Reklama

Trzy szpitale na Podkarpaciu mają setki milionów długów. Czy da się je uratować?

Trzy podkarpackie szpitale mają kilkaset milionów złotych długu. Przed zamknięciem może je uratować tylko połączenie ze szpitalem uniwersyteckim w Rzeszowie. Ale ich zadłużenie to ponad jedna trzecia wszystkich środków przeznaczonych na konsolidację w tym roku. A chętnych do tego jest 90 placówek.

Publikacja: 20.02.2026 04:30

Trzy podkarpackie szpitale mają kilkaset milionów długu

Trzy podkarpackie szpitale mają kilkaset milionów długu

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie wyzwania finansowe stoją przed szpitalami powiatowymi na Podkarpaciu?
  • Jakie są plany konsolidacji szpitali powiatowych z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym w Rzeszowie?
  • Dlaczego konsolidacja szpitali mogłaby być korzystna dla placówek i jakie przeszkody napotykają na tej drodze?
  • Jakie znaczenie ma udział ministerstwa zdrowia w procesie konsolidacji szpitali?
  • Jak zadłużenie szpitali wpływa na ich funkcjonowanie i jakie są propozycje jego restrukturyzacji?
  • Jakie zalety miałby udział Uniwersytetu w Rzeszowie dla mniejszych ośrodków?

Szpital powiatowy w Lesku mierzy się z gigantycznym zadłużeniem. Jeszcze latem ubiegłego roku trwały tam protesty przeciwko likwidacji ostatniej porodówki w Bieszczadach i chociaż na przełomie roku ostatecznie zamknięto oddział położniczy, który przynosił przynosił ok. 0,5 mln zł straty miesięcznie, to sytuacja finansowa nie uległa poprawie. Jest na tyle trudna, że powiat leski – organ założycielski dla szpitala – roluje własne wierzytelności. Pod koniec stycznia rada powiatu wyraziła zgodę na udzielenie SP ZOZ w Lesku pożyczki krótkoterminowej w wysokości 1 mln zł z przeznaczeniem na zapewnienie bieżącej płynności finansowej, w tym na spłatę 0,5 mln zł pożyczki, którą zarząd powiatu przyznał szpitalowi… dwa tygodnie wcześniej.

Reklama
Reklama

To prawdopodobnie ostatnie pieniądze, jakie samorząd może pożyczyć szpitalowi. O przyznaniu kredytu przez bank od dawna nie ma już mowy. W marcu ubiegłego roku podczas sesji rady powiatu dyrektor SP ZOZ w Lesku Małgorzata Bryndza poinformowała, że „w najbliższym czasie mogą pojawić się poważne zobowiązania wobec parabanku”. „Sytuacja szpitala jest krytyczna, a brak natychmiastowego wsparcia grozi zatrzymaniem podstawowych usług medycznych” – alarmowała. Pieniędzy brakowało na materiały medyczne niezbędne dla pacjentów i wypłatę wynagrodzeń w pełnej wysokości – szpital realizował je w 40 proc. Obecnie placówka jest zadłużona w parabankach na ok. 70 mln zł. Na bieżące funkcjonowanie szpitala brakuje ok. 1,5 mln zł miesięcznie.

Czytaj więcej

Szpital w Lublińcu bankrutuje. Powiat chce go wydzierżawić

„Chcemy doprowadzić do połączenia szpitali i musimy stanąć na wysokości zadania” – oświadczył starosta leski Wojciech Stelmach. SP ZOZ w Lesku ma połączyć się z Uniwersyteckim Szpitalem Klinicznym (USK) im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie.

Reklama
Reklama

Szpital uniwersytecki zamiast Bieszczadzkiego

Pomysł połączenia SP ZOZ w Lesku z innym szpitalem nie jest nowy. W ostatnich latach była mowa o utworzeniu tzw. Szpitala Bieszczadzkiego, który powstałby na skutek konsolidacji placówek w Lesku, Ustrzykach Dolnych i Sanoku. W lipcu ubiegłego roku o takich planach mówiła wojewoda podkarpacka Teresa Kubas-Hul. Do połączenia w takiej formule jednak nie doszło. Później w projekt konsolidacji zaangażował się USK w Rzeszowie. Placówka chce scalić szpitale powiatowe w Lesku, Sanoku i Dębicy. Przeprowadziła tam już audyty.

– Kontaktujemy się też z innymi szpitalami, które mogłyby być zainteresowane połączeniem. To rozwiązanie, które zwiększa szanse tych placówek na przetrwanie na rynku w formule szpitala uniwersyteckiego – mówi Marcin Rusiniak, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. Fryderyka Chopina w Rzeszowie.

Po co szpitalowi uniwersyteckiemu konsolidacja? – Po to, że nawet taki ośrodek jak nasz w pewnym momencie również może napotkać trudności – wskazuje dyrektor. Tłumaczy, że obecnie, przy ograniczonych funduszach oraz rosnących kosztach utrzymania, jedynie efekt skali daje szpitalowi jakąkolwiek realną możliwość przetrwania. – Chodzi o synergię związaną z zakupami, wynikającą z różnego rodzaju rozliczeń, a także z przygotowywania wniosków i projektów. Moim zdaniem innego sposobu nie ma – podkreśla.

– Możemy być ośrodkiem, który scali mniejsze jednostki i zaproponuje taki podział usług medycznych w poszczególnych szpitalach, aby placówki te nie konkurowały ze sobą – mówi Rusiniak. Dodaje, że jednym z pierwszych wniosków, jakie nasunęły się na początku audytu szpitali było stwierdzenie, że istnieją całe oddziały, które się dublują, a czasem wręcz multiplikują w placówkach położonych stosunkowo blisko siebie. Powielanie usług w szpitalach oddalonych od siebie o 20-30 minut jazdy wydaje się zbyt kosztowne.

Czytaj więcej

Szpitale nie chcą się łączyć

Nie bez znaczenia ma być też potencjał Uniwersytetu w Rzeszowie, który kształci kadry lekarskie. – Kierując studentów oraz młodych lekarzy na praktyki i staże do szpitali w powiatach, możemy pokazać, że medycyna w mniejszych ośrodkach nie musi być na niższym poziomie. Może być ograniczona pod względem liczby oddziałów, jednak sam oddział działający w takim szpitalu może reprezentować bardzo wysoki, uniwersytecki poziom – tłumaczy dyrektor.

Reklama
Reklama

Setki milionów długu trzech szpitali 

Potrzeby zdrowotne pacjentów w powiatach mają być zabezpieczone. Koncepcja zakłada, że część oddziałów lub klinik, które teraz funkcjonują przy ul. Chopina w ramach USK w Rzeszowie, mogłaby działać w formie pododdziałów lub podklinik w terenie. – Byłoby to również wyjście naprzeciw pacjentom, którzy obecnie przyjeżdżają do naszego szpitala ze względu na brak określonych usług medycznych w swoich lokalnych placówkach – mówi Rusiniak.

Żeby doszło do połączenia szpitali niezbędna jest zgoda ministerstwa zdrowia, a być może również zgoda resortu nauki i szkolnictwa wyższego, bo Uniwersytet Rzeszowski posiada Collegium Medicum, jednak nie jest uniwersytetem medycznym. Odpowiednią uchwałę musi też przegłosować Senat uczelni i Rada uczelni oraz rady powiatów. Te w Lesku i Sanoku podjęły już uchwały intencyjne w sprawie połączenia.

Na drodze do konsolidacji stoi jednak zadłużenie szpitali powiatowych. W przypadku SP ZOZ w Lesku sięga ono ok. 120 mln zł, z czego blisko 60 mln zł to zobowiązania wymagalne. Placówka w Sanoku ma ok. 100 mln długu, w tym 20 mln zobowiązań wymagalnych, a ZOZ w Dębicy – według stanu na 31 sierpnia 2025 r. blisko 160 mln zł zadłużenia.

Władze szpitala uniwersyteckiego w Rzeszowie podkreślają zaangażowanie ministerstwa zdrowia w projekt połączenia. Resort przydzielił nam specjalistę, który zajmuje się tylko tym projektem – mówi dyrektor Rusiniak. - Zastanawiamy się, w jaki sposób oddłużyć szpitale, które chcą się z nami połączyć, żeby proces ten był z jednej strony możliwie sprawiedliwy, a z drugiej akceptowalny dla uniwersytetu. Po połączeniu to uniwersytet będzie jedynym podmiotem tworzącym dla tych placówek, dlatego rektor w pierwszej kolejności będzie oczekiwał, żeby te działania nie zagroziły stabilności finansowej uniwersytetu, ani nie zagroziły szpitalowi, którego właścicielem jest dziś uczelnia. I powiem wprost - właśnie to jest najtrudniejsze – mówi dyrektor USK w Rzeszowie.

– Trzeba wziąć pod uwagę, że powiat, decydując się na połączenie, oddaje znaczną część swojego majątku i rozumiemy, że nie chce, żeby całe dotychczasowe zadłużenie zostało po jego stronie – mówi Rusiniak.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Reklama
Reklama

- Rozwiązanie, w którym powiatom pozostaną długi, a my mamy jedynie przekazać i skonsolidować szpital, jest niemożliwe – przyznaje starosta sanocki Robert Pieszczoch. - Ani ja, ani żaden z kolegów radnych nie zgodzi się na przejęcie tak ogromnego zadłużenia – mówi.

Bez wsparcia ministerstwa zdrowia trudno będzie uratować placówki

Robert Pieszczoch podkreśla, że powiat nie jest zarządcą szpitala, a jedynie organem założycielskim i właścicielem nieruchomości szpitala. - W Polsce wiele osób myli te pojęcia, a my jako powiat w praktyce nie otrzymujemy na szpital ani złotówki – wskazuje.

Pytany o połączenie ze szpitalem w Rzeszowie starosta sanocki odpowiada, że na dzisiaj trudno mu o tym rozmawiać, bo „wszystko stanęło w miejscu”. - To nie my jesteśmy problemem, ani Dębica, ani Lesko, ani szpital uniwersytecki nim nie jest. Problem leży po stronie ministerstwa, bo bez pomocy resortu to połączenie nie ma najmniejszego sensu – ocenia.

– Prowadziliśmy już rozmowy z resortem, co prawda nie z obecną ekipą ministerstwa, bo ta się zmieniła - ale z przedstawicielami tego rządu. Były to rozmowy bardzo konstruktywne. Połączenie szpitala w Sanoku z Leskiem i Ustrzykami Dolnymi miało być pilotażem konsolidacji, który pokazałby, że w taki właśnie sposób szpitale powiatowe mogą wyjść z impasu, w jakim obecnie się znajdują – mówi Pieszczoch. Zgodnie z tą koncepcją szpitale miały otrzymać preferencyjny kredyt z Banku Gospodarstwa Krajowego, który podlegałby umorzeniu w wysokości 10 proc. rocznie pod warunkiem realizacji punktów zatwierdzonego planu naprawczego. Pomysł pojawił się podczas prac nad ustawą o tzw. reformie szpitali, ale przepisy na ten temat nigdy nie trafiły do projektu. Był to pomysł ówczesnego wiceministra Jerzego Szafranowicza i muszę powiedzieć wprost, że był rewelacyjny. Niestety, zmieniła się pani minister wraz z zastępcami i zmieniła się także koncepcja – wskazuje starosta sanocki.

Reklama
Reklama

Ministerstwo zdrowia prowadzi rozmowy z BGK i resortem finansów na temat takiego mechanizmu pożyczkowego. Jego bliższe szczegóły nie są znane. Oprócz tego resort planuje przekazać ok. 1 mld zł z Funduszu Medycznego na restrukturyzację szpitali. Środki mają zostać rozdysponowane w ramach konkursu. Tyle że zadłużenie trzech szpitali powiatowych – w Lesku, Sanoku i Dębicy – które chcą się połączyć z USK w Rzeszowie, to łącznie ok. 380 mln zł, czyli ponad jedna trzecia całej sumy przewidzianej na procesy reorganizacyjne. Tymczasem z rozmowy „Rz” z wiceministrem zdrowia Tomaszem Maciejewskim wynika, że konsolidacją zainteresowanych jest ok. 90 placówek w całym kraju.

Lokalna polityka nie pomaga w ratowaniu szpitala

- Jeśli komuś się wydaje, że w Polsce szpital nie może zostać zamknięty, to się myli. Może – mówi starosta sanocki Robert Pieszczoch. - Nie będzie środków na wypłaty, nie będzie na leki, a Lesko już przez to przechodzi – dodaje.

W powiecie leskim zastanawiają się, czy szpital dotrwa do połączenia. Podczas styczniowej sesji rady powiatu tamtejszy starosta Wojciech Stelmach wskazał, że koszty pracownicze SP ZOZ przekraczają obecnie 100 proc. jego przychodów. Nawoływał też pracowników szpitala, żeby zaangażowali się w proces ratowania placówki. „Liczymy na to, że dojdziemy do konsolidacji, ale przez te najbliższe miesiące musimy zrobić wszystko, żeby ograniczyć bezwzględnie koszty, znaleźć rozwiązanie, ale to rozwiązanie (…) musi wyjść ze szpitala” – powiedział. „Przez wiele lat podejmowane były albo złe decyzje, albo źle szpital był prowadzony i doprowadziliście (pracownicy – red.) do takiej sytuacji, że my dzisiaj jako radni musimy przedzielać środki z budżetu naszego – zamiast na inne cele – przeznaczać na szpital” – dodał.

W SP ZOZ w Lesku pracuje obecnie 376 osób 322 na umowach o pracę oraz 54 w innej formie. - Zmniejszyliśmy zatrudnienie o ok. 30 osób, dalsze zmiany wymagają zmian w strukturze szpitala i zmiany systemu pracy na planowy. Nasz szpital ma nie tylko problemy finansowe, ale także kadrowe, co uniemożliwia funkcjonowanie w trybie ostrym – wskazuje ustępująca dyrektor SP ZOZ w Lesku Małgorzata Bryndza.

Powiat rozpisał konkurs na nowego dyrektora szpitala. W październiku Małgorzata Bryndza złożyła rezygnację. Przypomnijmy, że we wrześniu rada powiatu leskiego zagłosowała przeciwko likwidacji tamtejszej porodówki – oddział nie działał od 1 lipca, a z początkiem tego roku został zamknięty.

Reklama
Reklama

Dyrektorka wskazuje, że poprawa sytuacji szpitali powiatowych wymaga zaangażowania wszystkich szczebli władzy oraz samych pracowników, ponieważ wszyscy oni tworzą system ochrony zdrowia i powinni ponosić za niego odpowiedzialność. Dlaczego Bryndza rezygnowała? - Dziś za dużo jest polityki, w której jedni czy drudzy chcą nawzajem się oskarżać za sytuację, w jakiej dziś jest ochrona zdrowia na poziomie nie tylko szpitali powiatowych. Nie wystarczy odpolitycznienie ministerstwa zdrowia, bo na niższych szczeblach władzy i tak decyduje polityka – przekazała „Rz”.

Odniosła się też do swojej pracy w roli dyrektora SP ZOZ w Lesku. - Podjęłam takie działania, które były możliwe do zrealizowania w tej strukturze i trybie pracy szpitala. Dalsze kroki są możliwe, ale nie w tym systemie pracy. Bez decyzji, które umożliwią pracę w trybie planowym i dalszych zmian zmniejszających koszty, szpital nie ma przyszłości. Trzeba wiedzieć kiedy przestać walić w mur w mur braku odwagi, braku decyzyjności, braku perspektyw na lepsze jutro – podsumowuje.

Ochrona zdrowia
Od kilku do 80 pacjentów na godzinę. „Rzeczpospolita” ustaliła, jak obciążone są SOR-y
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Ochrona zdrowia
Leczenie bólu w szpitalach. NFZ wykrywa nieprawidłowości. W tle pieniądze
Ochrona zdrowia
Więcej pacjentów z szansą na odszkodowanie z pominięciem sądu. Zapowiedź zmian
Ochrona zdrowia
Wiceminister zdrowia dla „Rzeczpospolitej”: Na oddziale muszą być minimum dwa porody dziennie
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama