W ubiegłym tygodniu niespodziewanie złożył pan rezygnację ze stanowiska prezesa PKO BP. Zaledwie cztery miesiące od jego objęcia. Piątek będzie ostatnim pana dniem za sterami banku. Co było powodem tej decyzji?

Proszę pamiętać, że w zarządzie PKO BP – jako wiceprezes odpowiedzialny za bankowość detaliczną – zasiadam od ponad pięciu lat. Zdaję sobie sprawę, że rezygnacja z funkcji prezesa w miesiąc po powołaniu przez KNF może być zaskakująca. Kieruję się jednak zasadą, że odpowiedzialność za instytucję, którą mi powierzono, wyznacza granice mojej elastyczności.

Jak rozumieć wspomnianą „elastyczność"? PKO BP to bank kontrolowany przez Skarb Państwa, czyli przez polityków. Krążyły pogłoski, że być może nie był pan skłonny do podejmowania decyzji przez nich oczekiwanych.

Nie ma jednego konkretnego powodu, który przesądził o tym, że złożyłem rezygnację. Sprawne zarządzanie tak dużą spółką wymaga pełnego poparcia rady nadzorczej reprezentującej wszystkich akcjonariuszy. Ponieważ ten warunek nie został spełniony, postanowiłem zrezygnować z funkcji prezesa zarządu. Być może bank potrzebuje menedżera o większych zdolnościach do zawierania kompromisów.

Przyzna pan jednak, że rezygnacja nastąpiła zaskakująco szybko. Obejmując stery PKO BP, chyba nie zakładał pan takiego rozwoju wydarzeń?

PKO BP nie był i nigdy nie będzie bankiem jednego człowieka. To poważna instytucja z bogatym dziedzictwem i wspaniałymi perspektywami. Fundamentem pozycji banku i szans jego rozwoju są przede wszystkim tysiące profesjonalnych i kompetentnych pracowników. Celem zarządu jest umiejętne kierowanie zespołem tych specjalistów. Na tyle umiejętne, by spełnić oczekiwania klientów i akcjonariuszy.

Zarząd został bardzo głęboko przebudowany. Oprócz pana i prezesa Zbigniewa Jagiełły, który zrezygnował w maju, w zaledwie cztery miesiące odeszło jeszcze czterech cenionych i doświadczonych bankowców: Rafał Antczak, Rafał Kozłowski, Adam Marciniak i Jakub Papierski. Inwestorom te roszady wyraźnie się nie podobają: licząc od początku maja, akcje PKO BP zyskały o ponad 12 pkt proc. mniej niż indeks WIG-banki.

Decyzje dotyczące składu zarządu leżą w rękach rady nadzorczej. Menedżerowie są ludźmi wynajmowanymi do kierowania bankiem. Akcjonariusze, w tym Skarb Państwa, mają prawo, by decydować o składzie zarządu reprezentującego ich interesy.

Pojawiły się komentarze, że wszelkie zmiany w radzie nadzorczej i zarządzie PKO BP, jakie zaszły od czerwca, to przejaw zwiększenia wpływów wicepremiera Jacka Sasina kosztem premiera Mateusza Morawieckiego.

Autopromocja
BLACK WEEKEND

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Nie jestem i nigdy nie byłem politykiem. Analiza stref wpływów politycznych nie jest domeną mojej aktywności zawodowej. Skupiam się na tym, na czym się znam, czyli na zarządzaniu i na rozwoju instytucji finansowych. W tym obszarze mam poczucie dobrze wykonanego zadania, o czym świadczą wyniki finansowe PKO BP.

Zrezygnował pan ze stanowiska prezesa, ale też odszedł z zarządu. Czy można zatem dojść do wniosku, że w pana ocenie współpraca z nową radą i przebudowanym zarządem była niemożliwa i nie było sensu pozostać w zarządzie na poprzednim stanowisku wiceprezesa?

Takie rozwiązanie nie było rozważane. Rzadko się zdarza, aby prezes zgodził się być wiceprezesem. Chciałbym podkreślić, że kierowanie zarządem PKO BP to wielki zaszczyt, ale na tej instytucji świat się nie kończy. Rynek krajowy i międzynarodowy oferuje wiele innych możliwości.

W mediach pojawiły się informacje, że zrezygnował pan z kierowania bankiem, aby objąć stanowisko ambasadora RP we Francji. Ma pan taki plan?

Już wielokrotnie odnosiłem się do tej kwestii. Wbrew plotkom, powielanym przez media, nie planowałem zastąpić posady prezesa PKO BP inną funkcją publiczną. Człowiek powinien zajmować się tym, na czym się zna, a miarą mądrości jest znajomość własnych ograniczeń. Na razie chciałbym popłynąć w długi rejs żeglarski z przyjaciółmi, najchętniej przepłynąć Atlantyk, pojechać na narty i zająć się rodziną.

Po powrocie z wakacji chciałby pan zająć któreś z czołowych stanowisk w państwowych spółkach finansowych, jak np. Alior czy PZU?

Na obecnym etapie nie mam takich planów. Kierując pracami zarządu tego typu instytucji, trzeba mieć na uwadze interes wszystkich akcjonariuszy. Trudnym zadaniem jest bycie prezesem reprezentującym tylko część udziałowców.

Po tym, jak zastąpił pan w czerwcu prezesa Zbigniewa Jagiełłę, nie doszło do wielkich zmian na kluczowych stanowiskach. Istnieje ryzyko, że teraz w banku dojdzie do kadrowej rewolucji?

Zmiany w organizacji są naturalnym następstwem przebudowy struktury zarządczej. Pytanie o kadrową rewolucję proszę jednak kierować do nowej pani prezes. Pragnę podkreślić, że przez prawie pięć i pół roku mojej pracy w zarządzie udało nam się pozyskać i utrzymać w banku najlepszych specjalistów na rynku. Mam nadzieję, że kadrowej rewolucji nie będzie, bo tego typu działanie mogłoby zagrozić realizacji strategicznych celów postawionych przed bankiem.

Jak ocenia pan ponad pięć lat spędzone w zarządzie PKO BP?

Gdy w połowie 2016 r. rozpoczynałem pracę w zarządzie PKO BP, nasze aktywa wynosiły 272 mld zł, w segmencie detalicznym mieliśmy 9 mln klientów, a liczba aktywacji aplikacji IKO wynosiła 0,7 mln. Od tego czasu aktywa urosły o ponad 40 procent i sięgają blisko 400 mld zł, grupa klientów detalicznych wzrosła do 11 milionów, a aplikacji IKO jest 6 milionów. Wolumeny kredytów gotówkowych są o 60 proc. – a mieszkaniowych o 21 proc. – wyższe niż pięć lat temu.

Wartość kredytów kartowych uległa podwojeniu, a nasz udział w rynku wzrósł z 8,8 proc. do 15,4 proc. Leasing i TFI urosły odpowiednio o 140 proc. i 85 proc., a depozyty klientów aż o 170 proc., czyli o 131 mld zł. Osiągnęliśmy też duże sukcesy w sprzedaży ubezpieczeń i rozwoju bankowości międzynarodowej. Otworzyliśmy placówki w Niemczech, Czechach, na Słowacji, a wkrótce otworzymy oddział korporacyjny w Rumunii. W pierwszym półroczu 2021 r. zanotowaliśmy najwyższy wynik w historii – 2,4 mld zł zysku netto. Perspektywy na kolejne kwartały są bardzo korzystne.

Na początku października PKO BP rozpoczął oferowanie swoim klientom, mającym hipoteki frankowe, możliwości zawarcia ugody. Jakie są cele w tym zakresie?

Byliśmy pierwszym bankiem, który zaproponował konkretne rozwiązanie tego problemu. Nie dlatego, że kredyty frankowe były zawierane wadliwie. Przeciwnie, były udzielane zgodnie z obowiązującymi wówczas regulacjami. Ze względu na silne umocnienie franka szwajcarskiego w ostatnich latach i zmianę sytuacji ekonomicznej kredytobiorców frankowych postanowiliśmy pomóc tej grupie klientów, godząc się na przewalutowanie kredytu.

Od momentu uruchomienia procesu dziennie napływa do banku średnio kilkaset wniosków o przekształcenie kredytu we frankach na kredyt złotowy. Po trzech tygodniach mamy ich już ponad 9 tys., czyli tyle samo, ile pozwów przeciwko PKO BP. Spodziewam się, że porozumienia w tej sprawie obejmą kilkadziesiąt tysięcy umów posiadanych przez bank. Trudno mi jednak przewidzieć, czy będzie to 30 czy 60 tysięcy.

Biorąc pod uwagę, że to mój ostatni wywiad jako prezesa PKO BP, chciałbym podziękować wszystkim pracownikom grupy kapitałowej za trud włożony w realizację celów i zadań powierzonych nam przez klientów i akcjonariuszy. Sukcesy ostatnich lat mogły być osiągnięte tylko dzięki ich zaangażowaniu i profesjonalizmowi. Jako prezes i klient PKO BP bardzo im za to dziękuję.

Jan Emeryk Rościszewski

Jan Emeryk Rościszewski został 8 czerwca powołany na prezesa PKO BP, lecz 14 października złożył rezygnację. Od lipca 2016 r. był wiceprezesem PKO BP odpowiadającym za bankowość detaliczną. Ma ponad 30-letnie doświadczenie w finansach. W latach 1998–2016 był prezesem w TUnŻ Cardif Polska, a w 2001–2016 dyrektorem generalnym Cardif Assurance Risques Divers w Polsce.