fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Śmierć przez film z komórki?

Prokuratura ustala, czy do samobójstwa 17-latka z Bytowa przyczynili się jego koledzy. Na wycieczce w Paryżu nagrali film kompromitujący chłopaka
Jarosław H. zaginął w ubiegłym tygodniu, dwa dni po powrocie z wycieczki. Jego zwłoki znaleziono w ostatnią niedzielę w jednej ze wsi nieopodal Bytowa na Pomorzu. Powiesił się. Policjanci nie stwierdzili, by ktoś upozorował samobójstwo licealisty.
– Wyjaśniamy wszelkie okoliczności tej śmierci – zapewnia Jan Zborowski, szef Prokuratury Rejonowej w Bytowie. – Będziemy sprawdzać, czy do samobójstwa nakłoniły chłopaka inne osoby, czy też może udzieliły mu pomocy. Być może miał problemy w domu lub w szkole. Na wstępnym etapie śledztwa Zborowski nie chce przesądzać, że to film doprowadził do samobójczej śmierci chłopaka. Potwierdza, że nagranie istnieje, ale nie ujawnia jego treści ani tego, czy jest ono dostępne w Internecie.
Prokurator nie chciał zdradzić, czy sekcja zwłok, którą przeprowadzano we wtorek po południu, wykazała w organizmie 17-latka obecność środków odurzających. Wiadomo, że podczas wycieczki uczniowie pili alkohol. To właśnie w czasie libacji prawdopodobnie nakręcono telefonem komórkowym kompromitujący chłopaka film. Jak nieoficjalnie dowiedziała się „Rz”, mogą w nim być sceny z rozbierającymi się nastolatkami. Dyrektor Zespołu Szkół Ekonomiczno-Rolniczych Stanisław Kożyczkowski przyznaje, że wiedział od opiekunek o piciu alkoholu na wycieczce. Opowiada, że Jarek i jego koledzy przepraszali nauczycielki za ten wybryk. – Było spotkanie na dużej przerwie. Chłopcy zostali poinformowani, że złamali regulamin. Przepraszali za picie alkoholu. Jarek dał jednej z opiekunek kwiaty. Spotkanie było bardzo spokojne. Nie było żadnych gróźb – relacjonuje dyrektor. Jego zdaniem nie ma przesłanek, by film czy wycieczka doprowadziły 17-latka do samobójstwa. – Wiem, że był zadowolony z wyjazdu. Opowiadał o nim swojej mamie – mówi Kożyczkowski. Dodaje, że z nastolatkiem nie było problemów wychowawczych. Do szkoły nigdy nie wzywano jego rodziców. Był dobrym uczniem, zwłaszcza w przedmiotach ścisłych. – To był normalny wrażliwy chłopak, który zajmował się młodszym rodzeństwem i pomagał innym. Wszyscy bolejemy nad tym, co się stało – mówi Kożyczkowski. Sprawą zajęło się Pomorskie Kuratorium Oświaty. Wczoraj w szkole byli wizytatorzy. – W środę dowiem się, co ustalili – powiedział wieczorem „Rz” szef kuratorium Zdzisław Szudrowicz. Za pomoc bądź nakłanianie do samobójstwa grozi do pięciu lat więzienia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA