Zapłacą one aż 60 procent podatku od nadzwyczajnych zysków, które wypracowały z powodu wysokich stóp procentowych i wywindowanych cen energii i paliw.

Czytaj więcej

Nie będzie podatku Sasina. Rząd ma nowy pomysł

Dzięki tym środkom rząd będzie w stanie subsydiować energię i nie zaciągać na ten cel pożyczek na rynkach. Nowy podatek ma obowiązywać przynajmniej przez 3 lata. - Jeśli sytuacja na rynku się zmieni, będę pierwszym, który złoży wniosek o jego zniesienie - zapewniał minister w parlamencie w ostatni piątek.

Na razie jednak te pieniądze mają dla Czechów strategiczne znaczenie i pozwolą na złagodzenie kryzysu energetycznego, który spowodował w ich kraju kryzys gospodarczy najgłębszy od trzydziestolecia. Trafiło się to w dodatku w czasie, kiedy kraj zaczynał wychodzić z zapaści gospodarczej spowodowanej pandemią COVID-19.

O nowym podatku debatowano od kilku miesięcy. Publiczna dyskusja zaczęła się od momentu, kiedy koalicja rządowa zdecydowała się na wprowadzeniu subsydiów do cen energii elektrycznej i gazu naturalnego. Władze zrobiły to pod naciskiem opinii społecznej, ogólnej frustracji oraz głosów z biznesu domagającego się wsparcia. Według oficjalnych wyliczeń nowy podatek powinien przynieść w roku 2023 wpływy w wysokości 85 mld koron (ok 4 mld euro) w tym roku. Dodatkowe wsparcie (15 mld koron) ma przyjść po wprowadzeniu przez Unii Europejską ceny maksymalnej na energię.

Krytycy nowego podatku uważają, że dodatkowo obciążenia spowodują popsucie wizerunku Czech, jako kraju przyjaznego inwestorom zagranicznym. Jako pierwszy odezwał się Unipetrol. Jego właścicielem jest PKN Orlen, który nie ukrywa, że nowy podatek uszczupli kwoty przeznaczone na modernizację - pisze Bloomberg. Najbardziej radykalny jest jednak czeski miliarder, Daniel Kretinski właściciel konglomeratu energetycznego Energeticky i Prumyslovy Holding, że wyprowadzi z Czech swoją platformę handlową EP Commodities, bo nowego podatku nie zamierza płacić. Kretinski uważa, że byłoby to niesprawiedliwe, wręcz nonsens, skoro lwią część zysku wypracowuje poza granicami Czech.

Czytaj więcej

Włoski rząd przekazuje kolejne miliardy dla firm i rodzin

Czeski rząd zamierza wydać w przyszłym roku ok 200 mld koron na różne formy pomocy dla biznesu i gospodarstw domowych. Jak powiedział czeski premier, Petr Fiala pieniądze zostaną przeznaczone na subsydia do cen energii, podwyższenie rent i emerytur oraz inne wydatki na cele społeczne.

Jednocześnie rząd w Pradze zdecydował się na odejście od swojego radykalnego planu cięcia wydatków. Jego realizacja okazała się niemożliwa po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Ostatecznie deficyt budżetowy w tym roku wyniesie 375 mld koron i zmaleje do 295 mld koron w 2023. Natomiast zadłużenie państwa wyniesie w tym 42 proc. PKB co bank centralny uważa za wielkość nadal niebezpieczną, bo zbyt wysoką i naciska na szybszą konsolidację wydatków budżetowych. Czechy są w tej chwili krajem UE, który ma finanse w najlepszym stanie.