Sylwetki

Nie zmienią się podatki dochodowe

Ludwik Kotecki
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Rozmowa z Ludwikiem Koteckim, wiceministrem finansów
[b]RZ: Kiedy się dowiemy, jaki rząd ma plan obniżania deficytu finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB?[/b]
[b]Ludwik Kotecki:[/b] Pracujemy nad dwuletnim planem konsolidacji finansów publicznych i rozwoju. Będzie on zawierał katalog działań do zrealizowania w ciągu dwóch lat, reformujących finanse publiczne, poprawiających sprawność funkcjonowania państwa. [b]A konkretnie, jakie działania chcecie państwo zaproponować i przeprowadzić?[/b]
Mamy do czynienia z deficytem, który jest sporo wyższy niż ten wynikający z traktatu z Maastricht (poziom deficytu w wysokości 3 proc. PKB, który umożliwi wejście Polski do strefy euro – red.). Poza tym istnieje poważne zagrożenie przekroczenia progów ostrożnościowych przez relację długu publicznego do PKB. Dlatego powinien to być kompleksowy plan działań, a nie doraźny, jednorazowy. [b]Na przykład o jakich działaniach czy reformach mowa?[/b] Ten plan będzie pakietem działań, na które musi się zgodzić rząd i wtedy zostanie on przedstawiony. Będą one dotyczyły przede wszystkim strony wydatkowej budżetu i całego sektora. Ale także strony dochodowej. Jeśli chodzi o drugą, rozwojową część, to np. mamy zamiar przeprowadzić reformę szkolnictwa wyższego i nauki. [b]A co z reformą KRUS, dokończeniem reformy emerytalnej?[/b] W tym zakresie też mamy pewne propozycje i plany, ale one muszą zostać skonsultowane z koalicjantem. W sumie chcemy przedstawić szereg działań, różnych rozwiązań o większym i mniejszym ciężarze gatunkowym, jednak są one jeszcze przed konsultacjami wewnątrz rządu. [b]A co ze zmianami w podatkach?[/b] Zmian stawek podatkowych w zakresie podatku dochodowego nie przewidujemy, nie jest też rozważany powrót do poprzednich stawek składki rentowej. Nasze propozycje mają na celu usprawnienie poboru podatków i ich uproszczenie. Mają zwiększyć bazę podatkową i wyeliminować nieprawidłowości, zwiększyć ściągalność – to wszystko może przynieść dodatkowe dochody. Zresztą cały plan będzie też gotowym elementem aktualizacji programu konwergencji, którą przekażemy Komisji Europejskiej do 30 stycznia 2010 r. [b]Co znajdzie się w programie? Jakie deficyty finansów publicznych państwo przewidujecie na kolejne lata?[/b] Określenie konkretnych wielkości powinno uwzględniać efekty działań, które podejmiemy. Będą one zatem ustalone po uzgodnieniu ostatecznego zakresu pakietu działań. [wyimek]Ostatnie dane dotyczące produkcji przemysłowej nastrajają optymistycznie. Dzięki temu osiągniemy więcej z VAT i PIT [/wyimek] [b]Już w 2010 r. będą efekty?[/b] To zależy od działania, jego rodzaju, politycznego ciężaru itd. Dobrze byłoby, gdyby udało się określić deadline dla poszczególnych działań. Pewne efekty pojawią się już w przyszłym roku, ale główne w 2011 r. To 2011 rok jest tym, w którym przekroczenie przez relację długu publicznego do PKB progu 55 proc. bez działań konsolidujących finanse publiczne jest niemal pewne. [b]Państwo nie określacie poziomu deficytu, ale robią to ekonomiści. Wyliczyli, że w 2010 r. może on sięgnąć 8 proc. PKB.[/b] Oni oczywiście nie uwzględniają, ponieważ nie mogą, wszystkich elementów, a szczególnie tych, które dopiero się pojawią w planie konsolidacji. Nie uwzględniają także najnowszej notyfikacji fiskalnej – z tego samego powodu – jej wyniki EUROSTAT i GUS opublikują 22 października. Oczekuję, że w tym i przyszłym roku deficyt wyniesie ok. 6 – 7 proc. Jakościowo sytuacja się jednak zacznie poprawiać – w 2010 r. deficyt strukturalny, czyli taki, który uwzględnia lukę produktową i wahania cykliczne, już zacznie się obniżać. Za sytuację naszego deficytu strukturalnego należy winić niewykorzystanie „dobrych czasów”, czyli okresu wysokiego wzrostu gospodarczego lat 2004 – 2007, kiedy nie zrobiono nic, aby konsolidować finanse i obniżyć deficyt, za to ograniczono możliwości strony dochodowej sektora finansów publicznych. A wydatków nie zmniejszono, więc kiedy dobre czasy się skończyły, a przyszły złe, to deficyt zanurkował. Nominalny deficyt niestety ze względów cyklicznych się pogorszy w latach 2009 – 2010, jednak 8 proc. moim zdaniem jest zbyt pesymistyczne. Sądzę, że zatrzyma się on ok. 6 – 7 proc. PKB. W kolejnych latach będzie się jednak obniżał z trzech powodów: chcemy jak najszybciej przyjąć euro, mamy ustawę o finansach publicznych, która nakłada obowiązek zacieśniania fiskalnego, i w końcu wymaga tego od nas członkostwo w UE i pakt stabilności i wzrostu. [b]Czy pomoże to, że założenia makroekonomiczne na 2010 r. są bardzo konserwatywne?[/b] Jeśli scenariusz będzie inny, a my zakładamy, że może być jedynie bardziej optymistyczny, to z pewnością nam pomoże. Nie powtórzy się sytuacja tegoroczna. Mamy większą pewność co do tendencji makroekonomicznych. Kryzys, jego skala i głębokość, był dla wszystkich zaskoczeniem. Co nie oznacza jednak, że minister finansów w kryzysie i przy wychodzeniu z niego nie musi być ostrożny. [b]W tym roku mieliśmy nowelizację ustawy budżetowej, rozumiem, że w przyszłym już na pewno takiej sytuacji nie będzie?[/b] W żadnym razie nie mówimy, że będzie gorzej z dochodami budżetowymi, niż zakładaliśmy, zresztą też ostrożnie, na etapie nowelizacji. Wydaje się, że dochody będą wyższe dzięki lepszej sytuacji makroekonomicznej. Ostatnie dane dotyczące produkcji przemysłowej nastrajają optymistycznie. Sądzę, że dzięki temu osiągniemy więcej z VAT i PIT. [b]Jeśli tak się stanie, to o tyle zostanie obniżony deficyt, czy może przekażecie wcześniejszą dotację do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych?[/b] Decyzje będą podejmowane w drugiej połowie grudnia, gdy już będzie wiadomo, jaka jest sytuacja w budżecie, jakie są możliwości. [b]Powiedział pan, że chcemy jak najszybciej przyjąć euro. Czemu?[/b] Na dziś oczywiście nie jestem jeszcze w stanie podać żadnych dat. Świat wciąż jest na etapie pokryzysowym. Nie ma jasnych średniookresowych perspektyw wzrostu gospodarczego w Polsce i w UE, w tym perspektyw wypełnienia kryteriów z Maastricht. Zmienność złotego się obniża, ale ciągle jest duża, a więc nie są spełnione nasze warunki wejścia do systemu ERM 2. A musimy w nim być dwa lata i dopiero po tym okresie będziemy poddani ocenie przez KE, EBC i ECOFIN. Plan konsolidacji jest więc także instrumentem odzyskiwania zaufania i zakotwiczenia tego zaufania. A to jest ten towar, którego niedobór w okresie globalnego kryzysu był najbardziej dolegliwy i kosztowny. [b]Ale prace trwają?[/b] Lada moment wejdzie w życie rozporządzenie powołujące narodową strukturę do spraw wprowadzenia euro, która będzie przygotowywać nasz kraj w wielu obszarach do wejścia do unii walutowej. Realizacja tych zadań będzie się odbywać w różnym tempie, bo, przykładowo, zespół do spraw wprowadzenia monet i banknotów do obiegu nie będzie jeszcze miał specjalnych zadań, za to zespół do spraw komunikacji zacznie prace już od zaraz, bo chcemy jak najszybciej stworzyć strategię informacji o euro. Chcemy, aby taka strategia była gotowa w przyszłym roku, oczekujemy tu zresztą wsparcia ze strony KE. [b]Wprowadzenie euro tak szybko, jak się da. Czy realnie oznacza to zamianę złotego na euro przed 2015 rokiem?[/b] Jeśli założymy, że w 2012 obniżymy, zgodnie z rekomendacją Rady ECOFIN, deficyt do wymaganych 3 proc. PKB, co jest założeniem warunkowym, w 2013 r. dostaniemy ocenę gotowości, a wtedy w 2014 r. moglibyśmy już mieć euro. Oczywiście wcześniej powinniśmy wejść do przedsionka, czyli ERM 2, na ok. dwa lata. Ale to tylko założenie. Warunkiem jest oczywiście zmniejszenie deficytu. I to jest najważniejsze zadanie na najbliższy okres.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL