Opinie

Czy jesteśmy w Polsce przygotowani na kryzys?

Rzeczpospolita
Rynek papierów dłużnych odnotował znaczący wzrost w 2007 roku. Jednak w najbliższych latach jego rozwój może być jeszcze szybszy – pisze prezes Amathus TFI, wykładowca Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego
W obliczu globalnych problemów z płynnością pięć banków centralnych ze Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii, Szwajcarii oraz strefy euro zdecydowało się skoordynować działania polegające na poprawie płynności rynków finansowych.
Świadczy to o skali problemów, jakie mogą się w tym obszarze pojawić. W tym kontekście można postawić pytania: jaka jest obecna kondycja płynnościowa polskiego sektora bankowego, czy mogą nam grozić jakieś konsekwencje w sytuacji globalnych zaburzeń płynności i jak jesteśmy potencjalnie na taką sytuację przygotowani? Strukturalna nadpłynność polskiego sektora finansowego częściowo była pokłosiem znaczącychjak na nasze warunki walutowych wpływów prywatyzacyjnych
W ostatnich kilku latach zdecydowanej zmianie uległa płynność polskiego sektora bankowego. Przez wiele lat mieliśmy do czynienia ze strukturalną nadpłynnością. Częściowo była pokłosiem znaczących jak na polskie warunki walutowych wpływów prywatyzacyjnych – konwertowanych przez Narodowy Bank Polski na złote polskie i nie do końca sterylizowanych – a zatem zwiększających podaż pieniądza. A częściowo wynikała ona z wysokiego poziomu stóp procentowych oraz wysokich potrzeb pożyczkowych państwa. W 2000 roku udział papierów wartościowych oraz gotówki skorygowany o pozycję polskich banków na rynku międzybankowym w depozytach sektora wynosił około 50 proc., podczas gdy obecnie zbliżył się do 30 proc. Najbardziej był za to odpowiedzialny spadek udziału papierów wartościowych – głównie obligacji – w bilansach banków. Podobnie procentowa luka między przyjmowanymi przez bank depozytami a udzielanymi kredytami stopniała w tym okresie z nieco ponad 20 proc. do prawie zera – głównie za sprawą znaczącego wzrostu akcji kredytowej banków w ostatnich dwóch latach oraz przejmowania części oszczędności Polaków przez fundusze inwestycyjne. Innymi słowy poduszka płynnościowa polskiego sektora bankowego jest znacznie mniejsza, niż była. Obniżenie płynności sektora może być groźne dla stabilności systemu finansowego w sytuacji gwałtownego pogorszenia jakości aktywów, zwłaszcza przy niedostatecznym pokryciu rezerwami portfeli złych kredytów banków. Banki muszą bowiem zapewnić obsługę powierzonych im depozytów, których część została zainwestowana w kredyty o wątpliwej jakości. To jednak nam raczej nie grozi w najbliższej przyszłości, przy założeniu, że nie dojdzie do załamania wzrostu gospodarczego, lecz jedynie do jego łagodnego obniżenia. Trwałe zaburzenie płynności jednego znaczącego zagranicznego partnera polskich banków może być dotkliwie odczuwalne przez szereg polskich banków Ponadto w ostatnich latach wiele banków usprawniło proces oceny ryzyka kredytowego – po gwałtownym obniżeniu jakości portfeli banków w latach 2001 – 2003, kiedy to udział należności nieregularnych w ich portfelach sięgnął prawie 20 proc. wobec około 5 proc. odnotowywanych obecnie. Szczęśliwie w tamtym okresie poduszka płynnościowa sektora była wystarczająco silna, a zachodni właściciele mieli wystarczające środki finansowe na dokapitalizowanie polskich banków. Niższa płynność sektora może być również niebezpieczna przy zaburzeniach płynności na rynkach międzynarodowych, z którymi polski sektor bankowy jest naturalnie połączony przez rynek międzybankowy oraz zagranicznych akcjonariuszy. Na szczęście właściciele znaczących polskich banków, z jednym wyjątkiem, nie byli w sposób istotny bezpośrednio zaangażowani w finansowanie amerykańskiego rynku kredytów hipotecznych. Problem przekazywania zaburzenia płynności z zagranicy do polskiego sektora bankowego przez rynek międzybankowy jednak pozostaje. Trwałe zaburzenie płynności jednego znaczącego zagranicznego partnera polskich banków może być bowiem dotkliwie odczuwalne przez szereg polskich banków. I praktycznie nie ma przed tym całkowitego zabezpieczenia, skoro jesteśmy małym ogniwem w globalnym systemie naczyń połączonych. Można jedynie podejmować działania regulacyjne ograniczające skalę negatywnych skutków, jakie się w tym obszarze mogą pojawić. Niewątpliwie takim rozwiązaniem jest uchwała nr 9/2007 Komisji Nadzoru Bankowego z 13 marca 2007 roku w sprawie ustalania wiążących banki norm płynności. Do czasu jej uchwalenia zarządzanie ryzykiem płynności w poszczególnych bankach nie było ściśle wystandaryzowane i banki miały dużą dowolność w wyborze metod mierzenia oraz zarządzania ryzykiem płynności. Uchwała wprowadza jednolite mierniki oraz normy płynności krótkookresowej i długookresowej, system organizacji zarządzania płynnością w bankach uwzględniający podział kompetencji i odpowiedzialności, a także awaryjne plany działania zapewniające niezakłócone prowadzenie działalności w sytuacjach kryzysowych. Uchwała obowiązuje od początku roku, aczkolwiek przestrzeganie wprowadzonych przez nią limitów płynności wchodzi w życie 30 czerwca tego roku. W tym kontekście istotne z punktu widzenia nadzorcy jest m.in. to, jakie scenariusze rozwoju wydarzeń w sytuacjach kryzysowych banki stworzyły i jak one korespondują z zagrożeniami mogącymi się pojawić na rynkach globalnych, oraz to, czy sporządzone na ich podstawie awaryjne plany działania nie są dla poszczególnych instytucji wzajemnie wykluczające. Gdyby tak było, mogłoby to oznaczać brak odporności sektora jako całości na szoki płynnościowe z zewnątrz. Niewątpliwie jednak kwestie związane z płynnością powinny być w najbliższym czasie przedmiotem uważnego nadzoru. Na koniec warto zauważyć, że możliwym rozwiązaniem problemu płynności banków jest pozyskiwanie przez nie długookresowego finansowania za sprawą emitowanych certyfikatów depozytowych oraz obligacji. Rynek tych papierów dłużnych odnotował znaczący wzrost w 2007 roku – jednak w najbliższych latach jego rozwój może być dużo szybszy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL