Historia

Norwegia na celowniku Niemców i aliantów

Pociąg z rudą żelaza na linii Kiruna – Narwik, 1906 r.
Archiwum „Mówią wieki”
5 października 1939 roku pod Kockiem dogasała ostatnia bitwa kampanii wrześniowej. 6 października prawie 17 tys. żołnierzy Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Kleeberga złożyło broń.
Idącym do niewoli Polakom nawet przez myśl nie przeszło, że następne strzały, jakie polskie oddziały oddadzą do Niemców, padną za kołem polarnym – w dalekiej Norwegii. Hitler triumfował. W efekcie pięciotygodniowej kampanii armia polska została rozbita, rząd zmuszony do ucieczki za granicę, a uzgodniony z Sowietami obszar kraju znalazł się pod niemiecką okupacją. Wschodnia flanka Trzeciej Rzeszy została zabezpieczona. Niemcy mogły się teraz spokojnie przygotowywać do rozprawy z najgroźniejszym przeciwnikiem na Zachodzie – Francją.
Już 9 października Hitler dyrektywą nr 6 nakazał przygotowanie planu uderzenia na Zachodzie. Tak narodził się Fall Gelb (Plan Żółty). Atak wyznaczono na 12 listopada. Jednak z różnych powodów (logistycznych, ekonomicznych, pogodowych) plan ten był wielokrotnie modyfikowany, a termin jego realizacji przekładany. W tym samym czasie pojawiła się koncepcja ataku na Skandynawię. 10 października 1939 roku dowódca naczelny Kriegsmarine adm. Erich Raeder przedstawił Hitlerowi raport obrazujący strategiczne znaczenie Norwegii. Raport ten powstał dzięki analizom admirałów Rolfa Carsa i Karla Dönitza. Nie bez znaczenia dla wniosków w nim zawartych była publikacja wiceadmirała Wolfganga Wegenera, który w 1928 roku zanalizował przyczyny klęski floty niemieckiej w pierwszej wojnie światowej. Według autora zajęcie portów duńskich i norweskich umożliwiłoby flocie niemieckiej zakrojone na szeroką skalę działania na północnym Atlantyku, a tak została ona zmuszona do działań obronnych na małym akwenie Morza Północnego, co doprowadziło do klęski. Dzięki raportowi Raedera Hitler dostrzegł korzyści wynikające z zajęcia Norwegii. A były one znaczące.
Niemiecki przemysł zbrojeniowy potrzebował stali, co zmuszało Niemcy do importu olbrzymich ilości rudy żelaza. Jednym z głównych jej dostarczycieli było szwedzkie zagłębie w Kirunie. Wydobywaną tam rudę transportowano do bałtyckiego portu Lulea i stąd statkami do portów niemieckich. Jednak Lulea była portem sezonowym. Zimą ruda była dostarczana koleją do niezamarzającego norweskiego portu w Narwiku i przewożona do Niemiec statkami płynącymi po norweskich i szwedzkich wodach terytorialnych. Alianci nie mogli przeciwdziałać tym dostawom bez naruszania prawa międzynarodowego. Dla Niemców istotne było, jak długo sojusznicy zamierzali respektować to prawo. Ponadto zajęcie Norwegii oddawało do dyspozycji Niemców łatwe do obrony porty, z których mogły operować okręty Kriegsmarine, oraz lotniska, z których Luftwaffe mogła atakować zarówno aliancką żeglugę na Morzu Północnym i Norweskim, jak iwschodnie rejony Wielkiej Brytanii. Opanowanie zaś Danii oddawało w ręce Niemców kontrolę nad cieśninami duńskimi, co zabezpieczało dostęp do Bałtyku. Ze znaczenia Skandynawii zdawali sobie sprawę również alianci. Jeszcze we wrześniu 1939 roku Winston Churchill, wówczas pierwszy lord admiralicji, postulował wysłanie na Bałtyk silnej eskadry okrętów w celu dezorganizacji dostaw ze Szwecji do Niemiec (operacja „Catherine”). Choć jego projekt nie zyskał akceptacji, groźba takiej akcji była dla Niemców całkiem realna. Cały czas trwała ofensywa dyplomatyczna na Oslo i Sztokholm mająca wymusić na tych krajach przerwanie dostaw dla Niemców. Sytuację skomplikował wybuch 30 listopada 1939 roku wojny sowiecko-fińskiej. Alianci postanowili wykorzystać ten konflikt jako pretekst do wysłania silnego korpusu ekspedycyjnego. Oficjalnie miał on wspierać Finów, jednak jego podstawowym celem było zajęcie północnej Norwegii oraz kontrola nad Narwikiem i Kiruną, co odcięłoby Trzecią Rzeszę od surowców. Gwałtowny sprzeciw Norwegii i Szwecji, opieszałość w planowaniu i niezdecydowanie aliantów oraz sceptycyzm Finów i zawarty z Sowietami rozejm sprawiły, że plan spalił na panewce. Alianci przygotowali dwie kolejne operacje mające zabezpieczyć ich interesy w Skandynawii. Operacja „Wilfred” polegała na zaminowaniu (bez pytania o zgodę Norwegów) części szlaków żeglugowych na norweskich wodach terytorialnych. Miała się rozpocząć 5 kwietnia 1940 roku, ale ze względów organizacyjnych przełożono ją na 8 kwietnia. Jak się później okazało, była to bardzo szczęśliwa decyzja dla Niemców. Natomiast plan o kryptonimie „R4” zakładał wysadzenie kilku batalionów piechoty w Narwiku, Stavanger, Bergen i Trondheim. Miał być realizowany, gdyby Niemcy usiłowali zająć Norwegię. [srodtytul]Śmiały plan gen. von Falkenhorsta[/srodtytul] Mimo ewidentnych korzyści Hitler nie od razu poparł koncepcję zajęcia Danii i Norwegii. Cały potencjał Rzeszy został nakierowany na przygotowania do ataku na Francję. Poniesione w Polsce spore straty w ludziach, sprzęcie, wyposażeniu, materiałach pędnych i amunicji wymagały uzupełnienia. Do tego, że zmienił zdanie, przyczyniła się dyplomatyczna i militarna aktywność aliantów w Skandynawii, co stwarzało realną groźbę odcięcia Rzeszy od dostaw ze Szwecji. Hitlera przekonał też sposób, w jaki kraje te miały zostać podbite, oraz wsparcie norweskich faszystów. Ich przywódca Vidkun Quisling był majorem rezerwy armii norweskiej. W latach 1931 – 1933 pełnił funkcję ministra wojny w rządzie. Zafascynowany faszyzmem w maju 1933 założył partię Nasjonal Samling (Narodowa Jedność), która jednak nie uzyskała szerszego poparcia w społeczeństwie. Mimo to Quisling podróżował do Niemiec, gdzie przedstawiał swoją ideę dokonania puczu wojskowego z pomocą Rzeszy. W grudniu 1939 spotkał się z generałami Keitlem i Jodlem, a następnie z samym Hitlerem. Z początku Niemcy sceptycznie podchodzili do planów i możliwości Quislinga, ale zaczęli wspomagać finansowo jego partię. [srodtytul]12 grudnia 1939 roku, po wizycie [/srodtytul] Quislinga, Hitler zlecił przygotowanie raportu na temat możliwości ataku na Norwegię. Prace nad nim przyspieszyły po wybuchu wojny sowiecko-fińskiej i doniesieniach niemieckiego wywiadu o alianckich przygotowaniach do interwencji. Pod koniec stycznia plan otrzymał kryptonim „Weserübung” (Manewry nad Wezerą), a 21 lutego Hitler wezwał do siebie gen. Nikolausa von Falkenhorsta, któremu zlecił przedstawienie założeń inwazji na Norwegię. Wybór Falkenhorsta nie był przypadkowy – w 1918 roku był on szefem sztabu gen. Rudigera von der Goltza, dowódcy niemieckiego korpusu ekspedycyjnego w Finlandii. Falkenhorst orientował się w skandynawskich realiach i miał doświadczenie związane z operacjami desantowymi. Szybko przygotował zarys planu, którego głównym założeniem było błyskawiczne opanowanie najważniejszych miast, portów i lotnisk Norwegii. Zakładał przeprowadzenie desantów morskich, w kilku miejscach wspieranych desantami spadochronowymi. Uwzględniono też aktywną pomoc quislingowców. Plan Falkenhorsta bardzo się Hitlerowi spodobał: zakładał uderzenie z zaskoczenia i szybkie rozstrzygnięcie przy użyciu stosunkowo niewielkich sił lądowych. Jeszcze tego samego dnia mianował Falkenhorsta głównodowodzącym wojsk lądowych w tej operacji. Początkowo termin inwazji wyznaczono na drugą połowę marca, jednak ze względu na warunki pogodowe ostatecznie miała się ona rozpocząć 9 kwietnia o godz. 5.15. [srodtytul]Inwazja na Danię[/srodtytul] Do uderzenia na Danię Niemcy przeznaczyli dowodzony przez gen. Leonharda Kaupischa XXXI Korpus Armijny w składzie: 170. Dywizja Piechoty, 198. DP, 11. Brygada Strzelców, trzy bataliony ckm, dwie baterie armat 105 mm, 40. Batalion Pancerny, trzy pociągi pancerne oraz kilka innych pododdziałów. Korpus miały wspierać jednostki Luftwaffe (w tym kompanię spadochroniarzy) i Kriegsmarine. 9 kwietnia o godz. 4.15 czasu lokalnego niemieckie oddziały w kilku miejscach przekroczyły granicę duńską. Doszło do wymiany ognia z jednostkami pogranicznymi, które szybko się wycofały lub poddały, odcięte przez desant z morza. Duńczycy mieli dwie dywizje piechoty (1. „Zealand” i 2. „Jutland”), ale tylko nieliczne pododdziały były w stanie stawić zorganizowany opór, ostrzeliwując jadące głównymi drogami kolumny niemieckie. Niemcy stracili kilka samochodów pancernych i motocykli, jednak nie mogło to ich zatrzymać. Poważniejszy opór napotkali w koszarach w Haderslev, gdzie Duńczycy uszkodzili cztery niemieckie czołgi, oraz w S?elsted, gdzie dopiero atak lotnictwa zmusił obrońców do wycofania się. Niemieccy spadochroniarze zrzuceni z samolotów zajęli ważny most Storstr?m, fort na wyspie Masneg? i lotnisko w Aalborgu. Nieliczne duńskie lotnictwo zostało zniszczone na ziemi przez samoloty niemieckie. Ok. godz. 4.50 do portu w Kopenhadze wpłynął stawiacz min „Hansestadt Danzig” wraz z kilkoma mniejszymi okrętami. Wysadzono na ląd batalion piechoty ze 198. Dywizji. Żołnierze bez strzału opanowali cytadelę, w której mieściła się Kwatera Główna armii duńskiej, i ruszyli na pałac Amalienborg – siedzibę rodziny królewskiej. Tu doszło do kolejnych starć, tym razem z Gwardią Królewską, która zatrzymała niemiecki atak. Król Chrystian X po krótkiej naradzie z rządem i dowództwem armii, obawiając się niszczącego nalotu Luftwaffe na Kopenhagę, podjął decyzję o kapitulacji. Kampania w Danii dobiegła końca. Trwała zaledwie kilka godzin i była wojną błyskawiczną w dosłownym znaczeniu. Duńczycy stracili 16 zabitych i 20 rannych. Straty niemieckie to kilkanaście samochodów pancernych i motocykli, cztery uszkodzone czołgi i jeden zestrzelony bombowiec He-111. Strat w ludziach Niemcy nie podali. [srodtytul]Desant na Norwegię[/srodtytul] Do ataku na Norwegię wyznaczono XXI Korpus Armijny w składzie: 69., 163., 181., 196. i 214. DP, 2. i 3. Dywizja Górska, kompania czołgów, 730. Batalion Artylerii Ciężkiej oraz 1. Pułk Spadochronowy (bez 4. kompanii). Luftwaffe wystawiła 290 bombowców, 40 bombowców nurkujących, 30 myśliwców, 70 ciężkich myśliwców, 40 samolotów rozpoznawczych, 30 wodnosamolotów oraz 580 maszyn transportowych, natomiast Kriegsmarine prawie wszystkie większe okręty. Siły inwazyjne podzielono na sześć grup: Grupę I stanowiły pancerniki „Scharnhorst” i „Gneisenau”, dziesięć niszczycieli oraz 2 tys. strzelców górskich z 3. dywizji. Jej celem był Narwik, który po szybkim zatopieniu dwóch norweskich pancerników obrony wybrzeża „Eidsvold” i „Norge” został zajęty bez walki. Norweski garnizon dowodzony przez quislingowca płk. Konrada Sundlo nie stawił oporu. Większość żołnierzy dostała się do niewoli, część zaś wycofała się w okoliczne góry. Do Grupy II przydzielono ciężki krążownik „Admiral Hipper”, cztery niszczyciele i 1700 piechurów z 69. dywizji. Cel – Trondheim. Desant z okrętów przebiegł bez przeszkód i Niemcy szybko opanowali wyznaczone obiekty. Zaskoczeni Norwegowie prawie nie stawiali oporu. Grupę III (lekkie krążowniki „Köln” i „Königsberg”, okręt szkolny „Bremse”, kilka jednostek pomocniczych i 1900 żołnierzy na pokładach) posłano do Bergen. Niemcy próbowali fortelu – „Köln” na wezwanie Norwegów podał się za brytyjski krążownik „Cairo”. Jednak baterie nadbrzeżne nie dały się zwieść i otworzyły ogień, poważnie uszkadzając „Königsberg”. Po wysadzeniu piechoty szybko zajęto port i miasto. Grupa IV (krążownik lekki „Karlsruhe”, trzy trałowce, kilka okrętów pomocniczych i transportowców z 1100 żołnierzami z 196. dywizji wyruszyła do Kristiansand i Arendal. Baterie nadbrzeżne portu Kristiansand nie dały się zaskoczyć i stawiły zacięty opór, uszkadzając „Karlsruhe”. Dopiero nalot Luftwaffe wyeliminował je z walki. Wysadzona na brzeg piechota do wieczora oczyściła rejon z jednostek norweskich. Arendal zajęto bez walki. Silna Grupa V (pancernik kieszonkowy „Lützow”, krążownik ciężki „Blücher”, krążownik lekki „Emden”, kilka mniejszych okrętów i statków oraz 2 tys. piechoty ze 163. DP) miała zająć Oslo. Zespół niemiecki został w Oslofjordzie ostrzelany prze patrolowiec norweski i baterie nadbrzeżne, których ogień uszkodził „Blüchera” i „Lützowa”. Stacjonarna wyrzutnia torped z wyspy Nord-Kaholm trafiła „Blüchera” dwoma (jeszcze austro-węgierskimi!) torpedami. Okręt wkrótce zatonął. Dzielny opór Norwegów opóźnił desant niemiecki, co umożliwiło ewakuację z Oslo rządu i rodziny królewskiej. Natomiast Grupa VI (cztery trałowce i batalion piechoty) bez walki zajęła Egersund. Oprócz desantów morskich Niemcy na szerszą skalę zastosowali desanty spadochronowe. Tym sposobem zdobyli lotniska Kjeller pod Oslo i Sola pod Stavanger. Wkrótce lądowały na nich transportowe Ju-52 z wojskiem. Lotnisko Fornebu pod Oslo opanowały bojówki quislingowców. 9 kwietnia Niemcy osiągnęli wszystkie wyznaczone przez plan „Weserübung” cele. [srodtytul]Kontrakcja Brytyjczyków[/srodtytul] Już 1 kwietnia wywiad brytyjski otrzymał pierwsze informacje o koncentracji wojsk i nasileniu ruchu statków i okrętów w niemieckich portach. Między 5 a 7 kwietnia informacje te potwierdziło rozpoznanie lotnicze, które wykryło niemieckie konwoje płynące na północ. Admiralicja podchodziła do tych meldunków sceptycznie, ale wysłała na Morze Norweskie kilka własnych zespołów. Nie zdecydowano się jednak na uruchomienie planu „R4”, mimo mocnych przesłanek, że celem Niemców jest Norwegia. Dopiero samotna walka niszczyciela „Glowworm” (zatonął, ale wcześniej uszkodził krążownik „Admiral Hipper”), który natknął się na okręty niemieckich grup inwazyjnych I i II oraz zatopienie przez polski okręt podwodny „Orzeł” płynącego z wojskiem do Bergen transportowca „Rio de Janeiro” uświadomiły premierowi Chamberlainowi powagę sytuacji. Było już jednak za późno – zaprzepaszczono możliwość wysadzenia wojsk w Norwegii przed Niemcami. Na norweskich wodach przybrzeżnych doszło do kilku starć okrętów Kriegsmarine i Royal Navy wspieranej przez lotnictwo. W ich wyniku uszkodzone zostały, oprócz „Admirala Hippera” m.in. „Gneisenau” i „Lützow”, a zatopione „Karlsruhe” i „Königsberg”. Przechwycono również lub zatopiono kilka statków ze sprzętem i zaopatrzeniem. Między 10 a 12 kwietnia Royal Navy dwukrotnie zaatakowała niemieckie niszczyciele w fiordach koło Narwiku, zatapiając wszystkie. Akcja okrętów brytyjskich z pancernikiem „Warspite” na czele spowodowała, że wśród niemieckich oddziałów inwazyjnych wybuchła panika. Ostrzeliwani ogniem dział okrętowych żołnierze gen. Eduarda Dietla chaotycznie wycofywali się z portu i miasta. Jednak dowódca brytyjski adm. William Whitworth nie wykorzystali tej okazji do wysadzenia desantu i zajęcia miasta. Po ostrzelaniu portu zespół brytyjski wycofał się, a Narwik pozostał w rękach zdziwionych Niemców. [srodtytul]Nieudana próba odbicia Trondheim[/srodtytul] Po zajęciu strategicznych punktów w Norwegii Niemcy 10 kwietnia przystąpili do ofensywy. Spodziewając się desantów alianckich, starali się rozbić walczące jeszcze jednostki norweskie oraz opanować wybrzeże. Oddziały pozostające pod komendą naczelnego wodza armii norweskiej gen. Ottona Rugego znalazły się trudnej sytuacji. Część złożyła broń, część przeszła do Szwecji i tylko nieliczne podjęły nierówną walkę, cofając się ku Trondheim i licząc na szybkie lądowanie aliantów. Sztab sojuszniczy (tak samo jak Niemcy) dostrzegał strategiczne znaczenie rejonu Trondheim dla działań prowadzonych zarówno w południowej, jak i północnej Norwegii. Szybko opracowano plan koncentrycznego ataku na to miasto. Polegał on na wysadzeniu desantów w dwóch miejscach – na północ od Trondheim w Namsos i na południe od niego w Ändalsnes. 17 – 19 kwietnia w Namsos wylądowały siły zwane Mauriceforce. Były to 146. Brygada Piechoty i 5. Półbrygada Strzelców Alpejskich. Dowodził doświadczony brytyjski generał Adrian Carton de Wiart (mocno związany z Polską – po pierwszej wojnie światowej był szefem brytyjskiej misji wojskowej, a następnie do 1939 roku mieszkał w podarowanym przez Karola Radziwiłła majątku Prostyń na Polesiu). Niemcy odpowiedzieli huraganowymi nalotami lotniczymi, niszcząc port i miasto. Z kolei pod Ändalsnes wylądowało zgrupowanie o nazwie „Sickleforce” pod dowództwem gen. Bernarda Pageta (148. Brygada Piechoty i kilka jednostek pomocniczych). Oba zgrupowania ruszyły na Trondheim, łącząc się z oddziałami norweskimi. Wkrótce doszło do starć z Niemcami z grupy bojowej gen. Richarda Pellengahra ze 196. DP. Zmotoryzowane oddziały niemieckie, wsparte czołgami, artylerią i lotnictwem, zadały sojusznikom poważne straty i zmusiły ich do odwrotu. Sytuacji oddziałów alianckich nie poprawiło wsparcie lotnicze z lotniskowców „Glorious” i „Ark Royal” ani wzmocnienie sił 15. Brygadą Piechoty. W tej sytuacji dowództwo alianckie 27 kwietnia zarządziło ewakuację. Norwegów powiadomiono o tym w ostatniej chwili. Pozbawione wsparcia i nadziei oddziały norweskie w kolejnych dniach masowo składały broń. Załadunek wykrwawionych sił ekspedycyjnych na okręty odbywał się 1 – 3 maja pod bombami Luftwaffe. W wyniku nalotów alianci stracili francuski niszczyciel „Bison” i brytyjski „Afridi”. W tym samym czasie na pokładzie krążownika „Glasgow” ewakuowano do Tromsö króla Norwegii Haakona VII oraz członków rządu (później udali się na emigrację i kierowali walką narodu norweskiego z Wielkiej Brytanii). Działania zmierzające do odbicia Trondheim zakończyły się porażką. [srodtytul]Pat w rejonie Narwiku[/srodtytul] Po utracie okrętów położenie Niemców w dalekim Narwiku było trudne: na morzu panowała Royal Navy, a w okolicy operowały oddziały norweskie z 6. DP gen. Carla Fleischera. Kluczowe znaczenie dla żołnierzy gen. Dietla miało zapewnienie zaopatrzenia i wzmocnienie skromnych sił. Na szczęście dla Niemców była jeszcze Luftwaffe. Dzięki zaimprowizowanym lotniskom polowym i zrzutom spadochronowym amunicja i żywność zaczęły regularnie docierać. Gen. Dietl kilkoma ofensywnymi akcjami przeciwko Norwegom poszerzył swój przyczółek, co umożliwiło otrzymywanie zaopatrzenia również koleją przez Szwecję. Pod koniec kwietnia Niemcy zajmowali obszar oparty o półwysep Ankenes, miejscowości Narwik, Bjerkvik, Gratangen, Lapphaugen oraz granicę norwesko-szwedzką. Ich siły składały się z 139. Pułku Strzelców Górskich, zrzuconego na spadochronach batalionu ze 137. Pułku SG oraz z improwizowanych oddziałów uzbrojonych marynarzy z zatopionych okrętów. Było to ok. 4,5 tys. żołnierzy wspartych skromną artylerią. Niemniej niemieccy strzelcy górscy byli świetnie wyszkoleni do działań w takim terenie, ich oddziały były silnie nasycone bronią maszynową i moździerzami, mogły też liczyć na wsparcie lotnictwa. Tymczasem alianci skierowali w rejon Narwiku wojska lądowe. 11 kwietnia angielskie porty opuścił konwój „NP-1” wiozący 24. Brygadę Gwardii i 146. Brygadę Piechoty (wśród transportowców były dwa polskie statki „Batory” i „Chrobry”). Dowódcą naczelnym tych sił został adm. William Boyle. Jednak dowództwo alianckie postanowiło przerzucić 146. brygadę do działań w rejonie Trondheim. Do Narwiku popłynęła tylko brygada gwardii. Między 15 a 18 kwietnia nękani przez Luftwaffe Brytyjczycy wyładowali się w Harstad na wyspie Hinnöy. Stąd mieli wspólnie z Norwegami podjąć działania przeciwko Niemcom. Jednak głównodowodzący siłami lądowymi gen. Pierse Mackesy nie przejawiał inicjatywy, ograniczając się do rozpoznawania pozycji przeciwnika i czekania na posiłki. Dopiero 24 kwietnia zarządzono ostrzał pozycji niemieckich z okrętów. Norwegowie podjęli próbę wyrzucenia Niemców z miejscowości Lapphaugen, ale ich natarcie zostało odparte. Kunktatorstwo gen. Mackesy’ego wywołało niezadowolenie w sztabie i 27 kwietnia zmienił go gen. Claude Auchinleck. [srodtytul]Przybywają Podhalańczycy[/srodtytul] 24 kwietnia z Brestu wypłynęła Samodzielna Brygada Strzelców Podhalańskich. Jednostkę tę utworzono decyzją naczelnego wodza WP gen. Sikorskiego 15 stycznia 1940 roku. Początkowo miała zostać wysłana do Finlandii. Nazwą nawiązywała do tradycji pułków podhalańskich przedwojennej armii. Jednak poza nią i etatem francuskich strzelców alpejskich z klasycznymi jednostkami górskimi nie miała nic wspólnego. Kadra oficerska w większości miała za sobą doświadczenia Września’39, żołnierze natomiast rekrutowali się głównie spośród francuskiej, belgijskiej i holenderskiej Polonii. Brygada składała się z dwóch półbrygad (odpowiedniki pułków) po dwa bataliony strzelców każda. Liczyła 4778 żołnierzy, a jej dowódcą został płk Zygmunt Bohusz-Szyszko (w kampanii wrześniowej dowodził 16. DP). SBSP wraz z 27. Półbrygadą Strzelców Alpejskich i 13. Półbrygadą Legii Cudzoziemskiej miały tworzyć 1. Dywizję Lekką Strzelców gen. Marie Béthouarta. Jako pierwsza 28 kwietnia w rejon operacji przybyła 27. półbrygada. Zajęła kilka miejscowości, nawiązując kontakt bojowy z patrolami niemieckimi. Siły alianckie powoli spychały wysunięte pododdziały Niemców. Zajęto Ballangen i H?kvik oraz utworzono przyczółki na półwyspach Ankenes i Öyjord. Od czasu do czasu okręty alianckie ostrzeliwały pozycje niemieckie. Ci odpowiadali ogniem artyleryjskim i atakami lotniczymi. 4 maja podczas niemieckiego nalotu trafiony dwiema bombami zatonął polski niszczyciel „Grom”. Alianci nadal nie podejmowali energicznych działań na lądzie, oczekując na kolejne posiłki i gen. Auchinlecka. 5 maja przybyła półbrygada Legii Cudzoziemskiej, a dwa dni później SBSK, pododdziały artylerii, a nawet kompania czołgów. Jednocześnie część 24. Brygady Gwardii przerzucono na południe, by wraz z jednostkami norweskimi opóźniała na odcinku Mo- sjöen – Mo – Bodö idącą Narwikowi z odsieczą silną grupę bojową (w trakcie tej akcji niemieckie samoloty zatopiły polski statek MS „Chrobry”). Po wykonaniu zadania siły te ewakuowano później z Bodö. [srodtytul]Rozkaz: zdobyć i się ewakuować [/srodtytul] 10 maja 1940 roku Niemcy uderzyły na Francję, Belgię i Holandię. Postawiło to jednostki alianckie walczące w Norwegii w bardzo niekorzystnym położeniu. Na kolejne posiłki trudno było liczyć. Mimo to po przybyciu 12 maja pod Narwik energicznego generała Auchinlecka alianci wreszcie przeszli do ofensywy. Jeszcze tej samej nocy dwa bataliony Legii Cudzoziemskiej pod osłoną ognia dział okrętowych wylądowały pod Bjerkvik i po krótkiej walce zdobyły miasto. Atak legionistów wspierał 2. baon SBSP, przeskrzydlając obrońców. Niemcy wycofali się z półwyspu Öyjord. Teraz alianci szykowali się do decydującego szturmu na Narwik: zbudowali lotnisko polowe, zapewniając sobie osłonę myśliwską z lotniskowca „Furious”. Niemcy również wzmacniali siły. Koleją ze Szwecji i drogą powietrzną (desanty spadochronowe) przybywały posiłki – doborowe oddziały spadochroniarzy i strzelców górskich. Siły niemieckie wzrosły do ok. 7 tys. ludzi. Wprawdzie sprzymierzeni mieli ok. 28 tys. żołnierzy, ale tylko część z nich mogła wziąć udział w natarciu. Przez kilka dni trwały lokalne starcia, gdyż alianci starali się zająć jak najlepsze pozycje wyjściowe. W związku z pogarszającą się sytuacją Francji 25 maja nadszedł rozkaz o rozpoczęciu operacji „Alphabet” – ewakuacji sił sojuszniczych z północnej Norwegii. Dowódcy alianccy postanowili wykonać ten rozkaz dopiero po zdobyciu Narwiku i odepchnięciu Niemców. 1. baon Legii i norweski batalion Hyldmo wylądowały na półwyspie narwickim, tu jednak ich atak załamał się w ogniu broni maszynowej i bomb lotniczych. Ustało też wsparcie artyleryjskie z okrętów, które musiały się bronić przed atakami z powietrza. W tym krytycznym momencie natarcia ruszył świeży 2. baon Legii, co doprowadziło do przełamania obrony niemieckiej. Zagrożeni odcięciem Niemcy rozpoczęli odwrót. Ok. godz. 17 Narwik został odbity. W tym czasie Polacy uderzyli z przyczółka Ankenes. 2. batalion nacierał na Ankenes i Nyborg, 1. baon zaś próbował odciąć Niemcom drogę odwrotu, uderzając na Beisfjord. 4. baon został w odwodzie (3. baon stanowił odwód dywizyjny w Ballangen). Natarcie 2. baonu szybko utknęło w ogniu Niemców, którzy lokalnie skutecznie kontratakowali. Wprowadzenie odwodu ustabilizowało sytuację. Kontynuowano natarcie, dochodząc częścią sił do wioski Nyborg. To skomplikowało sytuację Niemców, gdyż stąd można było trzymać pod ogniem jedyną drogę odwrotu z Narwiku. Nocą z 28 na 29 maja większość oddziałów niemieckich wycofała się z obu półwyspów w stronę granicy ze Szwecją. 29 maja ok. 5 rano 1. batalion zajął Beisfjord i napotkał patrole legionistów. Bitwa o Narwik dobiegła końca. [srodtytul]Polacy pokazali[/srodtytul] Śmiała i ryzykowna niemiecka operacja „Weserübung” zakończyła się powodzeniem. I chociaż nie wszystko poszło zgodnie z planem, Niemcy stosunkowo niewielkim kosztem zajęli dwa strategicznie ważne kraje. Dzięki temu zabezpieczyli dostęp do Bałtyku i dostawy surowców ze Szwecji, a także zyskali w Norwegii świetną bazę wypadową dla okrętów i samolotów. Była to też nauczka dla aliantów, którzy przekonali się, z jakiej klasy przeciwnikiem mają do czynienia i czego mogą się spodziewać w przyszłości. Obnażyła ich mankamenty: słabe przygotowanie bojowe oddziałów lądowych, opieszałość w podejmowaniu decyzji, kiepskie współdziałanie wojsk francuskich i brytyjskich. Mimo to propagandowo alianci wyszli z kampanii norweskiej z twarzą, zajmując Narwik. Dobrze spisała się Royal Navy, choć poniosła spore straty. Dla Polaków była to okazja do częściowego rewanżu za Wrzesień ’39. Marynarze polskich okrętów wojennych i statków handlowych udowodnili swoją wartość, z poświęceniem wykonując obowiązki. Wielu z nich zapłaciło najwyższą cenę. Żołnierze brygady podhalańskiej, choć słabo wyposażeni, bili się ofiarnie, realizując nałożone na nich zadania. O ich determinacji świadczą pozostawione na norweskiej ziemi żołnierskie mogiły. I choć musieli się wycofać z Narwiku, pokazali światu i Niemcom, że polski żołnierz broni złożyć nie zamierza.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL