Reklama

„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”

Nie lubię Dostojewskiego i nie podzielam jego poglądów, ale chciałbym, by moja córka przeczytała go po rosyjsku – mówi „Rzeczpospolitej” Iwan Wyrypajew, rosyjski dramatopisarz i reżyser spektaklu „Jedyne najwyższe drzewa na ziemi”. Pokazy premierowe 25–27 lutego w Teatrze Garnizon Sztuki.

Aktualizacja: 20.02.2026 10:43 Publikacja: 20.02.2026 04:31

Powodem do protestów w Moskwie było ogłoszenie przez Władimira Putina częściowej mobilizacji w Rosji

Powodem do protestów w Moskwie było ogłoszenie przez Władimira Putina częściowej mobilizacji w Rosji

Foto: Reuters/Sputnik/Vyacheslav Prokofyev, PAP/EPA

W Polsce w tym roku jest prawdziwa zima, ale pana, człowieka pochodzącego z Irkucka, raczej nie zaskoczyła.

Jestem zaskoczony, bo mieszkam tu od dawna i nie pamiętam takiej sytuacji, by przez dwa miesiące leżał śnieg, świeciło słońce i był mróz. Tak, to bliżej tej pogody, do której niegdyś się przyzwyczaiłem.

Wspomina pan czasami swoją małą ojczyznę?

Wcale nie tęsknię. Może troszeczkę za Bajkałem. Spędziłem tam mnóstwo czasu, obok się urodziłem. Czasem wspominam to ze smutkiem, że więcej tego miejsca nie zobaczę. Ale nie do przesady. Nie mam zbyt dobrych wspomnień o Irkucku. To było głupie życie, wszędzie bandytyzm. W latach 90. zaczęły się czasy kryminalistów, brud i syf. Mam mnóstwo moich ulubionych miejsc na planecie i te miejsca nie znajdują się w Rosji.

Co to za miejsca?

Jednym z takich miejsc są Suwałki. Nie wiem dlaczego, bo to generalnie nie moje klimaty. Ale nie ma lata, żebym nie odwiedził Suwałk. Gdybym dziś mógł jeździć do Rosji i miałbym wybierać pomiędzy podróżą do Irkucka na Syberię a wyjazdem do Suwałk, wybrałbym Suwałki.

Mieszkał pan w Irkucku, pracował w Magadanie. To miejsca, które nam kojarzą się z sowieckimi łagrami, z których wielu Polaków nigdy nie wróciło. Nie ma pan przypadkiem polskiego pochodzenia?

Nie mam polskich korzeni. Po tacie jestem Żydem, a po mamie Rosjaninem. Jednak w dzieciństwie w moim pokoju wisiał polski wimpel, czyli żeglarski wskaźnik. Nie mogę sobie przypomnieć, skąd się wziął. Myślę, że pojawił się tam dlatego, że wówczas zbieraliśmy wszystko, co pochodziło z importu. Przeskakiwaliśmy przez płot hotelu Intourist, by pozbierać puste puszki po piwie, których nie było wtedy w rosyjskich sklepach. Polska kojarzyła się z czymś zagranicznym. Myślę, że stąd pojawiła się polska flaga w moim pokoju. Polacy wciąż tam mieszkają. Jednych zesłano za cara, drugich w czasach ZSRR. Ale niektórzy udali się tam dobrowolnie przed I wojną światową, bo otrzymali tam ziemię. Nawet do dziś jest tam polska wieś Wierszyna, w której mieszkańcy zachowali swoje tradycje, działa nawet kościół i jest polski ksiądz. Kiedyś tam byłem, nie wiem, jak to wygląda dzisiaj.

Czytaj więcej

Rocznica pierwszej masowej zsyłki Polaków na Sybir
Reklama
Reklama

A czy to prawda, że mieszkańcy Syberii mają zupełnie inną mentalność niż mieszkańcy Moskwy?

Oczywiście. Buriaci, Dagestańczycy, Czeczeni, Jakuci należą do zupełnie innych cywilizacji. Sybiracy są potomkami awanturników. Są nieco podobni do Amerykanów. Jedni przyjechali tam, by coś zawłaszczyć, drudzy liczyli na wydobywane w rzece Lena złoto. Potomkowie mojego ojca, Żydzi, uciekli tam przed pogromami i trudnili się jubilerstwem. Jest tylko jedna rzecz, która wszystkich łączy w Rosji – język. Wiele narodów zamieszkujących dzisiejszą Rosję siłą zmuszono do mówienia po rosyjsku.

Gdybym dziś mógł jeździć do Rosji i miałbym wybierać pomiędzy podróżą do Irkucka na Syberię a wyjazdem do Suwałk, wybrałbym Suwałki.

Iwan Wyrypajew, znany rosyjski reżyser i dramatopisarz

Na Syberii ludzie są odważniejsi niż w Moskwie?

Owszem, ale ściśnięci prowincjonalnością żyją w depresji i strachu. W tamtych warunkach jest w stanie przetrwać tylko silniejszy. Po raz ostatni tam byłem w 2016 r. i myślę, że od tamtej pory sytuacja jeszcze bardziej się skomplikowała.

Przeprowadził się pan na stałe do Polski w 2014 r. Czyli już po aneksji ukraińskiego Krymu?

Jeszcze przed. Wyjechaliśmy z małżonką (aktorką Karoliną Gruszką – red.) z Rosji na stałe wcześniej, na początku 2014 r., bo córka miała trzy lata i musieliśmy się określić co do przedszkola. Uznaliśmy, że musi iść do polskiego.

W 2013 r., przed zaplanowanym na 2015 r. Rokiem Rosji w Polsce i rokiem Polski w Rosji, w Moskwie odbyło się wiele polskich wydarzeń kulturalnych, wiele spektakli. W grudniu 2013 r. w Warszawie zostałem nawet odznaczony przez szefów MSZ Polski i Rosji, Radosława Sikorskiego i Siergieja Ławrowa dyplomem „za wybitne zasługi w dziele wzajemnego zbliżenia i porozumienia społeczeństw obu krajów” (wraz z aktorką Joanną Moro – red.). Nie mogłem odebrać tej nagrody osobiście, bo byłem w Delhi i miałem spotkanie z Dalajlamą, na które czekałem od roku. Napisałem list i przeprosiłem, że nie mogłem się stawić w Warszawie. Nie myślałem wówczas, że to spotkanie było historyczne. Kilka miesięcy później doszło do aneksji Krymu.

Pierwszym dzwoneczkiem było dla mnie wprowadzenie zakazu używania przekleństw w przestrzeni publicznej. Już wtedy zrozumiałem, że to koniec.

Iwan Wyrypajew, znany rosyjski reżyser i dramatopisarz

Reklama
Reklama

A gdyby pan wiedział, że to będzie ostatnie tego typu spotkanie w polsko-rosyjskich relacjach?

Dzisiaj, z perspektywy czasu, chciałbym tam być. Lubię takie historyczne momenty. Ustawiłbym się do zdjęcia pomiędzy Sikorskim a Ławrowem. Proszę mnie dobrze zrozumieć, patrzę na to wyłącznie przez pryzmat własnej twórczości. Mogłem być częścią świata, którego już nie ma.

Czy będąc jeszcze w Rosji, nie miał pan poczucia nadchodzącej tragedii?

Miałem. Pierwszym dzwoneczkiem było dla mnie wprowadzenie zakazu używania przekleństw w przestrzeni publicznej (Duma przegłosowała tę ustawę w styczniu 2013 r. – red.). Już wtedy zrozumiałem, że to koniec. Publikowałem wówczas artykuły w gazetach, chodziłem do telewizji na debatę z Karenem Szachnazarowem (prokremlowski reżyser – red.) i przegrałem tę debatę. Bo wtedy nawet moi znajomi o liberalnych poglądach, w tym Kiriłł Sieriebriennikow (znany reżyser, który później padł ofiarą represji, a w 2022 r. wyjechał z Rosji – red.) mówili do mnie, że przecież te zakazane słowa zawsze można „wypikać”. Dla mnie jednak oczywiste było to, że jest to atak na pisarzy. To był początek końca. Dalej były represje, cenzura i wojna.

Czytaj więcej

Aneksja Krymu jest faktem

A myśli pan, że Władimir Putin od lat przygotowywał społeczeństwo w Rosji do wielkiej wojny z Ukrainą?

W dzieciństwie na moim podwórku był chłopak, który wszystkich bił. Miał ksywkę „Majonez”. Można było się z nim dogadać i przez jakiś czas odpuszczał. Ale później i tak wracał do swojego. Putin zachowuje się podobnie. Albo jesteś pod nim, albo zostaniesz pobity. Ukraina dzisiaj walczy, bo nie chce być pod Putinem. Ukraińcy nie mieli wyboru. W przeciwnym wypadku powtórzyliby los Białorusi, która jest pod Putinem i z której mnóstwo ludzi uciekło za granicę. Putin nikogo nie traktuje na równi. Z nim nie da się dogadać. Niektórzy dzisiaj próbują i mają co do tego pewne złudzenia. Ale w ostatecznym rozrachunku wybór będzie ten sam – jesteś pod Putinem albo z nim walczysz.

Większość znanych rosyjskich aktorów i reżyserów pozostaje dzisiaj u boku Putina. Wierzą w budowę wielkiego imperium czy wierzą w pieniądze Kremla?

W większości to konformiści. Wolą nie zauważać tego, co się dzieje. Uważają, że ich zadaniem jest służenie sztuce. Służyli za Iwana Groźnego, służyli za Stalina, a teraz służą w czasach Putina. Są narcyzami, którzy okłamują siebie, uważając, że są jacyś unikalni i ich to nie dotyczy. Służą złu i nie chcą spojrzeć prawdzie w oczy.

Czy rosyjska kultura nie napędza rosyjskiego imperializmu?

Każdy utwór czy sztuka zawsze będzie zawierała elementy czasów, w których powstaje. Tyle że ludzie śpiewający dla Putina, tacy jak zespół Lube czy Shaman, nie należą do prawdziwie rosyjskiej kultury. To, że biją się w piersi i krzyczą, że są Rosjanami, nie zalicza ich do kultury rosyjskiej. Nie wolno z nimi wrzucać do jednego kosza takich ludzi rosyjskiej kultury jak Strawiński, Malewicz, Charms, Pasternak czy Brodski. Prawdziwych twórców w Rosji zawsze biczowano. Ludzie, którzy dzisiaj w Rosji prowadzą wojnę, nie mają nic wspólnego z kulturą. Putinowi kultura jest potrzebna wyłącznie do celów propagandowych, by któremuś z artystów powiesić order i zrobić wspólne zdjęcie.

Reklama
Reklama

Putin nikogo nie traktuje na równi. Z nim nie da się dogadać. Niektórzy dzisiaj próbują i mają co do tego pewne złudzenia. Ale w ostatecznym rozrachunku wybór będzie ten sam – jesteś pod Putinem albo z nim walczysz.

Iwan Wyrypajew, znany rosyjski reżyser i dramatopisarz

W jednym z niedawnych wywiadów powiedział pan: „nienawidzę Dostojewskiego”. Dlaczego?

Lubiłem Dostojewskiego, gdy byłem młodym człowiekiem, byłem mocno prawosławny. Miałem też taki okres, gdy szanowałem Dostojewskiego. Ale od wielu lat uważam, że jego energia jest toksyczna i niszcząca. Mam wstręt do tych opisywanych przez Dostojewskiego gwałtów, poświęceń, cierpień i skruchy po popełnionych ohydnych grzechach. Wkłada Boga wszędzie, gdzie jest brud, syf i grzech. Nie chcę tego nawet ponownie czytać. Nie mam też wątpliwości co do tego, że dzisiaj Dostojewski popierałby wojnę Putina przeciwko Ukrainie. Był też polonofobem, nie lubił Polaków, ale mimo to jest najbardziej wystawianym rosyjskim autorem na polskich deskach teatralnych. I słusznie, bo był geniuszem. Nie lubię Dostojewskiego i nie podzielam jego poglądów, ale chciałbym, by moja córka przeczytała go po rosyjsku. Kultura jest jak drabina, trzeba iść do przodu, ale trzeba też zahaczyć o tamten stopień. Nie trzeba go łamać.

Czytaj więcej

Rosja bez filtra

Rozmawiacie w domu z córką po rosyjsku czy po polsku?

Przez pierwsze dwa lata jej życia każde z nas mówiło do córki w swoim języku. Dzięki temu bez akcentu mówi zarówno po polsku, jak i po rosyjsku. W szkole uczy się jednak w języku angielskim, wychowała się na literaturze angielskiej. Nie chciałbym, by dzisiaj zabraniano Dostojewskiego, bo to tylko poszerzy horyzonty mojej córki. Nie neguję jednocześnie tego, że rosyjską kulturę narzucano siłą wielu narodom, w tym Ukraińcom i Białorusinom.

A pan wciąż utożsamia się z rosyjską czy może już z polską kulturą?

Nie mogę być częścią żadnej innej kultury oprócz rosyjskiej. Mam już ponad 50 lat i tego nie zmienię. Nie będę też częścią kultury żydowskiej, mimo że mam korzenie żydowskie i siostrę w Izraelu. Tak, jestem częścią rosyjskiej kultury. Ale nie tej imperialnej i agresywnej. Nie należę też do „russkiego miru”.

Reklama
Reklama

Nie lubię Dostojewskiego i nie podzielam jego poglądów, ale chciałbym, by moja córka przeczytała go po rosyjsku. Kultura jest jak drabina, trzeba iść do przodu, ale trzeba też zahaczyć o tamten stopień. Nie trzeba go łamać.

Iwan Wyrypajew, znany rosyjski reżyser i dramatopisarz

Wielu rosyjskich emigrantów dzisiaj wstydzi się swojego pochodzenia.

Ja się nie wstydzę. Kocham Polskę, ale jestem rosyjskim dramaturgiem piszącym w języku rosyjskim. Wiele pracuję w Europie i np. dla widzów w teatrze francuskim narodowość reżysera nie gra roli, bo idą tam dla spektaklu. Tak, wielu rosyjskich imigrantów wstydzi się swojej narodowości z powodu działań Putina. Zachód w pewnym sensie też mu pomaga, wrzucając wszystkich Rosjan do jednego kosza i wprowadzając liczne ograniczenia, np. wizowe. Nigdy nie popierałem Putina, wyjechałem z Rosji dawno temu, wspieram Ukrainę. I jestem przeciwnikiem odpowiedzialności zbiorowej, bo to niesprawiedliwe. A niesprawiedliwość rodzi niesprawiedliwość.

Czy najazd Rosji na Ukrainę na pełną skalę w 2022 r. mocno zmienił pana życie?

Wojna wszystko zmieniła. Przestałem wystawiać swoje spektakle w Rosji. Wcześniej moje sztuki były tam grane w ponad 50 teatrach oraz w 35 na Ukrainie. To wszystko zniknęło w jednej chwili. Straciłem ogromną część zawodowego życia, stabilność i poczucie zakorzenienia. To był bardzo trudny okres. Ale nie chcę mówić wyłącznie o stracie. Paradoksalnie był to także jeden z najbardziej intensywnych momentów mojego życia. Przeżyłem ogromne wyczerpanie, ale jednocześnie bardzo głęboki rozwój osobisty. Wojna wyzerowała moje życie, zmusiła mnie do konfrontacji z samym sobą i do całkowitego przewartościowania wielu rzeczy. To był dla mnie najtrudniejszy czas – i jednocześnie jeden z najważniejszych.

Pana spektakle z rosyjskich teatrów wyrzucono jak książki Borysa Akunina z księgarń?

Po wybuchu wojny ogłosiłem, że wszystkie pieniądze pochodzące z rosyjskich teatrów będę przekazywał Ukrainie. W ciągu doby moje nazwisko zniknęło ze wszystkich afiszy w Rosji. Później skazano mnie zaocznie na 7,5 roku więzienia (za „rozpowszechnianie fejków o działalności armii rosyjskiej” – red.).

Czytaj więcej

Iwan Wyrypajew skazany. 7,5 roku więzienia dla rosyjskiego reżysera mieszkającego w Polsce
Reklama
Reklama

Jakie to ma dla pana znaczenie?

Niezbyt komfortowo się czuję, wiedząc, że ściga mnie tak duży kawałek naszej planety, dla którego pracuje ogromna siatka agentów służb specjalnych. Nie mogę też podróżować tam, gdzie jeździłem wcześniej. Nie pojadę m.in. do Indii, Tajlandii, na Bali, do Serbii czy Dubaju. Muszę też uważać na przesiadki w niektórych krajach.

Nigdy nie popierałem Putina, wyjechałem z Rosji dawno temu, wspieram Ukrainę. I jestem przeciwnikiem odpowiedzialności zbiorowej, bo to niesprawiedliwe. A niesprawiedliwość rodzi niesprawiedliwość.

Iwan Wyrypajew, znany rosyjski reżyser i dramatopisarz

Przecież ma pan już polskie obywatelstwo.

To nie ma znaczenia, bo mam też rosyjskie obywatelstwo. Poza tym jestem skazany w Rosji i Moskwa ma porozumienia dwustronne z wieloma krajami. Przecież próbowali ściągnąć do Rosji członków zespołu Bi-2 z Tajlandii, którzy w ogóle nie mieli rosyjskich paszportów.

25 marca w Warszawie odbędzie się premiera nowego pańskiego spektaklu „Jedyne najwyższe drzewa na ziemi”. Rozumiem, że nie chodzi o przyrodę?

To w pewnym sensie czarny humor z elementami molierowskiego stand-upu. Poruszam bardzo głęboki problem. Chodzi o współczesne zachodnie postmodernistyczne, pluralistyczne, relatywistyczne myślenie lewicowo-liberalne, które doprowadziło do kolapsu poznawania nowego i uniemożliwiło przejście na wyższy poziom rozwoju. Człowiek negujący wszystko przestaje się rozwijać i uczyć. To wszystko doprowadziło do wzmocnienia sił prawicowych. Człowiek został postawiony przed wyborem: prawda mówiona przez wariata czy totalny nihilizm blokujący rozwój. Nie chodzi o politykę, tylko o mechanizm.

Wspólnie z małżonką prowadzi pan w Warszawie fundację Teal House. Czym się zajmuje?

Najpierw pomagaliśmy ludziom kultury uciekającym w 2020 r. przed reżimem Łukaszenki z Białorusi. Później wspieraliśmy aktorów z Ukrainy, którzy wyjechali po 2022 r. Wspieramy wszystkich ludzi kultury, którzy musieli wyjechać ze swoich krajów i znaleźli się w Polsce. Są też Rosjanie, ale jest ich bardzo niewielu. Większość uciekających przed wojną i reżimem Putina Rosjan wyjeżdża do Niemiec i innych państw Europy Zachodniej. Tam znacznie łatwiej Rosjanom się dostać, zalegalizować pobyt i znaleźć pracę. Myślę, że od początku wojny z Rosji wyjechało już ponad milion ludzi.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Iwan Wyrypajew: Putin jest jak terrorysta, chcę grać dla Muska

Powrócą?

Nikt, komu uda się urządzić swoje życie na nowo, nie wróci.

A pan kiedyś powróci?

Nie. Nigdy nie wrócę.

Nawet jeżeli opozycja demokratyczna obali Putina?

Nawet wtedy. W żadnym wypadku. Po co? Żeby pójść do kawiarni z ludźmi, którzy mnie zdradzili i zdradzili nasze wartości? Nie chcę się z nimi spotykać.

Teatr
Konrad Imiela dla „Rzeczpospolitej”: Ostatnia noc prezydenta Warszawy
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Teatr
Teatr TV: Zamachowski jako Górski i Chyra jako Wilimowski. Kto wygrał ten mecz?
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama