Reklama

Konrad Imiela dla „Rzeczpospolitej”: Ostatnia noc prezydenta Warszawy

Opowiadamy o Stefanie Starzyńskim przy pomocy współczesnych środków inscenizacyjnych i przede wszystkim używając nowoczesnej muzyki – mówi Konrad Imiela, twórca musicalu o prezydencie Warszawy. Premiera 28 lutego w Teatrze Syrena.
Konrad Imiela, twórca spektaklu o Stefanie Starzyńskim

Konrad Imiela

Konrad Imiela, twórca spektaklu o Stefanie Starzyńskim

Foto: mat. pras.

Odważny z pana człowiek, bo jako wrocławianin postanowił warszawiakom opowiedzieć o ich legendarnym bohaterze Stefanie Starzyńskim.

Gdyby nie było we mnie odwagi, chyba nie uprawiałbym sztuki. Natomiast w tym przypadku to dyrekcja Teatru Syrena zaproponowała mi realizację spektaklu. To był świadomy zamysł, aby tę historię pokazał ktoś niezwiązany z Warszawą, dla kogo nie są tak sentymentalnie istotne miejsca w stolicy, będące świadectwem działalności prezydenta Starzyńskiego. Opowiadam bardziej o człowieku, a nie o polityce czy architekturze.

Czytaj więcej

Wojciech Kościelniak: Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ludzi światłych było więcej

Jest jednak inne niebezpieczeństwo. Współczesny musical sięga po tematy trudne, ale w Polsce mieliśmy mało prób zmierzenia się z postaciami historycznymi. A jeśli się zdarzały, nie były z reguły w pełni udane.

Od razu powiem, że przygotowuję się do realizacji musicalu o Tadeuszu Kościuszce w Teatrze Muzycznym Capitol, w którym podjęliśmy już wiele prób podejmowania istotnych problemów społecznych, udowadniania, że musical nie jest tylko zabawą. Dlatego spodobała mi się propozycja zrobienia musicalu o Starzyńskim, ale dopiero, gdy przeczytałem do końca jego biografię autorstwa Grzegorza Piątka. Czytając początkowe rozdziały myślałem, że nie podejmę się tego zadania.

Nie dziwię się, bo biografia „Starzyński. Prezydent z pomnika” jest świetnie udokumentowana, ale nie ma w niej dialogów, osobistych przeżyć, prywatnych rozterek.

Stefan Starzyński był bohaterem bardzo przewidywalnym, karierowiczem wiernym jednej opcji politycznej i marszałkowi Piłsudskiemu. Długo nie mogłem znaleźć więc własnego klucza, bo czym innym jest bohater atrakcyjny historycznie, a czym innym atrakcyjny teatralnie. Dopiero w ostatnich rozdziałach, tych wojennych, znalazłem dla siebie impuls. Bo Starzyński był osobowością skrajnie introwertyczną, szorstki w kontaktach, a swoich pracowników trzymał bardzo krótko.

I przede wszystkim oficerem, a wojsko nie pozwala na uczuciowość i sentymentalizm.

Nie radził sobie też w wystąpieniach publicznych. Nagle taka osobowość została przez historię postawiona w roli przywódcy ogromnego miasta, który ma ludzi zmobilizować i tchnąć w nich ducha walki. Potem był oskarżony o to, że za późno Warszawę poddał, mógł uniknąć ogromnych zniszczeń i śmierci wielu ludzi. Do tego kilka miesięcy przed wybuchem wojny zmarła jego ukochana żona. Wyobraziłem sobie jego bagaż psychiczny w październiku 1939 r., po kapitulacji Warszawy i w początkach niemieckiej okupacji, mając świadomość, że zdecydował o pozostaniu i o tym, że dla niego nie ma szczęśliwego zakończenia. Zresztą po śmierci żony Pauliny mówił, iż życie dla niego straciło sens. Został w ratuszu, by na rozmaite sposoby dbać o warszawiaków i o to, by ich morale nie upadło całkowicie.

Reklama
Reklama

Tak postrzegany Stefan Starzyński to postać niemal z tragedii antycznej, której bohaterowie wiedzą, że ich los jest przez bogów zapisany. Mogą się buntować, ale wyroków losu nie odmienią.

To prawda i postanowiłem akcję spektaklu zamknąć w ostatniej nocy przed pojawieniem się w jego biurze dwóch oficerów Gestapo, którzy zaprosili go na rozmowę z szefem okupacyjnych władz Warszawy. Od tego momentu nikt już Stefana Starzyńskiego nie widział.

Prezydent Warszawy Stefan Starzyński

Stefan Starzyński

Prezydent Warszawy Stefan Starzyński

Foto: mat. pras,

W spektaklu towarzyszy mu tej nocy dyrektor Muzeum Narodowego w Warszawie, Stanisław Lorentz. To, jak rozumiem, pana pomysł.

Tak, ale po kapitulacji Starzyński poprosił go, by był przy nim cały czas, ponieważ Lorentz świetnie mówił po niemiecku. Zamieszkali w ratuszu, zresztą willa Starzyńskiego na Mokotowie uległa zniszczeniu. Podejrzewam, że musieli ze sobą ciągle rozmawiać, więc był również towarzyszem tej ostatniej nocy. Dla mnie jest to więź przyjacielska, bo rzeczywistość wojenna musi powodować innego rodzaju relacje między ludźmi, którzy blisko ze sobą współpracują i są skazani na bycie razem. W spektaklu Lorentz jest więc powiernikiem Stefana Starzyńskiego.

Ale czy spektakl jest też rodzajem rachunku życiowego jego bohatera?

Można tak powiedzieć, ale noc 26-27 października 1939 r.  jest dla mnie ważna w kontekście zbliżających się Zaduszek oraz tradycji nakazującej naszym wielkim bohaterom walczyć do ostatniej kropli krwi. To sytuacja bardzo romantyczna, z cieniem Konrada z „Dziadów”. Taka postać pojawi się w spektaklu, będą teksty Mickiewicza. Ta noc służy przywołaniu romantycznych głosów, choć też jest pretekstem do wspomnień, do spotkania z rodzicami, z pierwszą żoną, ale i ze Studnickim, najzagorzalszym krytykiem prezydenta Starzyńskiego. Pojawi się łącząca dwa wątki rzeźbiarka Ludwika Nitschowa, autorka pomnika Syreny warszawskiej, który powstał z inicjatywy Starzyńskiego, ale i jego pomnika. Projekt zrobiła w 1964 r. i przekonywała władze Warszawy do jego realizacji, co udało się dopiero w latach 80.

Odbrązawia pan Stefana Starzyńskiego czy wzmacnia jego legendę?

Chyba bardziej odbrązawiam, bo przyglądam się mu jako człowiekowi. Szukam tego, co się dzieje w jego głowie, jakie są jego emocje. Starałem się wyobrazić jego stan psychiczny tej ostatniej nocy.

Teatr Syrena
Kolejny warszawski musical


Spektakl Teatru Syrena „Starzyński” jest zainspirowany biografią „Starzyński. Prezydent z pomnika” autorstwa Grzegorza Piątka. Wykorzystano fragmenty „Dziadów” Adama Mickiewicza, cytaty z przemówień Stefana Starzyńskiego oraz wypowiedzi Ludwiki Nitschowej z reportaży Polskiego Radia. Autorem i reżyserem musicalu jest Konrad Imiela, muzykę skomponował Grzegorz Rdzak, Na czele 12-osobowej obsady w roli prezydenta Stefana Starzyńskiego wystąpi Przemysław Glapiński. Premiera 28 lutego.

Reklama
Reklama

I dzięki temu w tej konwencji mógł pan ominąć kontrowersje polityczne, jakie budził Stefan Starzyński. W końcu był prezydentem narzuconym warszawiakom.

Mianowanym, a nie wybranym. Tak właśnie pisał o nim Studnicki, bo Starzyński nigdy nie wygrał wyborów na prezydenta Warszawy. Było to jego wielkim kompleksem. Mniemam też, że innym kompleksem były relacje z kobietami, lekko skażone pierwszym małżeństwem z Józią Starzyńską. Odeszła z innym mężczyzną, także politykiem Sylwestrem Wojewódzkim, który dawał jej więcej ciepła, a Stefan zajmował się ojczyzną. Dla mężczyzny wychowanego w kulcie wojskowości musiało to być mocne doświadczenie.

Na ile będzie to spektakl współczesny, a na ile współczesny?

Opowiadamy o Stefanie Starzyńskim przy pomocy współczesnych środków inscenizacyjnych i używając nowoczesnej muzyki, która jest bardzo istotna, bo to przecież musical. Opowiadamy historię dla widzów, którzy dzisiaj przychodzą do teatru.

Ale sądzi pan, że znajdziemy w niej coś istotnego dla postrzegania dzisiejszego świata?

Jednym z powodów, dla którego zabrałem się za ten temat jest to, co od jakiegoś czasu znów nad nami wisi. Jesteśmy zagrożeni wojną, co do niedawna uważaliśmy za rzecz niemożliwą. Napięcia dzisiejszego świata przywołują atmosferę lat 30. XX wieku, a postać Stefana Starzyńskiego może nam przypominać Wołodymyra Zełenskiego i jego dylematy – aktora, który stanął na czele narodu ukraińskiego, nie przewidując, że będzie musiał go mobilizować do walki. Nie jestem zwolennikiem nachalnego uwspółcześniania, wierzę w inteligencję widza, który potrafi pewne rzeczy dostrzec. Tragedię antyczną traktującą o relacjach uniwersalnych też potrafimy odnieść do współczesności. Moim zdaniem zresztą teatr zawsze opowiada o współczesności, próbuje ją diagnozować.

To ostatnie zdanie odnosi się też do Teatru Muzycznego Capitol, którym kieruje pan już 20 lat. Co było dla pana najcenniejsze w tym czasie?

Na pewno przełomowym momentem była przebudowa naszego teatru. To był bardzo skomplikowany proces, właściwie postawienie we Wrocławiu nowego teatru z nowymi możliwościami. Sukcesem jest też to, że udało nam się przekonać widzów do innego postrzegania teatru muzycznego, który opowiada o rzeczach istotnych, używając stylistyk niezwiązanych z musicalem. Czasem robimy utwory licencyjne z Broadwayu, ale mamy też pełną widownię na trudniejszych tytułach, na adaptacjach wielkiej literatury, wielkich filmów i to jest ogromna wartość. A teraz jesteśmy przed kolejnym ogromnym wyzwaniem, jakim jest musical o Tadeuszu Kościuszce.

Czytaj więcej

Julian S. Kulski, człowiek Starzyńskiego

Dlaczego o nim?

Bo moim zdaniem jest bohaterem na dzisiejsze czasy ze swoim ukochaniem równości w takim samym stopniu jak wolności. Równość i tolerancja były dla Tadeusza Kościuszki bardzo istotne. Wyprzedził swoją epokę bez dwóch zdań.

Reklama
Reklama

Kiedy premiera?

W pierwszych dniach października. To będzie duży musical i zrealizujemy go w podobnym gronie twórców jak spektakl o Stefanie Starzyńskim.

Przemysław Glapiński też zagra Kościuszkę?

Nie, ale dobrze, że pan go przywołał, bo w teatrze możemy brać się za „Hamleta”, gdy mamy Hamleta. Kiedy Teatr Syrena zaproponował mi temat Starzyńskiego, od razu zapytałem, czy może go zagrać Przemek Glapiński. Znamy się dobrze, współpracowaliśmy w Capitolu i wiedziałem, że nadaje się świetnie do tej roli. Zapraszam więc na Starzyńskiego w jego interpretacji.

 

 

 

Teatr
Teatr TV: Zamachowski jako Górski i Chyra jako Wilimowski. Kto wygrał ten mecz?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama