrotnie stawał już w obliczu konieczności rozstrzygania tego typu spraw. I wskazywał, że politykom – nawet wysokiego szczebla – nie tylko nie przysługuje specjalna ochrona, a wręcz wymaga się od nich, aby mieli „grubszą skórę”, szczególnie kiedy stają się obiektem satyry czy krytyki.

Co więcej, jak przypomina mecenas, w Polsce od lat pojawiają się też postulaty zniesienia tego typu przestępstwa, uzasadniane koniecznością równego traktowania przez prawo wszystkich obywateli. To bowiem nakazuje konstytucja. Jak zastrzega jednak Andrzej Zorski, sam nie do końca zgadza się z tym postulatem, ponieważ „w nowoczesnym systemie prawnym nie chodzi o to, aby dać wszystkim po równo, ale o to, aby dać wszystkim tyle, żeby ich sytuacja była wyrównana”.

Czytaj więcej

Sprawa Jakuba Żulczyka: kara za słowa jak dawniej, ale język gorszy

Zdjęcia z bikini a słowa o „debilu” autorstwa Żulczyka. Prezydent musi mieć „grubą skórę”, zwłaszcza kiedy pada ofiarą satyry czy krytyki

–Tymczasem prezydent – z oczywistych względów – jest dużo bardziej narażony na tego typu czyny. A z drugiej strony powaga jego urzędu wymaga moim zdaniem szerszej ochrony. Co do zasady, jest to też przestępstwo powszechne, czyli prokuratura powinna ścigać je z urzędu – wyjaśnia ekspert. I dodaje, że to nie wyklucza oczywiście możliwości skierowania prywatnego aktu oskarżenia – tak jak przy „zwykłym” znieważeniu – choć sam o takim przypadku nie słyszał.

Ponadto uważa, że krytykę Jakuba Żulczyka i słowa, w jakie ubrał ją pisarz, należy postrzegać za działanie znacznie bardziej poważne niż przeróbka zdjęcia (mimo że sam nie zgadza się z wyrokiem uniewinniającym w tej sprawie). Dlaczego? –Przede wszystkim dlatego, że o ile można się bronić, że obrazek jest po prostu śmieszny – choć zależy dla kogo – o tyle używanie takiej inwektywy ma wyłącznie jeden cel: zelżenie osoby opisywanej. I państwo nie powinno na to pozwalać – konkluduje mecenas.

Reklama
Reklama
Prawo drogowe
Koniec z masowym oblewaniem kursantów? Pomóc ma nowy system
Edukacja i wychowanie
Oto najlepsze licea i technika w Polsce. Wyniki rankingu Perspektywy 2026
Opinie Prawne
Szymaniak: A ile dywizji ma prokuratura, czyli o powodach obrony Ewy Wrzosek
Samorząd
To już pewne. Będzie więcej czasu na przygotowanie planów ogólnych
Prawo karne
Areszt dla Zbigniewa Ziobry. Posiedzenie sądu odroczone
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama