fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Marley i ja ****

Piesek, któremu John daje ostatecznie na imię Marley, jest nie do opanowania. Kompletnie zdominowuje życie swoich właścicieli
Imperial CinePix
Małżeństwo dziennikarzy: John (Wilson) i Jennifer (Aniston) Groganowie są świeżo po ślubie. Właśnie przeprowadzili się z zimowej scenerii Michigan na słoneczną Florydę. A teraz planują następny krok – zastanawiają się nad posiadaniem dziecka.
John nie jest pewny, czy sprawdzi się jako ojciec, więc za radą przyjaciela z redakcji kupuje Jennifer małego labradora. Wspólne wychowywanie szczeniaka ma ich lepiej przygotować do roli rodziców. Jest tylko jeden problem. Piesek, któremu John daje ostatecznie na imię Marley, jest nie do opanowania. Kompletnie zdominowuje życie swoich właścicieli.
Na spacerach biega jak szalony, ciągnąc za sobą smycz i właściciela. W domu regularnie obgryza wszystkie meble i patroszy poduszki. Na dodatek jest łakomczuchem. Słowem – nie przypomina uczłowieczonych na siłę, disnejowskich psów. Ani zakochanego kundla, ani wyfiokowanej cziłały z Beverly Hills. Jest po prostu zwykłym, choć odrobinę nadpobudliwym, czworonogiem. Wiedzie typowo „pieskie” życie. I to jest w nim najbardziej ujmujące. Zaletą filmu Davida Frankela (m.in. „Diabeł ubiera się u Prady”) jest także to, że oprócz psikusów Marleya opowieść skupia się na losach Johna i jego żony. Frankel udanie łączy więc komedię obyczajową z kinem familijnym i dodaje do tego szczyptę dramatu.
Groganowie muszą wybierać między zawodowymi ambicjami a sprawami osobistymi, własnymi marzeniami a prozą życia. John pisze świetne felietony do lokalnej gazety, ale z zazdrością obserwuje, jak rozwija się kariera jego kolegi – reportera śledczego, który opisuje działanie karteli narkotykowych i zdobywa dzięki temu pracę w „The New York Times”. Jennifer poświęca się natomiast wychowaniu dzieci i porzuca karierę dziennikarki. Groganowie są szczęśliwi, ale mimo wszystko mają świadomość, że poświęcając się budowaniu rodziny, coś nieodwołalnie stracili. Ta nuta goryczy pojawiająca się w ciepłym i optymistycznym filmie Frankela przypomina widzowi, że życie jest także trudną sztuką dokonywania wyborów. Szkoda jedynie, że reżyser nie zachował wyczucia w finale, stawiając na nachalny sentymentalizm. [i]USA 2008, reż. David Frankel, wyk. Owen Wilson, Jennifer Aniston, Kathleen Turner[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA