Reklama

Michał Szułdrzyński: Ambasadorowie, SAFE i rozbiór Polski. O co chodzi w kolejnej wojnie PiS

Wpis ambasadora RFN o programie SAFE rozpalił polską prawicę, która mówi o zagrożeniu suwerenności i niemieckich interesach, rząd wskazuje na miliardy euro dla Polski. Spór pokazuje, jak łatwo dyplomacja staje się ofiarą politycznej batalii.
Michał Szułdrzyński: Ambasadorowie, SAFE i rozbiór Polski. O co chodzi w kolejnej wojnie PiS

Foto: PAP/Tomasz Gzell

Pomni wielkich emocji, jakie wzbudził wpis ambasadora Stanów Zjednoczonych Thomasa Rose’a obwieszczający bojkot marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego – co niezbyt dobrze przysłużyło się obozowi prezydenta i Prawa i Sprawiedliwości – pojętni uczniowie z prawicy postanowili wykreować nową aferę ambasadorską.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: PiS, SAFE i Niemcy. Czy interes Berlina musi być sprzeczny z interesem Warszawy?

Czy głosowanie nad SAFE to był kolejny rozbiór Polski

Politycy PiS i prezydenccy ministrowie postanowili wykorzystać wpis ambasadora Republiki Federalnej Niemiec Miguela Bergera, który w tłusty czwartek udał się do Sejmu, by przysłuchiwać się m.in. debacie nad projektem SAFE. „Zaskakujące kontrowersje wokół programu wartego 150 miliardów euro, z których Polska otrzyma lwią część, 44 miliardy. SAFE został stworzony do zwiększenia europejskich zdolności obronnych. Ze względu na rosyjskie zagrożenia nie ma czasu do stracenia” – napisał dyplomata w serwisie X.

Kontrowersja polegała na tym, że PiS – wpisem swego prezesa Jarosława Kaczyńskiego również w serwisie X – ogłosił, że SAFE jest zagrożeniem dla polskiej suwerenności. Argumentacja PiS jest dość przewidywalna: po pierwsze pieniądze z SAFE objęte będą regułą warunkowości, a zatem jeśli PiS weźmie się po ewentualnych wygranych wyborach do dalszego demolowania wymiaru sprawiedliwości, będą mogły zostać zablokowane. Po drugie zaś PiS uważa, że SAFE ma być mechanizmem wzmacniania niemieckiego przemysłu obronnego, kosztem wypychania z Europy Amerykanów.

Reklama
Reklama

Dlatego też w obozie PiS i prezydenckim uznano, że to idealna okazja, by się odegrać za potencjalne straty, gdy zarzucono prawicy ignorowania zachowania amerykańskiego ambasadora, które druga strona uznała za kpinę z polskiej suwerenności. – Skoro nam zarzucono zbytnią uległość wobec ambasadora USA, to teraz możemy się odegrać, przekonując, że ci, którzy głosowali za SAFE zrobili to pod dyktando ambasadora Niemiec, który specjalnie przyszedł do Sejmu, by „przypilnować” niemieckiego interesu. Granice groteski przebił – kompetentny skądinąd – prezydencki minister Marcin Przydacz parafrazując słynną pieśń Kaczmarskiego „Raport ambasadora”, w której przedstawiciel carycy donosił o przyjęciu przez Sejm aktu rozbioru Polski. Poezja to poezja, ale doprawdy porównywanie ustawy umożliwiającej skorzystanie przez Polskę z programu SAFE do rozbioru III RP, to już zbytnia licentia poetica.

Dlaczego PiS uważa, że wzmacnianie europejskich zdolności obronnych to ruch wrogi wobec Stanów Zjednoczonych?

Mój redakcyjny kolega Artur Bartkiewicz słusznie zauważył, że źródłem takiego patrzenia na SAFE przez PiS jest traktowanie Unii Europejskiej jako gry o sumie zerowej. Jeśli na kontraktach zbrojeniowych zyskają Niemcy, to Polska musi stracić. To prawda, ale problem jest jeszcze głębszy. PiS uważa jakiekolwiek wzmacnianie się Europy jako gest wrogi wobec USA. W imaginarium pisowca gwarantem naszego bezpieczeństwa są Stany Zjednoczone. One gwarantują nam bezpieczeństwo nie tylko przed Rosją, ale też przed… Niemcami.

Bycie dyplomatą w Polsce to stąpanie po polu minowym. Warto, by szefowie misji dyplomatycznych naszych kluczowych partnerów rozumieli to zawczasu, a nie dopiero, gdy już doprowadzą do niekontrolowanej eksplozji.

Gdy w Europie toczone są coraz poważniejsze dyskusje o tym, jak zapewnić bezpieczeństwo kontynentu po ewentualnym wycofaniu się USA, gdy snute są wizje większej niezależności od amerykańskiego parasola, PiS widzi w tym tylko zamach na polską suwerenność i gesty wrogości wobec amerykańskiego patrona. Przy takim pojmowaniu sprawy, stworzenie projektu wzmacniania europejskiej obronności nie jest wcale narzędziem zwiększania bezpieczeństwa wobec Rosji, ale staje się aktem kolejnego rozbioru Polski. A obecność na sejmowej dyskusji ambasadora Niemiec ma być wyłącznie tego dowodem.

Reklama
Reklama

Dobra rada dla ambasadorów państw sojuszniczych: uważajcie na dyplomację twitterową

Cóż, myślę, że ambasadorowie, zarówno USA, jak i Niemiec, ale też i wszystkich innych krajów, powinni też z tego wyciągnąć nauczkę. Gdy wszystko jest w Polsce polityką, muszą być dwojnasób ostrożni. Każdy fałszywy ruch, każdy nie do końca szczęśliwy wpis w serwisach społecznościowych z pewnością zostanie wciągnięty w bieżącą polityczną bitwę. Dokładnie tak jak PiS wykorzystał wpis Miguela Bergera do tego, by powrócić do swego ulubionego refrenu o Tusku dokonującym rozbioru Polski na życzenie Berlina.

Bycie dyplomatą w Polsce to stąpanie po polu minowym. Warto, by szefowie misji dyplomatycznych naszych kluczowych partnerów rozumieli to zawczasu, a nie dopiero, gdy już doprowadzą do niekontrolowanej eksplozji.

Komentarze
Jerzy Haszczyński: Radosław Sikorski o USA i UE. Nie wymienił nazwiska Trumpa. I dobrze
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dlaczego wystąpienie Radosława Sikorskiego podobało się Karolowi Nawrockiemu?
Komentarze
Jędrzej Bielecki: Po raz pierwszy w historii III RP szef MSZ wyraził taką ostrożność wobec sojuszu z USA
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Orędzie Donalda Trumpa. Dla Polski najważniejsze to, czego nie powiedział
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama