Reklama

Stadiony kontra szpitale. Szybko zapomniany bunt generacji Z w Maroku

Represje i obietnice zwiększenia wydatków na służbę zdrowia wygasiły protesty w Maroku. - Pod wieloma względami to państwo autorytarne - mówi „Rzeczpospolitej” analityk Tarek Megerisi.

Publikacja: 08.02.2026 08:18

Publiczny szpital Hasana II w Agadirze

Publiczny szpital Hasana II w Agadirze

Foto: Jerzy Haszczyński

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego w Maroku doszło do protestów i kim była grupa Gen Z 212?
  • Jakie wydarzenia w Agadirze stały się iskrą zapalną społecznego buntu?
  • Jakie były główne reakcje władz i społeczeństwa na demonstracje w Maroku?
  • W jaki sposób różnią się obecne protesty od tych z 2011 roku?
  • Jakie są opinie ekspertów na temat przyczyn i skutków protestów?
  • Co wpływa na postrzeganie nierówności społecznych i gospodarczych w Maroku?

Agadir to półmilionowe miasto w południowym Maroku nad Oceanem Atlantyckim, popularne wśród europejskich turystów, zwłaszcza wtedy, gdy w Europie brakuje słońca. Kilka kilometrów od plaż, na przedmieściu, jest publiczny szpital noszący imię Hasana II, ojca obecnego króla Maroka Mohameda VI. Teraz wygląda całkiem dobrze, sprawia wrażenie wyremontowanego, ale kilka miesięcy temu stał się symbolem nierówności społecznych w kraju. W krótkim czasie zmarło tam osiem kobiet, które poddano cesarskiemu cięciu. W prywatnych drogich szpitalach i ośrodkach zdrowia, których i w Agadirze nie brakuje, to się nie zdarza, w szpitalu dla zwykłych Marokańczyków się zdarzyło. 

Śmierć ośmiu kobiet była zapalnikiem buntu, który tlił się już wcześniej. Podsycany wysokim bezrobociem wśród młodzieży, poczuciem niesprawiedliwości i braku perspektyw w kraju, który w związku z prestiżowymi imprezami piłkarskimi, Pucharem Narodów Afryki na przełomie 2025 i 2026 r. oraz Mundialem w 2030 r. (organizowanym razem z Hiszpanią i Portugalią) realizuje wielkie projekty infrastrukturalne

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Komu kibicować w Afryce? Odpadają pupile Putina

Pod koniec września zaczęły się protesty, głównie młodzieży, przeradzały się w walki z policją i służbami. Pierwszy był Agadir, a potem wiele innych miast, nie tylko te największe jak Casablanca czy Rabat. Najkrwawsze wydarzenia rozegrały się 1 października w Lkilaa, miasteczku pod Agadirem, gdzie w starciach pod siedzibą żandarmerii zginęły trzy osoby. Wydarzenia w Maroku przypominały protesty generacji Z w wielu innych krajach, od Nepalu i Bangladeszu po Madagaskar. Gen Z 212 – tak nazywa się grupa zwołana na słabo spenetrowanej przez marokańskie służby platformie społecznościowej Discord, która wymieniała się informacjami, opiniami, hasłami do walki. Na początku było w niej kilka osób, niedługo później dziesiątki tysięcy. 212 to numer kierunkowy Maroka.

Reklama
Reklama

Cisza w Agadirze. „Ludzie nie chcą rozmawiać o takich wydarzeniach, bo policja i służby, by się o tym dowiedziały, dobrze wykonują swoją pracę”

Na początku stycznia po buncie w Agadirze nic nie zostało. – Nie słyszałem o takich protestach – słyszę na miejscowym targu.

– Może i coś było, ale ludzie mają inne rzeczy na głowie. Śledzą mecze Pucharu Narodów Afryki, niektóre na naszym agadirskim Wielkim Stadionie – mówi mi inżynier.

– Jeżeli dbasz o swoją ciężarną żonę, to idziesz z nią do prywatnej kliniki – brutalnie komentuje urzędnik, dorabiający sobie jako kierowca.

W samym szpitalu Hasana II kierownictwo nie jest chętne do rozmowy. Zresztą jest to kierownictwo nowe, poprzednie zwolnił jeszcze we wrześniu minister zdrowia. Na rozmowę ze mną wydelegowano natomiast lekarza, który zna rosyjski, bo siedem lat studiował w Rosji.

– Mówi pan, że zmarła tu jakaś kobieta? – udaje zdziwienie – Czy to jakaś pana krewna? – dodaje z troską.

Szukam lekarki, która we wrześniu w mediach społecznościowych krytycznie wypowiadała się o sytuacji w tym szpitalu. Rosyjskojęzyczny twierdzi, że o niej nie słyszał. Inny lekarz spotkany koło szpitalnej kawiarenki po cichu informuje mnie, że przeniesiono ją do innego szpitala. Jadę tam. Pracownica recepcji odnajduje jej dane w komputerze i prowadzi na oddział dermatologii, gdzie jest zatrudniona. Idziemy razem na ten oddział. Szybko nas stamtąd przegania personel, gdy dowiaduje się, że jestem dziennikarzem.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Maroko ma problem po ataku Hamasu. Tylko nie mówić „Izrael”

Na moje pytania o represje wobec uczestników protestów nie odpowiada nawet marokańska organizacja praw człowieka AMDH. Wypowiedziała się na ten temat kilka tygodni wcześniej, co cytował brytyjski dziennik „The Guardian”. Dziesiątki osób skazano na kary pozbawienia wolności, do 15 lat włącznie, na sale sądowe nie wpuszczano adwokatów. Setki innych w grudniu przetrzymywano nadal w aresztach, w tym dzieci. Organizacja przywoływała „przerażające świadectwa o torturowaniu przez policję” – rozbieraniu do naga zatrzymanych i biciu ich kablami elektrycznymi. Według AMDH kobiety uczestniczące w protestach „były molestowane, doświadczały wulgarnych i seksistowskich uwag”, niektóre były „niewłaściwie dotykane”. Jak cytował „The Guardian”, represjonowanych było w sumie prawie 2,5 tysiąca osób. 

Reakcja władz była znacznie brutalniejsza niż w 2011 r., gdy przez państwa arabskie przetaczały się rewolucje. Bunt dotarł wówczas i do Maroka, protesty organizował Ruch 20 Lutego. 

– Ludzie nie chcą rozmawiać o takich wydarzeniach, bo policja i służby, by się o tym dowiedziały, dobrze wykonują swoją pracę. Pod wieloma względami Maroko jest państwem autorytarnym – mówi „Rzeczpospolitej” Tarek Megerisi, analityk od Afryki Północnej w think tanku European Council on Foreign Relations (ECFR).

Król poza krytyką. Nawet buntownicy szanują Mohameda VI

– W 2011 r. państwo odpowiedziało w bardzo rozsądny sposób. Król oświadczył, że rozumie niepokój protestujących i zapowiedział dochodzenie. Gdy się zakończyło, wszyscy byli już w domu i nikogo nie obchodziło, co się działo wiele miesięcy wcześniej. Na dodatek padła obietnica zmian w konstytucji. To zupełnie inne rozwiązanie polityczne niż wówczas w Libii czy Egipcie – podkreśla Megerisi. 

Reklama
Reklama

Jego zdaniem teraz skala i szybkość wydarzeń zaskoczyły policję i służby bezpieczeństwa, nie wiedziały, jak te protesty zostały zorganizowane. Bo to bunt bez liderów, zwołany na platformie Discord. I nie wiedziano, jak na to politycznie odpowiedzieć. 

- Specyfika Maroka jest jednak taka, że protestujący wykazywali szacunek dla króla, a wzywali premiera i rząd do dymisji. Król także przez protestujących jest traktowany jak ojciec państwa, dlatego nie stanowią egzystencjalnego zagrożenia dla systemu. Domagają się znaczących politycznych zmian, ale nie sądzę, by była na to zgoda – mówi analityk ECFR.

Specyfika Maroka jest jednak taka, że protestujący wykazywali szacunek dla króla, a wzywali premiera i rząd do dymisji. Król także przez protestujących jest traktowany jak ojciec państwa

Tarek Megerisi, analityk od Afryki Północnej w think tanku ECFR

Aziz Achanusz – miliarder, premier Maroka i burmistrz Agadiru

Dymisji w rządzie nie było. U władzy utrzymał się i kontrowersyjny premier Aziz Achanusz, który jest jednocześnie wpływowym politykiem samorządowym. Tak się złożyło, że w Agadirze – jest tam burmistrzem. Achanusz to zarazem szef wielkiego koncernu i miliarder, według różnych rankingów – pierwszy lub drugi wśród najbogatszych Marokańczyków. Według Forbesa jest 2344. na liście najbogatszych ludzi na świecie. Wraz z rodziną ma majątek wartości 1,6 mld dol. Korupcję i konflikt interesów zarzucali mu zarówno aktywiści, jak i opozycyjni politycy.

Wśród nich zrobił to w zeszłym roku Abd Allah Buanu, lider islamistycznej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (PJD), która do 2021 r. była głównym ugrupowaniem rządzącym. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Tahar Ben Jelloun: Następuje islamizacja młodych umysłów

Kolejna specyfika Maroka to podejście do islamistów. W innych krajach arabskich partie wywodzące się – jak PJD – z Bractwa Muzułmańskiego są często brutalnie zwalczane, uznawane za organizacje terrorystyczne. Po rewolucjach arabskich z 2011 r. w Maroku islamiści – głoszący przywiązanie do demokracji i pełne poparcie dla monarchii oraz odcinający się od Bractwa Muzułmańskiego – zostali dopuszczeni do władzy, mieli swoich premierów. Po dwóch kadencjach doznali jednak dramatycznej porażki wyborczej (stracili prawie 90 proc. mandatów w parlamencie). Niektórzy uznali to za dowód na to, że islamistów najlepiej dopuścić do rządzenia i zmusić do wzięcia odpowiedzialności za rozwiązywanie problemów ekonomicznych i socjalnych, a nie robić z nich ofiary, które działając w podziemiu radykalizują społeczeństwo. 

Liberał o sukcesach gospodarczych i socjalnych Maroka. „Wydarzenia trzeba przedstawiać w kontekście”

Ostrożnie o protestach Gen Z 212 wypowiada się Dżawad Szafil, polityk wspierającej rząd partii Unia Konstytucjonalna i jeden z liderów panafrykańskiej organizacji liberałów, z którym „Rzeczpospolita” skontaktowała się przez komunikator. Szafil uważa, że grupa stawiała nierealistyczne żądania, bo przywykła do wirtualnej rzeczywistości, w której prowokacja i konfrontacja są normą. - Wydarzenia w Agadirze wywołały silne emocje, ale trzeba je przedstawić w kontekście: według danych ONZ śmiertelność kobiet w czasie porodów spadła w Maroku od 244 na 100 tys. w 2000 r. do 72 w 2020 r. – mówi. 

Grupa Gen Z 212 stawiała raczej nierealistyczne żądania, bo przywykła do wirtualnej rzeczywistości, w której prowokacja i konfrontacja są normą

Dżawad Szafil, polityk z prorządowej partii liberalnej

Zapewnia, że Maroko inwestuje teraz dużo w ochronę zdrowia i edukację. W budżecie na 2026 r. znalazło się na nie 15 mld dol. więcej niż w poprzednim (wzrost o 16 proc.).

Reklama
Reklama

Taką decyzję faktycznie ogłosił pałac królewski w połowie października, czyli kilkanaście dni po najostrzejszych protestach.

Dżawad Szafil wskazuje też na inny kontekst – Maroko leży w Afryce i nie ma gazu ani ropy, z których żyje wiele innych krajów w szeroko pojętym regionie. - Mamy gospodarkę odporną i jedną z najlepiej uporządkowanych w Afryce. PKB w ciągu ostatnich dwóch dekad wzrosło ponad dwukrotnie, rozwijały się najbardziej konkurencyjne sektory, włącznie z motoryzacyjnym, lotniczym i energii odnawialnej, oraz powstawała nowoczesna infrastruktura – podkreśla polityk liberalnej Unii Konstytucjonalnej.

- Na tym właśnie polega problem: z jednej strony są autostrady, stadiony, nowoczesne fabryki, ale z drugiej masy biedaków i bezrobotnych, którzy z tego wszystkiego nie mogą korzystać. Używa się na to określenia „Maroko dwóch prędkości” albo „Maroko dwóch poziomów”. Symbolem tej gorszej kategorii stał się publiczny szpital Hasana II w Agadirze. Ci, co nie mają szans wejść na ten szybki tor, czasem się buntują – mówi mi młody aktywista, który woli pozostać anonimowy.

Czytaj więcej

Afera Pegasusa. Wódz Wiernych na celowniku swoich służb

  

Polityka
Ukraina odpowiada na groźby Węgier i Słowacji: Postawcie ultimatum Kremlowi
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Polityka
Ambasador USA o aneksji Bliskiego Wschodu przez Izrael: Nie miałbym nic przeciwko
Polityka
Gen. Polko ostro o Radzie Pokoju Trumpa: Człowiek nie wiedział czasem, gdzie oczy podziać
Polityka
Trump reaguje na decyzję Sądu Najwyższego ws. ceł. „Mogę zrobić, co tylko chcę”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama