Teatr

Yerma, czyli gorączka

Marta Malikowska-Szymkiewicz przejmująca i poruszająca w roli Yermy
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Wojtek Klemm, reżyserując w teatrze Studio „Yermę” – poemat Federico Garcii Lorki, umieścił dramat bohaterki we współczesnych realiach mediów i Internetu. Efekt jest bardzo interesujący
Przedstawienie Klemma, wbrew całemu zamieszaniu wokół spraw personalnych, jakie obserwowaliśmy przez ten tydzień w teatrze Studio, okazuje się pulsować nieoczekiwanie świeżą energią. Można się zastanawiać, czy to efekt obsadzenia gościnnie w głównej roli świetnej Marty Malikowskiej-Szymkiewicz, czy skumulowania się emocji aktorów. Tak czy inaczej wynik końcowy przykuwa uwagę.
[srodtytul]Intymność upubliczniona[/srodtytul] Poemat Lorki o zbuntowanej wobec świata i losu kobiecie jest dla Klemma rodzajem klocków, z których układa nową całość. Rytm wyznacza tu muzyka stworzona przez Dominika Strycharskiego i wykonywana na żywo przez Adama Świtała. To swoista partytura, w której muzyk staje się obok aktorów pełnoprawnym wykonawcą spektaklu.
Klemm tnie tekst Lorki, wybija mocniej poszczególne kwestie, które powracają jak natrętny refren odśpiewywany lub wypowiadany przez kolejne postacie. Słowa niejednokrotnie zastępuje gestem i ruchem. Chór kobiet zamienia się więc w ujadające psy trzymane na smyczy. Męskie starcia o dominację stają się tańcem rodem z hiszpańskiego rodeo. A Yerma swoją desperację pokazuje w dzikiej choreografii. [link=http://www.zw.com.pl/artykul/4,430928_Yerma___czyli_goraczka.html] Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL