Wiadomości

Słowa „Arbeit macht frei” były dla nas symbolem piekła

PAP, Jacek Bednarczyk Jacek Bednarczyk
- Za każdym razem, gdy widziałem te litery, wzdrygałem się - mówi "Rz" jeden z pierwszych więźniów KL Auschwitz
[b]Rz: Pamięta pan dzień, w którym nad bramą Auschwitz umieszczono napis „Arbeit macht frei”?[/b]
[b] Kazimierz Albin, (nr 118) - jeden z pierwszych więźniów KL Auschwitz:[/b] Oczywiście. Pewnego dnia, było to w 1940 roku, wyszliśmy do pracy i brama była jeszcze „goła”. Wróciliśmy wieczorem i zobaczyliśmy ten napis, jak górował nad obozem. Nigdy nie zapomnę tego widoku. [b]Jaka była reakcja więźniów?[/b]
Byliśmy porażeni cynizmem Niemców. Napisali „praca czyni wolnym”, chociaż na własnej skórze przekonaliśmy się, że praca w Auschwitz była jedynie metodą uśmiercania więźniów. Szybko więc ułożyliśmy takie powiedzonko „Arbeit Macht Frei durch den Schornstein”, czyli „praca czyni wolnym [do wyjścia] przez komin”. [b]Znał pan więźnia Jana Liwacza, który zrobił napis?[/b] Z widzenia. Nie miałem z nim jednak żadnych bliższych kontaktów. On miał numer 1010, a ja 118. Przybył więc do obozu jakieś dwa miesiące po mnie. Mnie przywieziono słynnym pierwszym transportem 14 czerwca 1940 roku. Znaleźliśmy się w jeszcze budowanym obozie. Trafiłem tam za próbę przedostania się do armii polskiej na Zachodzie. Złapali mnie Słowacy i wydali gestapo. Siedziałem w Auschwitz aż do 1943 roku, gdy uciekłem. [b]Co w tym czasie oznaczał dla pana napis nad bramą obozu?[/b] Był stałym elementem mojego obozowego życia. Mijałem go dwa razy dziennie. Gdy moje komando wychodziło do pracy i gdy z niej wracało. Wkrótce, podobnie jak dla innych więźniów, napis stał się dla mnie symbolem tego miejsca. Symbolem piekła, jakie zgotowali nam Niemcy. Symbolem ich obłudy i okrucieństwa. Od kolegów, którzy przybywali do Auschwitz później, dowiedziałem się, że gdy po raz pierwszy przekraczali bramę obozu, właśnie ten napis wywoływał w nich największe przerażenie. [b]Na pewno po wojnie wiele razy był pan w Auschwitz...[/b] ... i za każdym razem, gdy widziałem te litery, wzdrygałem się. Choć powinienem się przyzwyczaić. Choć minęło tyle lat, widok napisu sprawiał, że wracały do mnie wszystkie koszmarne wspomnienia. [b]Jak pan zareagował na wieść o kradzieży hasła?[/b] To cios wymierzony w symbol naszego cierpienia. Mojego, moich kolegów i wszystkich więźniów zamordowanych w tym niemieckim obozie. Bardzo smutna sprawa, oby to był tylko wybryk chuliganów. Mam nadzieję, że policja szybko wyjaśni sprawę i wykryje sprawców. Napis musi bowiem wrócić na swoje miejsce. Ponad milion ludzi ze 100 krajów świata, którzy co roku odwiedzają muzeum Auschwitz, powinno mieć możliwość zobaczenia tych liter.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL