Szef rządu pytany był o to, czy w ciągu 10 dni, które minęły od spotkania w Pałacu Prezydenckim w sprawie polskiego SAFE 0 proc. otrzymał od prezesa Narodowego Banku Polskiego dokument, który wskazywałby na ścieżkę osiągnięcia zysku, o którym mowa w zaprezentowanym projekcie lub podjęcie konkretnych działań.
Tusk stwierdził, że poważnie traktuje może nie propozycję prezydenta i prezesa NBP, bo wciąż nie ma rzetelnej informacji, jak to się stało, że ze 100 mld strat miałby się pojawić zysk, ale nie jest jego zadaniem, jak to jest możliwe.
„Potrzebne było alibi dla weta”
– To jest fundament cywilizowanych państw, że bank centralny nie jest zależny od rządu. Może prezes nie jest zupełnie niezależny politycznie, pochodzi z jakiegoś środowiska, ale od rządu na pewno jest niezależny. To od prezesa Glapińskiego i od całego NBP zależy, czy mają zysk, a następnie należy do nich rzetelna informacja, jak wysoki jest to zysk – mówił szef rządu. – Jeśli jest zysk, 5 proc. zostaje w banku, 95 proc. trafia do budżetu i ja wtedy rzeczywiście mogę poważnie rozmawiać z prezydentem, na co to wydać.
Premier stwierdził, że w całym tym zamieszaniu z polskim SAFE 0 proc. chodziło o to, żeby przekonać wszystkich, że europejski SAFE jest zły, a my możemy mieć ten dobry, Glapińskiego i Nawrockiego. – Podejrzewam, że była tam głównie motywacja polityczna – ocenił Tusk. – Podejrzewam, że tak im zależało na alibi dla weta prezydenta, że obiecali prawie 200 mld zł, ale nie zadbali o to, aby te 200 mld się znalazło.
Premier powiedział, że jedyny list od prezesa Glapińskiego, jaki posiada, pochodzi sprzed kilku miesięcy i jest to oficjalna informacja prezesa banku, że skumulowane straty banku to jest 100 mld zł za 3 lata i że prezes spodziewa się strat także w kolejnych latach.