Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są możliwe konsekwencje prawne publikacji przerobionych zdjęć prezydenta w kontekście wolności słowa?
- Dlaczego decyzja prezydenta o wetowaniu ustawy DSA wywołała krytykę internautów?
- Jak prawnicy oceniają granice dopuszczalnej krytyki głowy państwa w satyrze, a także w kontekście ochrony dóbr osobistych?
- W jakich okolicznościach przeróbki zdjęć prezydenta mogłyby być uznane za próbę wywarcia nacisku?
- Jaka była rola Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w podobnych sprawach dotyczących krytyki polityków?
Przypomnijmy, że gniew internautów na Karola Nawrockiego ścignęła decyzja o odrzuceniu ustawy, która miała dostosować polskie przepisy do unijnego aktu o usługach cyfrowych. Krytyka przybrała specyficzną formę właśnie w odpowiedzi na swego rodzaju unieważnienie regulacji, których celem miała być walka z nielegalnymi treściami, szerzącymi się w sieci. A co za tym idzie – z pedofilią, oszustwami czy nawoływaniem do nienawiści. Fotografie stały się wiralem, choć zdaniem niektórych ich udostępnianie to jednak zbyt obcesowe uderzenie w powagę prezydenckiego urzędu.
– Publikowanie zdjęć prezydenta w bikini czy w stroju kąpielowym, jako wyraz protestu przeciwko zawetowaniu przez niego ustawy o DSA, nie wykracza poza ramy dopuszczalnej debaty. Taka krytyka przybiera różne formy, ale – o ile skierowana w stronę osób prywatnych mogłaby stanowić naruszenie ich dóbr osobistych, takich jak godność czy dobre imię – w tym przypadku to głos w ważnej dyskusji – komentuje mec. Maciej Ślusarek z kancelarii SKP Ślusarek Kubiak Pieczyk.
Adwokat o publikacji zdjęć prezydenta w bikini: zostałoby uznane za formę protestu wobec polityka i adekwatną ocenę jego działań
Mec. Ślusarek przypomina jednak, że kluczowy jest kontekst, w jakim się one pojawiły. –Publikowanie takich zdjęć w reakcji na weto prezydenta w sprawie zupełnie niezwiązanej z tematyką usług online czy platform cyfrowych ustawy, mogłoby zostać już uznane na przykład za próbę wywarcia nacisku na niego – tłumaczy adwokat.
I choć podkreśla, że żarty internautów to de facto ingerencja w strefę generalnie chronionych dóbr osobistych, w tym przypadku nie jest to działanie bezprawne. –Sądy co prawda różnie podchodzą do tej kwestii, ale zazwyczaj uznają, że ingerencja ta jest dopuszczalna, gdy w grę wchodzi interes publiczny, a działania są adekwatne do sytuacji. I tak właśnie jest w tym przypadku – uważa ekspert.