fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Wojna na centymetry

Maszty brytyjskiej stacji radarowej, 1938 r.
Zbiory Autora, Archiwum „Mówią Wieki”
Dopiero po zdobyciu Francji Niemcy zorientowali się, że ich samoloty nie zaatakują Wysp Brytyjskich z zaskoczenia i nawet nie schowają się za chmurami, bo Brytyjczycy mają radar. Ku zaskoczeniu dowództwa Luftwaffe wysokie maszty rozmieszczone wzdłuż południowego wybrzeża wyspy okazały się antenami radarów, a nie radiostacji morskich. Radar wysyłał falę radiową, która – odbita od obiektu – wracała i z jej parametrów obliczane były kierunek, odległość, wysokość i prędkość śledzonego obiektu. Radar automatycznie rozpoznawał wrogie obiekty i śledził je. Używane w czasie wojny radary miały zasięg do 350 km. Najbardziej precyzyjne, te do kierowania ogniem artylerii, miały zasięg do 60 km.
W 1935 roku brytyjski fizyk Robert Watson-Watt przedstawił Komitetowi Obrony Powietrznej (Air Defense Subcommittee) pracę „Wykrywanie i lokalizowanie samolotów metodą radiową”. Jego szef Henry Tizard docenił wagę pomysłu i w tym samym roku zdobył 1 mln funtów na sfinansowanie prac. Pierwsze radary (radio aids for defence and recconaissance) pracowały na falach o długości 13,6 m. Do września 1939 roku Brytyjczycy kosztem 10 mln funtów uruchomili 20 stacji Chain Home (CH). Ówczesne radary przy dobrej pogodzie wykrywały samolot lecący na wysokości 3 tys. m w odległości do 150 km. Podczas deszczu zasięg zmniejszał się o połowę.
W 1937 roku na potrzeby obrony wybrzeża brytyjscy naukowcy opracowali radar Chain Home Low (CHL) pracujący na fali o długości 1,5 m, który wykrywał nisko lecące samoloty. Do 1941 roku wojsko zbudowało 11 stacji tych radarów. Ten model został przystosowany do potrzeb brytyjskiej marynarki wojennej. Prototypowy radar zlokalizował w maju 1941 roku „Bismarcka”.
Niemcom udało się na krótko zakłócić pracę CH, ale mimo to radar (Brytyjczycy nazywali go radiolokator) pozwolił na odparcie niemieckiego ataku w 1940 roku. Brytyjskie myśliwce czekały we właściwym miejscu na niemieckie bombowce. 15 września z 500 bombowców biorących udział w nalocie Niemcy stracili 185, przerzucili się więc na bombardowania nocne i z zaskoczeniem stwierdzili, że myśliwce nadal skutecznie atakują.
Po klęsce Francji Churchill udostępnił Amerykanom dane wszystkich tajnych prac (od radaru po silnik odrzutowy) w zamian za techniczną i przemysłową pomoc USA. Brytyjczycy przekazali naukowcom amerykańskim najważniejszą część radaru: magnetron – generator wysokiej mocy krótkich fal. Brytyjski prototyp wysyłał 10-centymetrowe fale o mocy 10 kW. To urządzenie zapowiadało rewolucję w budowie radarów. W tym czasie Amerykanie dysponowali jedynie prototypami urządzeń.
W październiku 1940 roku National Research Defense Committee stworzyło w Massachusetts Institute of Technology (MIT) cywilne Radiation Laboratory. Początkowo zatrudniało 48 osób, a pięć lat później – 3900, w tym ok. 20 procent najwybitniejszych w USA fizyków. Naukowcy Radiation Laboratory opracowali radary dla lotnictwa, artylerii przeciwlotniczej i marynarki wojennej. Rząd USA wydał na sprzęt i badania nad radarem 2,7 mld dolarów – więcej niż na bombę atomową. Postęp był spektakularny. Prototypowy amerykański radar 268 do kierowania artylerią przeciwlotniczą mieścił się w siedmiu ciężarówkach, jego następca – w na- czepie ciężarówki. Z tych badań powstał radar morski, dzięki któremu od jesieni 1942 roku wykryto ponad połowę
U-Bootów. W 1944 roku opracowane przez Amerykanów magnetrony miały moc 40 kW i wysyłały fale o długości 9 cm. Gdy Niemcy gorączkowo opracowywali metody zakłócania tych fal, sprzymierzeni przygotowali radar 3-centymetrowy.
W tych pracach brali udział także polscy naukowcy. W czasie wojny radarową antenę paraboliczną skonstruował inż. Jerzy Jędrychowski. Inż. Aleksander Woroncow opracował m.in. cewki magnetronów. W Polsce nad radarem przed wojną pracowali Janusz Groszkowski (1898 – 1984) i Stanisław Ryżka (1910 – 1974) w założonym w 1934 roku Przemysłowym Instytucie Telekomunikacji. Jeden z próbnych polskich radarów wpadł wraz z samolotem w 1939 roku w niemieckie ręce.
„Zostaliśmy zdystansowani na polu techniki” – powiedział admirał Dönitz po zatrzymaniu. Dodał, że Niemcy nie potrafili zbudować radaru pracującego na falach krótkich, który byłby konkurencyjny w stosunku do sprzętu anglo-amerykańskiego. Prezes British Radio Board sir Stafford Cripps po wojnie stwierdził, że „radar uniemożliwił Niemcom działanie z zaskoczenia. Jego znaczenie dla naszego zwycięstwa było większe niż bomby atomowej”.
[i]Robert Przybylski - dziennikarz „Rzeczpospolitej”, znawca historii gospodarczej i techniki[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA