fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Zmiany skomplikują załatwianie formalności

Rzeczpospolita
Budujący na terenie pozbawionym planu nie będzie już musiał nawiązywać do sąsiedniej zabudowy. Wciąż niezbędna będzie jednak decyzja administracyjna
To pomysł Ministerstwa Infrastruktury zawarty w projekcie nowelizacji ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (trafił właśnie do konsultacji społecznych).
– Modelowi zagospodarowania przestrzennego daleko do doskonałości. Staramy się to zmienić – mówi Olgierd Dziekoński, wiceminister infrastruktury.
Projekt przewiduje, że budujący musi uzyskać zgodę urbanistyczną. Będą cztery jej rodzaje: miejscowy plan, zgłoszenie urbanistyczne, plan realizacyjny oraz decyzja celu publicznego.
– W najlepszej sytuacji będą właściciele nieruchomości objętych miejscowym planem. Wystarczy, że pójdą do starosty i zarejestrują budowę (rejestracja zastąpi pozwolenie na budowę) – ocenia Mariola Berdysz, dyrektor Fundacji Wszechnica Budowlana. – Gorzej będą mieli budujący na terenie bez planu.
Gminy przygotują najpierw standardy lokalne określające, jakiego typu zabudowa jest dopuszczalna. Jeśli tego nie zrobią, wyręczy je Ministerstwo Infrastruktury (opracuje standardy krajowe). Posłużą one następnie wójtom, burmistrzom i prezydentom miast do wydawania trzech różnych rodzajów zgód urbanistycznych. Osobie, która zamierza postawić dom jednorodzinny (do 350 mkw.) lub nieduży sklep albo punkt usługowy (do 1000 mkw.), będzie potrzebne zgłoszenie. W tym celu złoży wniosek, gmina go zarejestruje, a inwestorowi wyda decyzję zatwierdzającą zgłoszenie. Ma na to 30 dni.
Budujący nie będą się ubiegać – tak jak obecnie – o powszechnie krytykowaną decyzję ustalającą warunki zabudowy. Razem z nią zniknie kontrowersyjna zasada dobrego sąsiedztwa, która kazała nawiązywać do istniejącej w okolicy zabudowy. W praktyce bywało z tym różnie. Natomiast osoby, które planują duże przedsięwzięcie (np. osiedle mieszkaniowe), muszą opracować plan realizacyjny, a następnie uzyskać zatwierdzającą go decyzję administracyjną. Dla inwestycji o charakterze publicznym (np. oczyszczalnie ścieków) niezbędna jest decyzja celu publicznego.
Wzrośnie też rola studium. To w nim, a nie, jak obecnie, w planie gminy mają decydować, gdzie można budować lub uzupełniać zabudowę, a także odrolniać tereny pod inwestycje.
– Zastanawiam się, czy to zgodne z konstytucją – zauważa prof. Zygmunt Niewiadomski, kierownik Katedry Prawa Gospodarczego w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. – Studium ma charakter aktu polityki przestrzennej, a nie przepisu, tymczasem ma narzucać właścicielom sposób zagospodarowania działki. Można to robić tylko za pomocą przepisów.
Projekt posługuje się nowymi pojęciami, ale tak naprawdę niewiele zmienia, tylko jeszcze komplikuje obecną procedurę – ocenia mec. Bogdan Dąbrowski z Urzędu Miasta w Poznaniu. – Zatwierdzanie planu realizacyjnego jest jeszcze bardziej skomplikowane niż ustalenie warunków zabudowy.
To, że zniknie zasada dobrego sąsiedztwa, nie ułatwi – zdaniem mec. Dąbrowskiego – życia inwestorom.
Nie mniej sceptyczny w swoich sądach jest Wiesław Bielawski, wiceprezydent Gdańska, a także urbanista. – Na pewno przepisy o planowaniu trzeba poprawić, ale czy są potrzebne tak daleko idące zmiany? Planów przybywa, problem powszechnego ich braku został więc rozwiązany (patrz infografika).
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: r.krupa@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA