Dlaczego Włodzimierz Czarzasty postanowił uderzyć w Donalda Trumpa
Ale nawet wielu tych, dla których działania Rose’a były naruszeniem polskiej suwerenności, miało problem ze stanowiskiem samego marszałka. Bowiem przy tym wszystkim warto na chwilę się zastanowić nad tym, dlaczego Włodzimierz Czarzasty ma taki stosunek do Donalda Trumpa i jakie mogą być tego konsekwencje.
Można odnieść wrażenie, że marszałek Sejmu dostrzegł pewną szansę dla siebie i dla swej formacji w dość kłopotliwej sytuacji, w której znalazł się polski obóz liberalny. Z jednej strony polskie środowiska liberalne czy lewicowe bardzo Donalda Trumpa nie lubią, uważając go nie tylko za prawicowego zacofańca, ale też kogoś, kto burzy ład międzynarodowy i pewnie ma jakieś tajne konszachty z Rosją. Dobrze to wyczuł też Donald Tusk, który ogłosił powstanie komisji badającej polskie wątki afery Jeffreya Epsteina. Przekaz premiera był prosty: badamy sprawę skandalu pedofilskiego na wielką skalę, w który mógł być zamieszany również obecny prezydent USA. Ale był to ruch nie tyle wymierzony w Trumpa, co w pisowską opozycję i prezydenta Karola Nawrockiego, by zepchnąć ich do narożnika niejako pokazując: „patrzcie, to z nim naprawdę trzymacie, patrzcie jaka to zdemoralizowana ekipa”.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty dostrzegł szansę dla siebie i dla swej formacji w niechętnych Trumpowi nastojach wyborców liberalnych i lewicowych. Ale to, co dobre dla Czarzastego i Lewicy, wcale nie musi być na dłuższą metę dobre dla koalicji 15 października czy dla bezpieczeństwa Polski
Tyle tylko, że Donald Tusk ma dość ograniczone pole do krytyki amerykańskiego prezydenta. Z powodów geopolitycznych nie możemy zerwać sojuszu z Ameryką. Zarówno premier, jak i szef MSZ Radosław Sikorski muszą próbować mieć z amerykańską administracją poprawne stosunki. Czasem retorycznie Donald Tusk czy Radosław Sikorski coś powiedzą, by puścić oko do swego elektoratu coraz bardziej Trumpowi niechętnego, ale na poziomie działań czy decyzji zachowują wstrzemięźliwość.
I tu swoją szansę dostrzegł Włodzimierz Czarzasty, który uznał, że on nie musi się gryźć w język. Że jeśli Tusk i Sikorski mają związane ręce, on może sobie pozwolić na to, by mówić o amerykańskim prezydencie to, co myśli, albo to, co myśli większość wielkomiejskiej inteligencji. W ten sposób jego stosunek do Trumpa stał się zarzewiem sporu z ambasadorem USA.