fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Mało chętnych do służby u marszałka Kuchcińskiego

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Sejmowa formacja miała niemal podwoić liczebność, a przybyło kilkanaście etatów. W naborze nie pomagają nawet wysokie pensje.

Straż marszałkowska, uzbrojona formacja strzegąca bezpieczeństwa parlamentu, na początku 2018 roku przeszła prawdziwą rewolucję. Wcześniej służba w niej była zwykłym zatrudnieniem na podstawie kodeksu pracy. Po przyjęciu przez Sejm ustawy o straży marszałkowskiej stała się formacją mundurową z kilkunastoma stopniami służbowymi, przywilejami emerytalnymi i lepszym dostępem do środków przymusu bezpośredniego. Ma nowe mundury, paradne szable, a nawet psy.

To jednak nie wystarczyło, bo przyciągnąć chętnych. Choć Kancelaria Sejmu na swoich stronach internetowych od miesięcy publikuje ogłoszenie o naborze, ale kadry rosną dużo wolniej, niż zakładano.

Czytaj także: Drogie szable marszałka

O wzrost etatów od stycznia 2018 roku, czyli uchwalenia ustawy o straży, spytaliśmy Centrum Informacyjne Sejmu. Twierdzi ono, że trudno jest „precyzyjnie opisać dynamikę zatrudnienia". Dodaje, że obecnie kilkudziesięciu kandydatów przechodzi kolejne etapy procedury naboru, czyli m.in. testy sprawności fizycznej. Jednak przyznaje, że od początku 2018 roku „zmiany liczebności formacji nie odbiegały znacząco od notowanych w poprzednich latach i dotyczyły kilkunastu etatów". To zaskakująco mało, biorąc pod uwagę zapowiedzi.

W momencie rozpoczęcia reformy formacja liczyła około 160 etatów. Z uzasadnienia do projektu ustawy o straży wynikało, że ma przybyć ich 130, w tym 10 cywilnych. I ten wzrost miał nastąpić już w 2018 roku. Tak informowała szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska w październiku 2017 roku podczas posiedzenia Komisji Regulaminowej, Spraw Poselskich i Immunitetowych.

Twierdziła, że stan osobowy musi się zwiększyć, bo straż przestanie korzystać z pomocy Służby Ochrony Państwa. Innym powodem wzrostu zatrudnienia miało być oddanie do użytku nowego budynku sejmowego. CIS twierdzi, że plany dotyczące etatów są wciąż aktualne. „Konieczność odpowiedniego zwiększenia liczebności wynika m.in. z wejścia w życie ustawy o straży marszałkowskiej, której przepisy nałożyły na tę formację szereg nowych zadań w zakresie ochrony" – informuje CIS.

Dlaczego więc rekrutacja idzie tak wolno? Były szef BOR gen. Marian Janicki twierdzi, że powodem są zbliżające się wybory. – Po nich może zmienić się kierownictwo straży, która podlega przecież marszałkowi Sejmu. I nie jest pewne, czy nie zostanie pozbawiona niedawno zdobytych apanaży. Podobna sytuacja jest w SOP – komentuje.

Były poseł i były antyterrorysta Jerzy Dziewulski zauważa, że obecnie kłopoty z naborem mają też inne służby, co związane jest z dobrą sytuacją na rynku pracy.

– Gdy bezrobocie sięgało kilkunastu procent, każda formacja mundurowa miała kolejkę chętnych przed bramą. Dziś jednak rynkiem pracy rządzi pracownik, a nie pracodawca – mówi. – Poza tym służba w Sejmie może nie wydawać się atrakcyjna dla młodego mężczyzny, bo to w zasadzie praca stójkowego. Tam nie ma żadnej nadziei na rozwój ani różnorodność. Można co najwyżej po kilku miesiącach stać w innym miejscu – ironizuje.

Jego zdaniem ratunkiem dla straży marszałkowskiej byłaby tylko podwyżka uposażeń. Jednak już teraz strażnicy zarabiają więcej niż funkcjonariusze SOP i ABW, policjanci oraz zawodowi strażacy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA