fbTrack

Moja Emerytura

OFE zarabiają lepiej od TFI i lokat

Fotorzepa, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
OFE lepiej pomnażają pieniądze niż fundusze inwestycyjne o zbliżonym składzie portfela. I lepiej niż zagraniczna konkurencja. Dają też wyższy zysk niż lokaty
Bessa giełdowa spowodowała, że do dziś wartość jednostek rozrachunkowych otwartych funduszy emerytalnych (OFE), na które przeliczane są składki wpłacane przez klientów, nie wróciła do poziomu sprzed kryzysu. W ostatnią środę niepochlebnie na temat funduszy wypowiedział się także premier Donald Tusk. Czy rzeczywiście ich krytyka jest uzasadniona? Czy źle inwestują składki swoich klientów? – W porównaniu z funduszami inwestycyjnymi stabilnego wzrostu, które mają podobny skład portfela inwestycyjnego, fundusze emerytalne wypadają lepiej. Wydaje się, że dość dobrze wypełniają swoją rolę – ocenia Tomasz Publicewicz z firmy Analizy Online.
Jak wynika z naszych wyliczeń, przeciętny wynik wypracowany z inwestycji OFE zarówno w ostatnim roku, jak i pięciu oraz dziesięciu latach jest lepszy od średniej stopy zwrotu funduszy inwestycyjnych stabilnego wzrostu (inwestują podobnie jak fundusze emerytalne) czy nawet funduszy inwestycyjnych zrównoważonych (więcej pieniędzy lokują w akcjach niż OFE). I tak średni wynik za ostatnie dziesięć lat (licząc od 25 sierpnia do 25 sierpnia) instytucji kapitałowej części systemu emerytalnego wynosi 130,2 proc., gdy funduszy stabilnego wzrostu jest to 103,6 proc., a zrównoważonych ponad 82 proc. Oszczędzając w OFE, mamy więcej, niż gdybyśmy te same pieniądze włożyli na lokatę bankową (72 proc.) czy samodzielnie inwestowali w spółki skupione w WIG. Jednak nieco mniej, niż gdybyśmy kupili dziesięcioletnie obligacje. Przeciętnie, bo stopa zwrotu sześciu funduszy jest lepsza od zysku z obligacji. – OFE dzięki aktywnemu zarządzaniu podnoszą stopę zwrotu z inwestycji w obligacje w porównaniu ze zwykłym trzymaniem ich od zakupu do wykupu – mówi Rafał Mikusiński, dyrektor inwestycyjny i wiceprezes Amplico PTE. Jak dodaje, wykorzystują zmiany cen rynkowych do podniesienia efektywności inwestycji, kupując i sprzedając różne obligacje wchodzące w skład portfela.
[wyimek][b]200 mld zł[/b] przekraczają aktywa OFE, z czego ponad 150 mld zł stanowią składki, reszta to zyski[/wyimek] – W przypadku akcji jest podobnie – w zależności od koniunktury kupują spółki, których wycena jest niska, a sprzedają te, których jest zbyt wygórowana – mówi. Co istotne, polskie fundusze wypadają także lepiej niż podobne instytucje w innych krajach. – Do tej pory udawało się polskim funduszom pobijać realny wzrost PKB – mówi dr Dariusz Stańko z SGH. Nie udało się to w ośmiu innych krajach, które mają system emerytalny podobny do naszego, np. na Węgrzech, Litwie, Słowacji, w Chorwacji czy Estonii. Z wyliczeń Dariusza Stańki wynika, że średnia nominalna stopa zwrotu polskich funduszy wynosi rocznie ponad 9 proc. Nie jest tu uwzględniona opłata od składki zmniejszająca wysokość składki, która dalej jest inwestowana. Jej wysokość od tego roku radykalnie spadła po interwencji ustawodawcy z 7 do 3,5 proc. – Mieliśmy najlepsze wyniki w grupie państw, które mają podobne fundusze. Rośnie nam konkurencja w postaci Rumunii, która stworzyła fundusze w 2007 r. w czasie kryzysu i tamtejsze fundusze nie kupowały w tym czasie ryzykownych instrumentów – dodaje Dariusz Stańko. Znacznie gorzej było na Węgrzech, gdzie wprowadzono tzw. ielofunduszowość (dano możliwość inwestowania w różnych funduszach w zależności od profilu ryzyka) chwilę przed rozpoczęciem się kryzysu. To spowodowało, że agresywne fundusze dużo inwestujące w akcje bardzo mocno straciły. Polskie fundusze też zresztą straciły na bessie. W czasie jej trwania indeksy giełdowe poleciały bowiem w dół o kilkadziesiąt procent. – WIG nie wrócił jeszcze do poziomu sprzed kryzysu. Został odpracowany w 75 proc. Gdyby OFE inwestowały tylko w akcje, wciąż byłyby na dużym minusie – mówi Dariusz Stańko. Tymczasem wyniki funduszy za ostatnie dwa lata, które obejmują jeszcze czas bessy, są ujemne, ale średnia wynosi ok. -2 proc. Stopy zwrotu funduszy są też lepsze od waloryzacji kont emerytalnych w ZUS. Zdaniem Tomasza Publicewicza nie należy jednak dokonywać porównania wyników OFE z waloryzacją. – Waloryzacja nie pochodzi z zysku, tylko z pieniędzy z budżetu – tłumaczy. Jak mówi Marcin Żółtek, dyrektor inwestycyjny, członek zarządu Aviva PTE, indeksacja w ZUS zależy od decyzji politycznych, a nie sytuacji na rynkach finansowych. Zdaniem ekspertów to, że jest nieźle, nie oznacza, że nie może być jeszcze lepiej. Przyszłe emerytury Polaków pochodzące z II filara mogą być wyższe także dzięki wprowadzeniu różnych typów funduszy, których strategia będzie dostosowana do wieku oszczędzających. Można też wprowadzić nowy system opłat zwiększający konkurencję pomiędzy OFE. [ramka][b]Nowe propozycje rządu[/b] Zarówno fundusze emerytalne, jak i eksperci, którzy napisali raport na zlecenie Kancelarii Premiera, chcieliby wprowadzenia w Polsce tzw. multifunduszy. Na czym miałoby to polegać? Towarzystwa emerytalne, które dziś zarządzają jednym typem funduszu emerytalnego, po wprowadzeniu w życie tego pomysłu zarządzałyby kilkoma typami funduszy. A dokładnie trzema. Strategia inwestycyjna każdego z nich byłaby dopasowana do wieku oszczędzających. Celem ich wprowadzenia jest po pierwsze zwiększenie wysokości przyszłych świadczeń, a po drugie, by potencjalna bessa na giełdzie nie powodowała utraty wartości zgromadzonych oszczędności. Powstałyby zatem fundusze dla najmłodszych uczestników systemu, które większość składki inwestowałyby w akcje. W długim kilkuletnim horyzoncie inwestycji na emeryturę te papiery przynoszą bowiem najwyższy zysk. Równocześnie powstałyby fundusze bezpiecznie pomnażające pieniądze dla osób w wieku przedemerytalnym. Te z kolei inwestowałyby w bezpieczne instrumenty jak np. obligacje, by chronić kapitał zgromadzony na starość. Istniałby także fundusz przejściowy, którego skład portfela byłby zbliżony do tego, jaki dziś mają otwarte fundusze emerytalne. [/ramka]
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL