Piłka nożna

Piotr R., koniec legendy

Piotr R. zostanie dziś przesłuchany i usłyszy zarzuty
Agencja Przeglad Sportowy, Marek Biczyk Marek Biczyk
Był twarzą Lecha Poznań i ekstraklasy, królem strzelców z 2007 roku i jednym z najbardziej lubianych piłkarzy. Wczoraj zniknął za drzwiami wrocławskiego aresztu.
Policjanci z Wrocławia przyjechali po R. rano, do jego poznańskiego mieszkania. W tym samym czasie zatrzymali też kuzyna R. – Przemysława E. Kiedyś działacza Lecha, poleconego do władz klubu przez R., a dzisiaj menedżera piłkarzy, znanego choćby z niedawnych prób sprzedania Sebastiana Przyrowskiego do Tottenhamu.
Przed południem obaj byli już we Wrocławiu – kilkadziesiąt godzin po ostatniej bramce R. dla Lecha, w sobotnim sparingu z GKP Gorzów, i kilkadziesiąt godzin przed wyjazdem poznańskiej drużyny na zgrupowanie. W środę rano piłkarze lidera ekstraklasy jadą do Berlina, a stamtąd do Turcji, przygotowywać się do meczów z Udinese w Pucharze UEFA. R. do nich nie dołączy. Władze Lecha zapowiedziały, że zawieszą go, jeśli usłyszy zarzuty, a usłyszy je na pewno. – Więcej niż jeden – mówi „Rz” Edward Zalewski z prokuratury we Wrocławiu. Przemysław E., menedżer kilku byłych lub obecnych piłkarzy Lecha (m. in. Dawida Kucharskiego, Marcina Zająca, Michała Golińskiego, Iljana Micanskiego, Zbigniewa Zakrzewskiego), usłyszał cztery zarzuty. Jego przesłuchanie zaczęło się już wczoraj. R. będzie składał zeznania dziś od 10, noc spędził w areszcie. Zarzuty dla niego mają dotyczyć sezonu 2003 – 2004, gdy R. był kapitanem Lecha, a E. menedżerem klubu. Więcej wrocławscy prokuratorzy nie chcą ujawnić. Podobnie jak w sprawie działacza o inicjałach K. D., który wczoraj sam zgłosił się do prokuratury i zaczął zeznawać. Usłyszał 26 zarzutów.
Najbardziej oczywisty trop prowadzi do meczu Lecha ze Świtem Nowy Dwór wiosną 2004 roku. Lech niespodziewanie przegrał wówczas w Nowym Dworze 0:1 (w pierwszym meczu u siebie wygrał 5:1), na ławce Świtu siedział trener Janusz Wójcik, zatrzymany w aferze korupcyjnej w październiku 2008. Ówczesny trener Lecha Czesław Michniewicz został w tamtym spotkaniu wyrzucony przez sędziego na trybuny. R. rozegrał w Nowym Dworze cały mecz, podobnie jak m.in. obrońca Zbigniew W., któremu prokuratura dwa miesiące temu postawiła trzy korupcyjne zarzuty. Ale może też chodzić o inny mecz z wiosny 2004, z Górnikiem Polkowice. Lech wygrał 2:0, a plotka mówi, że premię za zwycięstwo wypłacił Świt, rywalizujący z Górnikiem o utrzymanie. Czy dawne winy legendy Lecha doprowadzą do degradacji tego klubu? Władze Lecha są pewne, że nie. „Niezależnie od przyczyn zatrzymania Piotra R. KKS Lech Poznań nie jest następcą prawnym Stowarzyszenia WKP Lech Poznań i w związku z tym nie może ponosić żadnej odpowiedzialności dyscyplinarnej za czyny popełnione przez zawodników WKP Lech Poznań” – napisał zarząd w specjalnym oświadczeniu, wskazując, że dzisiejszy Lech jest następcą prawnym Amiki Wronki, z którą połączył się po sezonie 2005/2006, a nie WKP. – Lech jest w tej sprawie pokrzywdzony. Nasze dobre imię zostało narażone na szwank – komentuje sprawę R. prezes Arkadiusz Kasprzak. Gdyby R. zatrzymano rok temu, pewnie wielu osobom kochającym futbol zawaliłby się świat. Teraz to po prostu kolejny cios. Od marca 2008 przez areszt we Wrocławiu przewinęli się: najbardziej znany z młodych trenerów Dariusz W., były trener reprezentacji Janusz Wójcik i najlepszy polski sędzia Grzegorz G. Ale R. to mimo wszystko szczególny przypadek. Autentyczny bohater kibiców z Poznania – i nie tylko. Jeden z zaledwie 28 piłkarzy, którzy strzelili w polskiej lidze 100 i więcej goli (ze 108 jest na 19. miejscu) i 64, którzy rozegrali 300 i więcej meczów. Wychowanek Lecha, wszystkie mecze w ekstraklasie rozegrał w jego barwach (z czteroletnią przerwą na występy w Bundeslidze, pierwszej i drugiej). Był w klubie wówczas, gdy brakowało w nim pieniędzy na wszystko, dawał twarz kampaniom marketingowym Lecha, był kapitanem. Od kiedy do Poznania sprowadzono Hernana Rengifo, grał coraz rzadziej, dziś jest tylko rezerwowym, ale dla kibiców – wciąż nietykalnym. Sympatyczny, bezpretensjonalny, zawsze uśmiechnięty, chętny do wywiadów i pomocy, angażujący się w akcje charytatywne – takim jak on wybaczało się więcej. Był jak człowiek z teflonu, żadne oskarżenie nie przywarło do niego na dłużej. 11 lat temu sędzia Stanisław Żyjewski opowiedział, że R. groził mu na boisku połamaniem rąk i nóg, i straszył mafią, jeśli walczący o utrzymanie Lech przegra z Petrochemią Płock. Lech przegrał, a Żyjewskiemu niedługo później nieznani sprawcy próbowali podpalić dom. R. wszystkiemu zaprzeczał. Potem zarzucano mu jeszcze m.in. zbyt bliskie związki z „ludźmi z miasta” mającymi wpływy w Lechu, ale i te plotki szybko szły w zapomnienie. Jak będzie tym razem?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL