Film

Punkt zwrotny na ekranach

Jerzy Hoffman na planie filmu
Fotorzepa
W żołnierskim szpalerze, przy wtórze wojskowej orkiestry, wejdą dziś do Teatru Wielkiego goście najważniejszej filmowej premiery roku – Jerzy Hoffman pokaże „1920. Bitwę Warszawską”. Do kin film wejdzie w piątek
 
Teoretycznie ten film nie powinien był powstać – mówi reżyser. – Nie jesteśmy bogatą kinematografią, nikt z nas nie miał też do czynienia z technologią 3D. A jednak udało się. Nawet najbardziej surowi krytycy nie negują, że twórcy podjęli temat rzadko goszczący w naszych produkcjach – wspólnego, zwycięskiego militarnego działania Polaków. W szerokiej panoramie pokazali zwrotny punkt w historii także europejskiej – Bitwa Warszawska zatrzymała pochód bolszewików na Zachód.

Kamery i mundury

Zrealizowany przez prawie 80-letniego reżysera film pozwolił światowej sławy operatorowi Sławomirowi Idziakowi na nowatorskie rozwiązania w tzw. stereoskopii. I wyszkolenie grupy młodych współpracowników. Efekt tej pracy już docenili Niemcy. Zaprosili cały zespół do realizacji trójwymiarowego filmu na podstawie książki Daniela Kehlmanna „Rachuba świata". Idziak jest szczerze, bez krygowania się, zadowolony. – Mimo ograniczonych środków („Helikopter w ogniu", przy którym pracowałem, kosztował 100 mln dol.,  „1920..." – 10 mln) dało się uzyskać odpowiednią intensywność i jakość obrazu – mówi. – Ogromna liczba obserwacji, uchwyconych dzięki moim kreatywnym współpracownikom, którzy szamotali się z kamerkami, raz w mundurach polskich, raz niemieckich, stworzyła gęsty, mam nadzieję, działający na wyobraźnię widza obraz bitwy.

Prawdy i emocje

Romansowy wątek ułana Jana i Oli, kabaretowej artystki, która nie bała się pójść do okopów, to osnowa, na której twórcy filmu zbudowali dynamiczną wojenną opowieść. Reżyser podkreśla rzetelność, z jaką została narysowana. – We wcześniejszych filmach widziałem spitych kretynów, którzy cudem jakimś doszli pod Warszawę. Jaki to daje wydźwięk zwycięstwu 1920 r.? My zachowaliśmy prawdę tego okresu – mówi. – Pokazaliśmy, że byli Polacy w Armii Czerwonej, zwłaszcza wśród czekistów. I Rosjanie po stronie polskiej. Byli też przedstawiciele rosyjskiej inteligencji, którzy znaleźli się po stronie czerwonych, chcąc ratować życie. Pytany o stosunek do Piłsudskiego mówi, że podjął temat, gdy przekonał się, jak żywe są nadal emocje wokół marszałka. – Niedawno wyszła w Anglii książka, która odsądza Piłsudskiego od czci i wiary. Można go różnie oceniać w różnych okresach jego działalności, ale była to postać nietuzinkowa i najprawdopodobniej jedyna w tym czasie, która potrafiła skupić wokół siebie wszystkich Polaków – dodaje. Widzi podobieństwa między podzielonym społeczeństwem 90 lat temu i dziś. – Jak mówi satyryk: „Jeden naród, dwa plemiona", ale w momencie pokazanym w filmie zwyciężyło zjednoczenie się narodu – sumuje Hoffman. Ewentualne uwagi co do wierności faktom komentuje: żaden film, żadna powieść nie są podręcznikiem. – I nie o to mi chodziło, czy coś się odbywało jednego czy drugiego dnia, nad Wisłą czy nad Niemnem – stwierdza. – To był ciąg bitew, jedna przechodziła w drugą. Z popełnianymi błędami i ogromnym bohaterstwem żołnierza. Kosa śmierci poszła, jak zawsze, głównie po młodych rocznikach, które gorące serce zagrzewa do walki. Myślę, że dzisiejsi młodzi nie byliby inni.

Fotografie i słowa

„1920. Bitwa Warszawska" w piątek wejdzie do kin. A już teraz można oglądać dwie wystawy zdjęć z planu: na pl. Zamkowym i w Muzeum Kolejnictwa. Ukazały się też dwie książki: album „1920. Bitwa Warszawska – dzieje bitwy, dzieje filmu" ze zdjęciami Krzysztofa Wojciewskiego pod redakcją Stanisława Zawiślińskiego. Oraz tegoż autora „Filmy, wojny i rozróby".  
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL