Sport

Krzysztof Dowhań: wychowawca Boruca, Fabiańskiego i Muchy

Krzysztof Dowhań
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Krzysztof Dowhań wychował Artura Boruca, Łukasza Fabiańskiego i Jana Muchę.
Dobry człowiek, świetny trener - powtarzają ludzie, którzy mieli okazję go poznać. Trzeba dodać jeszcze jedno: bardzo skromny, unika rozgłosu.
Grał w trzech warszawskich klubach: Sarmacie, Gwardii (dwa mecze na ławce rezerwowych w pierwszej lidze) i Polonii. Gdy skończył biegać za piłką, został asystentem Rudolfa Kapery. - On pokazał mi, na czym polega trening bramkarzy - mówi Krzysztof Dowhań. W Legii, gdzie pracuje od 2001 roku, można usłyszeć, że z każdego potrafi zrobić dobrego bramkarza. – To nieprawda. Tych zawodników ktoś przecież wcześniej ukształtował, ja być może wydobyłem z nich to, co najlepsze – zastrzega. – Zawsze powtarzam, że tylko im pomagam. Reszta zależy od nich, od ich podejścia i zaangażowania.
Dowhań współpracuje z Andrzejem Dawidziukiem. Przez Legię przewinęło się wielu bramkarzy z jego szkółki w Szamotułach, m.in. Łukasz Fabiański, Łukasz Załuska czy Maciej Gostomski. – Andrzej przygotował ich pod względem fizycznym, taktycznym i technicznym. Ale każdego trzeba było później przystosować do poziomu ligowego. Presja jest duża, bo Legia co roku walczy o mistrzostwo. Fabiański i Boruc sobie z nią poradzili. Gdy Artur odchodził do Celticu, nie miałem obaw, by postawić na Łukasza, mimo że miał zaledwie 20 lat. Fabiański był bardzo pracowity, lubił zostawać po treningach. Dowhań wspomina, że czasem musiał go siłą ściągać z boiska. Nie zgadza się z opinią, że jest za grzeczny. – Bramkarz powinien być szalony, ale pozytywnie. Nie chodzi o to, by po każdym strzale z 30 metrów krzyczał na kolegów, że nie przeszkadzali rywalom. On musi ich motywować, ustawiać. Jak ułoży sobie relacje z obrońcami, ma mniej pracy. Gra w Legii to marzenie każdego chłopaka, jednak nie wszystkim wystarcza wytrwałości i talentu. - Podczas testów w pierwszej kolejności zwracam uwagę na tzw. ogólną sprawność ruchową, czyli to jak zawodnik się porusza, jak wykonuje poszczególne ćwiczenia i czy szybko się uczy. Tak jak Wojtek Szczęsny, który przychodził na zajęcia Legii, gdy grał w Agrykoli. W Arsenalu bardzo się rozwinął, ma duże szanse, by pobić osiągnięcia ojca. W jednej konkurencji jest już od niego lepszy – w wieku 15 lat miał ponad 190 cm wzrostu – śmieje się Dowhań, który ojca Wojciecha, Macieja, trenował w Polonii Warszawa. – To trudny charakter, ale nie było z nim żadnych kłopotów. Jego praca nie kończy się na boisku. – Krzysztof dba o najdrobniejsze szczegóły. Jest związany ze swoimi zawodnikami, interesuje się ich życiem. Gdyby ich wdzięczność przeliczyć na pieniądze, byłby bogatym człowiekiem – zauważa ks. Mariusz Zapolski, duszpasterz Legii. – Ja też jestem jego dłużnikiem. Dzięki niemu moja kolekcja koszulek powiększyła się o bluzę Janka Muchy z Evertonu. Słowacki bramkarz traktuje Dowhania jak drugiego ojca. – Podtrzymywał mnie na duchu, gdy byłem jeszcze rezerwowym w Legii. Poprawił moją grę nogami i na przedpolu – przyznaje Mucha, który z reprezentacją Słowacji pojechał na mundial, a teraz czeka na swoją szansę w Premiership. – Krzysiek potrafi znaleźć wspólny język z piłkarzami. To jego ogromna siła – potwierdza Dawidziuk. Boruc po wyjeździe do Glasgow powtarzał, że chętnie zabrałby Dowhania ze sobą. - Nie straciliśmy kontaktu. Artur był na zakręcie, ale jeszcze przyda się kadrze – przekonuje Dowhań, który mógł wyjechać do Londynu razem z Fabiańskim. – Po transferze do Arsenalu trener bramkarzy Gerry Peyton poprosił Łukasza, by zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie zgodziłbym się pracować w klubowej akademii. Decyzję musiałem jednak podjąć natychmiast. Został w Legii. Zawodnikom spadł kamień z serca, bo bardzo chwalą sobie jego zajęcia. - Dla mnie powtarzanie tych samych ćwiczeń też staje się nudne i staram się je urozmaicić, a przede wszystkim stworzyć na treningu warunki zbliżone do meczowych. Obserwuję i analizuję zachowanie bramkarzy z Premiership i Primera Division. Kiedyś przed jednym ze zgrupowań poprosiłem Marcina Rosłonia (komentator Canal+, były obrońca Legii - red.), żeby nagrał mi na płytach mecze lig zagranicznych. Chciałem pokazać chłopakom, jak najlepsi wprowadzają piłkę do gry – tłumaczy Dowhań. – Ważne, by dostosować ćwiczenia do konkretnego człowieka. Możemy wziąć konspekty trenerów Liverpoolu i próbować przenieść ich metody, ale nie wiem, czy to przyniosłoby efekt. U bramkarzy najbardziej ceni skuteczność oraz umiejętność szybkiego podejmowania decyzji. – Uważam, że efektywność jest ważniejsza od efektowności. Bramkarz musi być odporny na stres i krytykę. Musi być też dynamiczny i odważny. Czasem trzeba zaryzykować, włożyć głowę tam, gdzie ktoś inny nie włożyłby nogi. W jego prywatnym rankingu pierwsze miejsce zajmuje Iker Casillas. Kiedyś podziwiał Seppa Maiera, Lwa Jaszyna oraz Polaków: Władysława Grotyńskiego, Jana Gomolę, Huberta Kostkę i Jana Tomaszewskiego. W Legii trzyma się z innym wielkim piłkarzem, a obecnie trenerem – Lucjanem Brychczym. Razem tworzą zgrany duet. – Oni są mistrzami w robieniu żartów i często zastanawiamy się, skąd w nich tyle młodzieńczej fantazji. Myślę, że nawet Marek Jóźwiak, znany z wygłupów, mógłby się od nich uczyć - mówi Jacek Magiera, drugi trener Legii. – Słyszałem o kilku wyczynach Marka, nie możemy się z nim równać – odpowiada Dowhań. – Pan Lucjan to dla mnie autorytet. Dzielimy pokój na zgrupowaniach, korzystam z jego rad podczas treningów. Nie miał nigdy prawa jazdy, więc podwożę go do klubu. Gdy selekcjonerem reprezentacji Polski został Franciszek Smuda, pojawiły się głosy, że Dowhań mógłby trafić do jego sztabu szkoleniowego. – Nie dostałem żadnej oferty. Praca z kadrą to marzenie każdego trenera, ale w tej chwili nie szukam innych wrażeń. W Legii niczego mi nie brakuje. Wiem, że mam tu jeszcze sporo do zrobienia. Może kiedyś.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL