Reklama

Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa

Gest ambasadora USA Toma Rose’a wielu – i słusznie – uznało za ingerencję w polską politykę i suwerenność. Jednak taktyka Włodzimierza Czarzastego wobec Donalda Trumpa jest ryzykowna. Może przynieść zyski Lewicy, ale już zaszkodzić koalicji i skomplikować relacje z USA.

Publikacja: 06.02.2026 13:26

Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa

Foto: PAP/Piotr Nowak

Ogłoszenie przez ambasadora USA Toma Rose’a, że zrywa kontakty z marszałkiem Sejmu Włodzimierzem Czarzastym, na pierwszy rzut oka wywołało reakcje zgodne z polaryzacyjnym podziałem.

Zwolennicy PiS i Karola Nawrockiego byli bardzo zadowoleni, że nielubiany przez nich Czarzasty został zbojkotowany przez ambasadora. Gdy sondaże pokazują, że PiS traci wyborców na rzecz Konfederacji (która jest znacznie mniej proamerykańska niż PiS), PiS odebrał uderzenie w Czarzastego, jako wsparcie ze strony USA dla własnego obozu.

Z kolei sympatycy koalicji 15 października uznali działania amerykańskiego dyplomaty za nieakceptowalną ingerencję w polską politykę i gest niechęci nie wobec jednego, nielubianego przez ambasadora dyplomaty, ale wobec polskiej demokracji – wszak marszałek został wybrany przez posłów, którzy pełnią swe funkcje z woli narodu.

Reklama
Reklama

Dlaczego Włodzimierz Czarzasty postanowił uderzyć w Donalda Trumpa

Ale nawet wielu tych, dla których działania Rose’a były naruszeniem polskiej suwerenności, miało problem ze stanowiskiem samego marszałka. Bowiem przy tym wszystkim warto na chwilę się zastanowić nad tym, dlaczego Włodzimierz Czarzasty ma taki stosunek do Donalda Trumpa i jakie mogą być tego konsekwencje.

Można odnieść wrażenie, że marszałek Sejmu dostrzegł pewną szansę dla siebie i dla swej formacji w dość kłopotliwej sytuacji, w której znalazł się polski obóz liberalny. Z jednej strony polskie środowiska liberalne czy lewicowe bardzo Donalda Trumpa nie lubią, uważając go nie tylko za prawicowego zacofańca, ale też kogoś, kto burzy ład międzynarodowy i pewnie ma jakieś tajne konszachty z Rosją. Dobrze to wyczuł też Donald Tusk, który ogłosił powstanie komisji badającej polskie wątki afery Jeffreya Epsteina. Przekaz premiera był prosty: badamy sprawę skandalu pedofilskiego na wielką skalę, w który mógł być zamieszany również obecny prezydent USA. Ale był to ruch nie tyle wymierzony w Trumpa, co w pisowską opozycję i prezydenta Karola Nawrockiego, by zepchnąć ich do narożnika niejako pokazując: „patrzcie, to z nim naprawdę trzymacie, patrzcie jaka to zdemoralizowana ekipa”.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty dostrzegł szansę dla siebie i dla swej formacji w niechętnych Trumpowi nastojach wyborców liberalnych i lewicowych. Ale to, co dobre dla Czarzastego i Lewicy, wcale nie musi być na dłuższą metę dobre dla koalicji 15 października czy dla bezpieczeństwa Polski

Tyle tylko, że Donald Tusk ma dość ograniczone pole do krytyki amerykańskiego prezydenta. Z powodów geopolitycznych nie możemy zerwać sojuszu z Ameryką. Zarówno premier, jak i szef MSZ Radosław Sikorski muszą próbować mieć z amerykańską administracją poprawne stosunki. Czasem retorycznie Donald Tusk czy Radosław Sikorski coś powiedzą, by puścić oko do swego elektoratu coraz bardziej Trumpowi niechętnego, ale na poziomie działań czy decyzji zachowują wstrzemięźliwość.

I tu swoją szansę dostrzegł Włodzimierz Czarzasty, który uznał, że on nie musi się gryźć w język. Że jeśli Tusk i Sikorski mają związane ręce, on może sobie pozwolić na to, by mówić o amerykańskim prezydencie to, co myśli, albo to, co myśli większość wielkomiejskiej inteligencji. W ten sposób jego stosunek do Trumpa stał się zarzewiem sporu z ambasadorem USA.

Reklama
Reklama

Równoległa polityka zagraniczna Tuska i Sikorskiego oraz osobna Czarzastego nie będzie dobra dla Polski

Oczywiście reakcja Toma Rose’a jest niewłaściwa. Nie jest partnerstwem wykorzystywanie tego, że Polska jest skazana na sojusz z USA do cenzurowania wypowiedzi polskich polityków na temat amerykańskiego prezydenta. Nie zmienia to jednak faktu, że na dłuższą metę strategia, która może być korzystna dla lewicy i samego Czarzastego, może stać się źródłem jeszcze większych kłopotów. Bo tak samo, jak rząd protestuje, gdy osobną politykę zagraniczną prowadzi prezydent, a osobną rząd, tak też nic dobrego nie wyjdzie z równoległych polityk zagranicznych prowadzonych przez Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego oraz Włodzimierza Czarzastego.

W dodatku zbyt ostra gra Czarzastego może przynieść złe skutki dla całego państwa, czego – niedopuszczalna i przesadzona reakcja ambasadora Rose’a – jest jednak przykładem. Bo naprawdę musimy mieć przyzwoite relacje z Amerykanami. Tak więc, to, co dobre dla Lewicy, wcale nie musi być dobre dla całej koalicji, ani dla polskiej racji stanu.

Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Niefortunny komunikat ambasadora Rose'a
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Koniec New START to zła wiadomość dla Rosji i szansa dla Donalda Trumpa
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Rozmienianie RBN na drobne. Duży błąd Karola Nawrockiego
Komentarze
Bogusław Chrabota: Stygmatyzowanie Włodzimierza Czarzastego jest wbrew prawu?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama