fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Listy do "Rzeczpospolitej": "Kto rządzi polską armią"

Publikacja "Kto rządzi polską armią" ("Rz", 9 września 2009 r.) to kolejna próba dzielenia Sił Zbrojnych RP i konfrontowania ze sobą wysokich rangą dowódców
Pogląd, iż armia dzieli się na oderwanych od rzeczywistości sztabowych biurokratów i gotowych do najwyższych poświęceń żołnierzy bojowych jednostek liniowych, jest z gruntu fałszywy.
Jeżeli ktokolwiek w żołnierskich szeregach taki pogląd głosi, świadczy to wyłącznie o jego zawodowej niedojrzałości. Mówiłem wielokrotnie, powiem raz jeszcze – wojsko to my wszyscy, od szeregowego do generała. Lotnicy, marynarze, żołnierze wojsk lądowych i specjalnych. Każdy z nas ma swoje miejsce w szyku, każdy ma do spełnienia określoną rolę i zadanie. Jeden na polu walki, za sterem samolotu, okrętu, czołgu czy transportera. Inny w sztabie, przy mapie czy za biurkiem. Wszyscy ci żołnierze są dla sprawności naszej armii tak samo ważni i potrzebni. O wartości armii decyduje zarówno żołnierz walczący w Afganistanie, jak i wojskowy planista programujący przyszłość Sił Zbrojnych i tworzący koncepcje ich dalszego rozwoju.
Nie zgadzam się również z przedstawionym w artykule określeniem kadry Sztabu Generalnego WP jako tzw. betonu. Taki pogląd niezasłużenie krzywdzi doskonałych, oddanych służbie żołnierzy. Znakomita większość oficerów Sztabu Generalnego to ludzie, którzy świetnie rozumieją współczesne pole walki. Są absolwentami renomowanych zagranicznych uczelni wojskowych, mają bogate doświadczenie dowódcze zarówno ze służby w strukturach sojuszu, jak i bojowe z misji w Iraku i Afganistanie (np. generałowie Gocuł, Biziewski czy Grabowski).
Bariera między Sztabem Generalnym a jednostkami liniowymi to fikcja literacka i absurd. Od reformy Sztabu Generalnego w 2007 r. mamy stały przepływ kadry kierowniczej przez tę instytucję. Co więcej, odbywa się on w obie strony. Dlatego coraz częściej najzdolniejsi oficerowie zajmują naprzemiennie stanowiska liniowe i sztabowe.
Służba w Sztabie Generalnym daje gwarancję sukcesu w dalszej karierze dowódczej i liniowej. Przykłady? W niedawnym czasie gen. dyw. Marek Tomaszycki przeszedł ze stanowiska szefa Zarządu Szkolenia P7 SG WP na dowódcę 12. Dywizji Zmechanizowanej, a gen. dyw. Mirosław Różański ze stanowiska zastępcy szefa Zarządu Planowania Strategicznego P5 na dowódcę 11. Dywizji Kawalerii Pancernej. Warto zaznaczyć, że obydwaj generałowie służbę w Sztabie Generalnym rozpoczęli po powrocie z bojowych misji w Iraku i Afganistanie, a wcześniej doskonale sprawdzili się w linii na stanowiskach dowódców brygad. Generał dywizji Bogusław Samol, dotychczasowy szef Zarządu Planowania Rzeczowego P8, obejmuje właśnie dowództwo 16. Dywizji Zmechanizowanej. Poprzedni dowódca dywizji gen. dyw. Wiesław Michnowicz od kilku tygodni z powodzeniem kieruje Zarządem Szkolenia P7 w Sztabie Generalnym.
Szkoda, że nikt nie pyta tych oficerów, co sądzą o sztabowym "betonie". Jestem przekonany, że ich pogląd w tej sprawie nie pozwoliłby na sformułowanie tak karkołomnego przesłania, jakie zostało zawarte w artykule "Kto rządzi polską armią".
[i]gen. Franciszek Gągor, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA