Ekonomia

Jestem trochę dzidzia-piernik

Agnieszka Chylińska
EMI
Agnieszka Chylińska mówi Paulinie Wilk o miłości do kiczu, rozstaniu z rock’n’rollem, wizytach w warzywniaku i nowej płycie „Modern Rocking”
[b]Znika pani ze świata muzyki na pięć lat, a teraz objawia się jako wokalistka tanecznego popu. Co się z panią stało?[/b]
[b]Agnieszka Chylińska:[/b] Rozumiem, że to szok, ale zmianę przechodziłam stopniowo, teraz widać efekt. Najpierw konfrontowałam się sama ze sobą. Zamknęłam się w domu na cztery lata. Oczywiście bezpośrednią przyczyną była ciąża i narodziny syna, ale ten czas okazał się dla mnie zbawienny. Bardzo przeżyłam niepowodzenie solowej płyty “Winna”. Nie rozumiałam, dlaczego była tak krytykowana, skoro nagrywając ją, starałam się podtrzymywać rockową pochodnię po rozpadzie O.N.A. Okazało się, że to nie wystarczy, bo fani oczekują, że pozostanę identyczną rockową ikoną, jaką byłam w zespole. To przypomina kult świętych, tylko święci są w lepszej sytuacji, bo nie żyją – są niejako zahibernowani. A ja jestem w ruchu. I poczułam, że muszę zdjąć rock’n’rollową skórę. Pójść dalej. [b]A więc to koniec ostrej Chylińskiej?[/b]
Rock’n’rollem powinny się zajmować dziewczyny, które nie rodziły, nie mają zobowiązań. Wtedy ich bunt jest szczery, organiczny. Wałęsają się między imprezą a pierwszą miłością i to jest esencja rock’n’rolla. Ja już nie umiem znaleźć w sobie powodów do buntu. Dlatego z politowaniem patrzę na kurioza w rodzaju Ozzy’ego Osbourne’a, który wciąż musi udawać krokodyla. Ludzie nienawidzą zmian, a idole stają się ofiarami miłości fanów – od Michaela Jacksona po polskie wokalistki. Z jagnięcą uległością dają się prowadzić i trzymać w szufladach. [b]A płyta z muzyką klubową jest pani deklaracją niepodległości?[/b] To kryształowy łom, którym chciałam wyrąbać sobie wolność. Nie tylko zmiana stylu muzycznego, ale też dowód, że mogę robić wszystko, na co mam ochotę. Do tej pory muzyka była moim ukojeniem, luminalem. I ja stałam się dla fanów tym samym. Miałam 18 lat, byłam agresywna, nieszczęśliwa, zbuntowana i zakompleksiona. Zbudowałam pomost między sobą a słuchaczami, którzy uznali mnie za wyrazicielkę swojego niezadowolenia. Ale dziś mam 33 lata, jestem szczęśliwa, a muzyki słucham po to, żeby przyjemniej spędzić dzień. A oni oburzeni mówią: “Halo! Gdzie jest nasz luminal? Gdzie nasze brzydkie kaczątko, które pomagało nam poradzić sobie z własną brzydotą?”. Otóż ja właśnie wyszłam z tej ramki i mówię: “A kuku!”. [b]I liczy pani na zrozumienie?[/b] Wiem, że rzucam się w przepaść. Albo otworzy się dla mnie spadochron ludzkiej życzliwości, albo rąbnę o ziemię. Sama to sobie zafundowałam. Zawsze paliłam za sobą mosty. I takich miałam fanów – radykalnych, fundamentalnych, roszczeniowych. Negatywne reakcje po premierze pierwszej nowej piosenki przyjmuję z pokorą. Wiem, co do niedawna mówiłam o innych artystach. Pamiętam swoje oburzenie, gdy Edyta Bartosiewicz nagrała piosenkę z Krzysztofem Krawczykiem. Wtedy nie przypuszczałam, że będę kiedyś chciała zmiany dla siebie. [b]A może w pani decyzji nie ma ryzyka? Teraz w nowym kostiumie, z tanecznym rytmem, łatwiej panią zaakceptować.[/b] A skąd! Z moim rodowodem? Z moimi dziarami i przekleństwami? Gdyby tę płytę nagrała debiutantka, to owszem. Ale rockowy elektorat tego nie łyknie. [b]Nie szkodzi, będą nowi fani.[/b] Bardzo na to liczę. Ale od razu chcę przestrzec – proszę się nie przyzwyczajać do mnie w popowym wcieleniu. Bo nie wiadomo, co zrobię dalej. Ludzie zawsze chcą gdzieś mnie przykleić, mieć mnie z głowy. Nigdy nie będziecie mieć mnie z głowy. [b]Rozumiem potrzebę zmiany, ale skąd wzięła się u pani miłość do muzyki pop?[/b] Razem z macierzyństwem przyszedł sentyment do czasu dzieciństwa, lata 80. mnie roztkliwiają. Przypomniałam sobie, że zanim zachęcana po żołniersku przez starszego brata sięgnęłam po Iron Maiden i Metallicę, chodziłam na koncerty Papa Dance. Słuchałam Modern Talking, CC Catch, Sandry. Zatęskniłam za utraconym czasem niewinności. Jako 17-latka wystrzeliłam z domu i dołączyłam do profesjonalnego zespołu rockowego. Tak zaczął się etap kompulsywnej, bezrefleksyjnej podróży na złym paliwie, którym była potrzeba akceptacji. [b]Lata 80. były symbolem kiczu, obciachem, jeszcze przed chwilą skrywanym w pawlaczu. Dlaczego tak bezwstydnie wracają?[/b] Ja wtedy chodziłam w ciuchach po starszym bracie i one kompletnie spieprzyły mi szansę na różowe sukienki, balerinki i getry. A chciałam wyglądać jak bohaterki z “Dynastii”. Dlatego teraz jestem trochę dzidzia-piernik, bo nadrabiam niespełnione marzenia. Wtedy kochałam kicz, ale dopiero dziś mogę kupić różową torebkę i kolorowe frotki, zrobić dwa kucyki i tak pójść po pietruszkę do warzywniaka. [b]Ten rock, który graliście z O.N.A., oddawał atmosferę Polski lat 90. Pani nowa płyta też dobrze ilustruje współczesną Polskę. Jest w niej coś z różowego luksusu. Z dobrobytem przyszedł blichtr, wygoda. Może stąd plastikowe, banalne i lżejsze brzmienia.[/b] Wszystko rozbija się o to, że w Polsce w latach 80. mało kogo było stać na różowy lukier. Odbijamy sobie wszystko, czego nie mogliśmy mieć. Dla mnie, prywatnie, lata 90. były bardzo nieszczęśli- we. Już nie chcę być jak Joplin czy Morrison i nie chcę być ofiarą czasów. Musiałam wypić hektolitry whisky i nawciągać się koksu, zagrać tysiące koncertów i setki razy się wywalić, żeby wiedzieć, czym jest pogoda ducha, i z uśmiechem czytać synowi “Lokomotywę” Tuwima. [b]Co się zmieniło w świecie muzyki, kiedy zajmowała się pani Tuwimem?[/b] Na gorsze – to, że coraz częściej z powodów pozamuzycznych ktoś staje się gwiazdą. Na lepsze – poprawiła się jakość produkcji muzycznych. Najbardziej mnie cieszy, że teraz dzieciaki mogą sobie w Internecie wyszukać ciekawych artystów z drugiego końca świata. Mają niesamowitą wiedzę o muzyce i odnajdują chęć do tworzenia. Kiedyś więcej było słuchających niż grających, teraz te proporcje się zmieniają. [b]I wszyscy, którzy coś potrafią, zgłaszają się do “Mam talent”. Dlaczego pani jest w tym programie? Bo ludzie z telewizji zadzwonili?[/b] Gorzej, sama zadzwoniłam. Mam pięć złotych płyt, doświadczenie, uważałam, że się sprawdzę. Cieszyło mnie, że znów miałam własne sprawy. Wychodziłam z domu i mówiłam mojemu chłopakowi: “Zajmij się małym, wrócę późno”. Ale nie poszłam do “Mam talent”, żeby leczyć własne kompleksy. Myślę, że w dobie boomu na tego typu programy my pokazujemy ludzką twarz jurora. [b]Ale po co nam kolejne telewizyjne trybunały i masowo produkowane werdykty: “Jestem na nie”, “Jestem na tak”, “Za mało cza-czy w cza-czy”. Dokąd to prowadzi?[/b] To pytanie do producentów programu. Moja satysfakcja polega na tym, że konfrontuję się z tym, z czym długo walczyłam. Przez całe życie byłam oceniana, dziś ja oceniam. Ale dlatego, że jestem ciekawa ludzi. Mogę utalentowanym osobom dać szansę. [b]Tylko czy w tym programie o to chodzi? Bo ja myślę, że o forsę z reklam.[/b] Takie na pewno jest założenie producentów, mają konkretny interes. Ale uważam, że istnieje też wartość dodatkowa. Interesują mnie ludzkie historie, jestem ciekawa, jak potoczą się losy uczestników. Laureaci poprzedniej edycji, dwaj akrobaci z Melkart Ball, są dziś w swojej niszowej dziedzinie artystycznej absolutnymi gwiazdami. Pomógł im program. Nie cieszy mnie, że Klaudia Kulawik, zamiast śpiewać, gości w “Dzień dobry TVN”, ale takie są warunki współpracy z koncernem. [b]Pani też idzie na te warunki?[/b] Ta praca jest dla mnie wielką radością. Nie czuję się wykorzystywana. Nie jestem człowiekiem TVN. Po programie wracam do swojego świata, nie próbuję ubić żadnego interesu. Telewizja nie jest patronem mojej płyty. [b]I wierzy pani, że ta machina wypuści panią z rąk? TVN świadomie tworzy zamknięty obieg własnych gwiazd.[/b] Nigdy nie wchodziłam w układy, nie byłam przyjaciółką wielkich panów i pań z telewizji. Warunki kontraktu negocjowaliśmy długo. Nie dam się kupić, nikt mnie nie będzie miał na zawołanie w swojej kartotece. [b]A jednak dołączyła pani do korowodu celebrytów. Do kolorowego cyrku, którym karmią się tabloidy.[/b] To jest sytuacja podobna do tej z premierą nowej płyty. Można powiedzieć: “Chylińska robi pop – sprzedała się”. Ale ja i na tej płycie, i w TVN jestem sobą. Niczego nie udaję. Wolność jest dla mnie najważniejsza, będę jej bronić kosztem wszystkiego. [b]Ryzykuje pani. Założę się, że odkąd jest pani w “Mam talent”, więcej ludzi dzwoni, bo czegoś chce. Może któregoś dnia zabraknie siły, by to kuszenie odeprzeć.[/b] Moja menedżerka świetnie sobie radzi w niewdzięcznej roli bufora. Ja jestem spokojna, jestem z rodziną. Gorzej, że wielu innych muzyków ulega. A ja? Skończymy ten wywiad i pojadę do domu. Kupiłam zajebisty boczek i schab. Będę piec. Odbiorę syna z przedszkola, zajdziemy do warzywniaka po świeże jabłuszka. [b]Dobrze pani zarabia w telewizji?[/b] Jestem zadowolona, bo w ogóle cieszę się z tego, co dostaję. Zawsze traktowałam pieniądze jak gorące kartofle. Kasę zarobioną z O.N.A. rozwaliłam. Jedyne, co mi zostało, to masa książek. Był czas, kiedy miałam 20 zł w kieszeni. Nigdy do niczego nie pchnęła mnie myśl o płaceniu rachunków. A gdybym kiedyś miała duże pieniądze, chciałabym dla siebie dwóch rzeczy: potężnej biblioteki – takiej, jaką miał mój ukochany Stanisław Lem, i małej sali do tańca. Takiej z parkietem i lustrami. Mówiłabym: “Mamusia idzie tańczyć!”, i zamykałabym się z muzyką. W dzieciństwie chciałam być Michaelem Jacksonem w białych skarpetach, ciągle tańczyłam i darłam się na cały blok. Teraz znowu mogę się bawić. Bo na długi czas zakazałam sobie cieszenia się. W rock’n’rollu trzeba być nihilistą, kontestatorem zastałej rzeczywistości, mówić: “Nie, to mi się nie podoba, nie chcę żyć”. A ja chcę żyć, k...! [b]Po tych pięciu latach z boku ma pani jeszcze jakichś przyjaciół muzyków?[/b] Moi przyjaciele to pan Andrzej i pani Wiesia z warzywniaka. I pan taksówkarz Jurek, który mnie wszędzie dowozi. Moje przyjaciółki to panie w banku, księgowe – ludzie pracy. Chłonę ich życie, bo w duchu uważam, że my, muzycy, jesteśmy darmozjadami. Mam siąść i gadać o piosence? Po co? Prawdziwe historie są gdzie indziej. Pan Andrzej i pani Wiesia zasuwają siedem dni w tygodniu, żeby kupić plazmowy telewizor. Kupili, i nie mają siły niczego obejrzeć. A ja mam telewizor z 1991 r. i szwedzki tapczan z komisu. Kiedy wracam z siatami ze sklepu, mijam wielki billboard z własną twarzą. [b]I co?[/b] I nagle sobie przypominam, że zapomniałam schabu. Największym ukoronowaniem mojej popularności jest to, że pani w sklepie mnie zna i lubi i sprzeda mi lepszy kawałek mięsa. [ramka][srodtytul]Agnieszka Chylińska (ur. 1976)[/srodtytul] [b]+ Wokalistka, autorka piosenek[/b] Jedna z najbardziej utalentowanych i kontrowersyjnych polskich piosenkarek. z rockową grupą o.n.a. nagrywała przebojowe albumy. jest laureatką Fryderyków i zdobywczynią Paszportu „Polityki”. Po rozpadzie o.n.a. stworzyła grupę Chylinska i wydała solowy album „Winna”. [/ramka] [b] [i][link=http://www.rp.pl/artykul/9145,381551_Chylinska_wywazyla_drzwi_.html]Recenzja płyty „Modern Rocking”[/link][/i][/b]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL