fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Chory umysł, chory świat

Najmłodszy brat odbiera chrzest z rąk starszego rodzeństwa – scena z „Submarino” Thomasa Vinterberga
Berlinale
Berlinale 2010. Bardzo ciekawe okazały się skromne filmy o zwyczajnych ludziach, którzy nie dają sobie rady z życiem
Po wielkim szumie wokół „Autora widmo” Romana Polańskiego przyszła pora na Martina Scorsese. Jego „Wyspa tajemnic” jest ekranizacją bestsellerowej powieści Dennisa Lehane. Po ukazaniu się książki w 2003 r. recenzentka „The New York Timesa” pisała, że jest ona „niezwykle filmowa”.
– Spodobała mi się „Wyspa tajemnic” – powiedział w Berlinie producent Bradley Fisher. – Pokazywała psychiczny terror bez uproszczeń i taryfy ulgowej.
Fisher kupił prawa do książki i od razu pomyślał o Martinie Scorsese. Nie pomylił się.
– Wrażenie zrobił na mnie emocjonalny ładunek ostatnich scen – przyznaje reżyser. – I cierpienie, które noszą w sobie bohaterowie tej opowieści.
„Wyspa tajemnic” zaczyna się jak rasowy thriller. Do brzegu wyspy przybija prom, z którego wysiadają dwaj mężczyźni. To policjanci, którzy mają wyjaśnić tajemnicze zaginięcie pacjentki ze szpitala-więzienia dla psychopatycznych morderców. Wy-daje się, że mury tej pilnie strzeżonej placówki kryją potworne tajemnice, a więźniowie są wykorzystywani do eksperymentów medycznych, które mają prać mózgi i zmieniać osobowość ludzi.
Jednak w miarę upływu czasu okazuje się, że grany przez Leonarda DiCaprio detektyw ma swoje własne demony. Wracają do niego straszliwe obrazy z czasów wojny, gdy wyzwalał obóz w Auschwitz, i wspomnienia śmierci ukochanej żony. Fikcja coraz bardziej miesza się z rzeczywistością, zacierają się granice między tym, co normalne, a tym, co nienormalne. Prawdziwe jest tylko cierpienie chorego umysłu.
– Dla mnie ta rola była dużym wyzwaniem – powiedział w Berlinie Leonardo DiCaprio. – Myślałem o tym, jak ludzki mózg radzi sobie z traumą. Z gwałtem, który serwuje mu świat.
Film, którego akcja toczy się w 1952 roku, ma też podteksty polityczne.
– Miałem wtedy dziesięć lat – wspomina Scorsese. – Pamiętam lata 50. w Nowym Jorku, paranoiczną zimną wojnę. Pokazałem aktorom „Laurę” Otto Premingera, „Out of the Past” Jacquesa Tourneura, „Bigger than Life” Nicolasa Raya – uważałem, że powinni te filmy obejrzeć.
„Wyspa tajemnic” intryguje, zostawia widza w niepewności, uświadamia, jak trudno jest dojść do prawdy. Ale jednocześnie denerwuje. Chcąc powiedzieć bardzo dużo o świecie i o ludzkiej duszy, Scorsese balansuje na granicy filmowej grafomanii. I niestety, czasami tę granicę przekracza.
Zupełnie inne są obrazy, które pokazywane są w konkursie w cieniu tych wielkich wydarzeń. Bardzo długo zostaje w pamięci rumuński film Florina Serbana „Kiedy chcę gwizdać, gwiżdżę”. Prosta opowieść o chłopaku z poprawczaka, który stawia wszystko na jedną kartę, by uratować swego małego brata przed wykolejeniem, jakie stało się jego udziałem. Serban broni młodocianego przestępcy, cały czas kamera patrzy na świat jego oczami i pokazuje jego racje.
Takich filmów było już wiele. Jednak Rumun wnosi do lekko wytartych schematów coś nowego. Jego bohater miota się i szamoce, ale ma głęboką świadomość przegranej. Wie, że batalii o własne godne życie już nie może wygrać.
Ludziom przegranym towarzyszy też kamera jednego ze współtwórców Dogmy Thomasa Vinterberga w „Submarino”. Submarino to nazwa tortury, gdy głowę człowieka trzyma się pod wodą aż do chwili, gdy niemal traci oddech. Tak żyją dwaj bracia – bohaterowie filmu. Na krawędzi. Mają za sobą straszne dzieciństwo z zapijaczoną matką i tragedię, która rzuciła cień na całą ich przyszłość.
Nie utrzymywali ze sobą kontaktu latami. Jeden trafił do więzienia, drugi jest narkomanem, który samotnie wychowuje syna. Dzielne, znające ciemne strony życia dziecko, które łaknie odrobiny normalności. Obaj bracia chcą mu ją dać. Dla jednego będzie za późno. Może jeszcze uda się drugiemu?
Takie filmy jak „Submarino” czy „Kiedy chcę gwizdać, gwiżdżę” nie mają za sobą gigantycznych pieniędzy, gwiazd, ogromnej promocji. Nie są w stanie niczym widza zaszantażować. Ale pokazują świat zza rogu ulicy i zostawiają w pamięci obrazy, które bolą.
[ramka][srodtytul]Powiedzieli[/srodtytul]
[b]Leonardo DiCaprio o Martinie Scorsese:[/b]
– Każdy aktor jest szczęśliwy, kiedy ma możliwość pracować z Martinem Scorsese. Wychowałem się na jego filmach, pamiętam, jakie niewiarygodne wrażenie zrobił na mnie „Taksówkarz”. Przy nim człowiek uczy się filmowego rzemiosła, pracy nad rolą. Martin zaraża ludzi swoją nieprawdopodobną miłością do kina.
[b]Martin Scorsese o Leonardo DiCaprio:[/b]
– Od dekady pracujemy razem, chociaż dzieli nas pokolenie. Leo na moich oczach stawał się coraz bardziej fascynującym aktorem i świetnym człowiekiem. W „Wyspie tajemnic” stworzył swoją najlepszą postać, pokazał, jak głęboko potrafi zrozumieć cudzą psychikę. Bardzo miło jest obserwować rozwój takiego talentu. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA