Śląsk

Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Global Compact Polska: Mamy silnie rakotwórcze powietrze

Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Global Compact Polska w Polsce – Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ.
Fotorzepa/Piotr Nowak
Nasze miasta od europejskich dzieli przepaść. Skala problemu ze smogiem jest w Polsce o wiele poważniejsza – mówi Kamil Wyszkowski, dyrektor generalny Global Compact w Polsce – Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ

Siedemnastopunktowy program rządu walki ze smogiem wydaje się kompleksowy. Jest jednak bardzo ogólnikowy. Nie widać też powiązania walki o czyste powietrze ze wprowadzaniem większej ilości rozproszonych odnawialnych źródeł energii do systemu.  

Najważniejsze, że taki program wreszcie powstał. Jest to ogromna zasługa Ministerstwa Rozwoju, a w szczególności determinacji wiceminister rozwoju Jadwigi Emilewicz, która była także istotnie zaangażowana w przyjęcie uchwały antysmogowej dla Małopolski.

Chcę to powiedzieć, bo w debacie publicznej bardzo często tylko narzekamy i nie piszemy o osobach, którym się chce chcieć. Jest to także wielka zasługa dziennikarzy, którzy w tym roku zauważyli i odpowiednio nagłośnili ten problem, motywując do działania polityków na szczeblu krajowym i lokalnym oraz ruchów miejskich, z którymi blisko współpracujemy. To one apelują od wielu lat o działania w tym obszarze.

Pojawiły się też głosy że problem smogu to moda. Dlatego z całą mocą chcę podkreślić: problem niskiej jakości powietrza nie jest nowy. W ramach Systemu ONZ mówimy o nim od dekad. Przypomnę tylko że ONZ problemem niskiej jakości powietrza zajął się po raz pierwszy na początku lat 50 XX wieku, po słynnym wielkim smogu londyńskim, który w dniach 5-9 grudnia 1952 roku zabił w Londynie ponad 3 tys. osób. Później na skutek powikłań zmarło w tym mieście około 20 tys. osób.

W 1979 roku została przyjęta Konwencja ONZ ds. jakości powietrza, która uznała ten problem za transgraniczne poważne zagrożenie dla zdrowia ludzi. Strony konwencji zobowiązały się już wtedy do wymiany informacji, konsultacji, monitoringu jakości powietrza oraz do podejmowania działań i strategii mających wpływać pozytywnie na jakość powietrza. Zobowiązały się także do prowadzenia badań i wdrażania innowacji w dziedzinie jakości powietrza, a także współpracy w tym zakresie.  Na bazie wytycznych ONZ a w szczególności WHO została 21 maja 2008 roku przyjęta Dyrektywa 2008/50/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie jakości powietrza i czystszego powietrza dla Europy. To kluczowy dokument, który nakłada na państwa członkowskie Wspólnoty konkretne zobowiązania i precyzuje normy dla jakości powietrza.

Dyrektywa nakłada dwie normy, jeśli chodzi o pył zawieszony PM10. Pierwsza dotyczy stężenia średniorocznego – maksymalne  dopuszczalne średnie roczne stężenie pyłu PM10 w powietrzu to 40 µg/m3 . Ustanowiona została również norma dla stężenia średniodobowego – 50 µg/m3, z zaznaczeniem, że w przeciągu roku może wystąpić maksymalnie 35 dni kiedy norma dla średniego stężenia dobowego może zostać przekroczona. Dyrektywa nakłada jedynie normę dla stężenia średniorocznego PM 2,5 i wynosi ona 25 µg/m3. Ani w prawie wspólnotowym, ani w prawie polskim nie ustanowiono normy dobowej.

Dla ozonu Dyrektywa CAFE wprowadza poziom docelowy, który oblicza się jako średnią kroczącą dla ośmiu godzin w ciągu danej doby – nie powinna ona przekraczać 120 µg/m3 . Prawo dopuszcza 25 dni w roku kalendarzowym, kiedy to średnie kroczące w danym dniu mogą przekroczyć ten pułap (liczone jako średnia dla trzech lat). Największy problem z nadmiernym stężeniem ozonu występuje w  krajach Europy Południowej. Wynika to z  faktu, że proces formowania się ozonu wymaga promieniowania słonecznego. Ponadto, stężenia ozonu zazwyczaj są wyższe na stacjach położonych wyżej ponad poziomem morza. Dyrektywa wprowadza dwie normy dla dwutlenków azotu (NO2)  – normę dla stężenia średniorocznego, która wynosi 40 µg/m3  oraz normę dla stężenia godzinowego, która wynosi 200 µg/m3  i  nie może być przekroczona więcej niż przez 18 godzin rocznie - na 46 stref oceny jakości powietrza w Polsce, aż 42 spełniają te normy. Jak wiadomo NO2 wydobywa się głównie z rur wydechowych samochodów i obok benzo(a)pirenu oraz ozonów i pyłów ma dramatycznie negatywny wpływ na zdrowie człowieka i innych zwierząt.   Cele wyznaczone przez Dyrektywę konieczne są do osiągnięcia w terminie do dnia 1 stycznia 2020 r. Jak widać są to bardzo konkretne zobowiązania przed którymi rząd polski nie ucieknie. Przypomnę że w ramach UE, dwa kraje Polska i Bułgaria są zagrożone wysokimi karami, które może na nie nałożyć Europejski Trybunał Sprawiedliwości. 

Wracając do pytania o wprowadzenie rozproszonego OZE do systemu, to oczywiście jest to bardzo dobry pomysł. Trzeba jednak równolegle pracować nad kluczowymi elementami systemu. W raporcie "Zrównoważone miasta. Życie w zdrowej atmosferze", wydanym przez moją organizację we wrześniu 2016 roku opisaliśmy co kompleksowo powinno zostać zrobione, żeby uzyskać realną poprawę jakości powietrza w Polsce.

W pierwszej kolejności trzeba zakazać sprzedaży niskiej jakości węgla (pyły, miały węglowe, flotokoncentraty). Następnie zakazać sprzedaży niskiej jakości kotłów węglowych (pozaklasowe kotły węglowe zasypowe) i przystąpić do wymiany starych i nieefektywnych kotłów węglowych na urządzenia o klasie 5 i wyższej. Trzeba karać osoby, które w swoich domach palą w kotłach odpady, a które są obok niskiej jakości węgla szczególnie szkodliwe dla zdrowia ludzi i zwierząt. Wprowadzić wysokie normy dla paliw. Przyjąć ambitny program modernizacji budynków w kierunku podniesienia ich energooszczędności, tak aby ograniczyć straty ciepła w okresie grzewczym. Sukcesywnie rozbudowywać sieci ciepłownicze oraz  promować inne optymalne środowiskowo systemy grzewcze, jak chociażby pompy ciepła. Kontrolować co wydobywa się z rur wydechowych poruszających się po polskich drogach samochodów oraz promować ekologiczny transport publiczny, rowerowy oraz rozwój infrastruktury (stacje ładowania) dla samochodów elektrycznych.

Wszystkie te elementy razem powinny zostać wzmocnione o system monitorowania jakości powietrza w ramach Państwowego Monitoringu Środowiska zarządzany przez Generalną Inspekcję Ochrony Środowiska (GIOŚ). Na dziś jest on bardzo dziurawy. Mamy w Polsce 160 nowoczesnych stacji automatycznych oraz 172 stanowiska do pomiaru pyłu zawieszonego PM10 i PM 2,5. Potrzeba ich wielokrotnie więcej.

Przykładowo na 45 miejscowości uzdrowiskowych w Polsce zaledwie w siedmiu jest prowadzony stały monitoring jakości powietrza, a kilkaset miejscowości w kraju nie ma żadnego systemu pomiaru jakości powietrza. To pogwałcenie prawa obywateli do informacji o tym, czym oddychają. Szczególnie bulwersująca jest w tym kontekście sytuacja w miejscowościach uzdrowiskowych. Bez dodatkowych pieniędzy dla GIOŚ na rozbudowę systemu monitoringu powietrza dla Polski będziemy działać w przysłowiowej smogowej mgle, nie wiedząc, gdzie jest najgorsza sytuacja i gdzie koncentrować wysiłki.  

Czego brakuje w rządowym planie?

Brakuje koordynacji i debaty nad tym problemem ponad podziałami politycznymi. Życzyłbym sobie aby opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna wspierała działania rządu i motywowała rząd i samorząd do większego wysiłku.

Stawka jest bardzo wysoka. Dane WHO i Komisji Europejskiej pokazują, że w Polsce co roku umiera przedwcześnie nie mniej niż 45 tysięcy ludzi. To dramatycznie wysoki wskaźnik. Jeśli dodamy do tego wysoki wskaźnik poronień, urodzeń żywych z wadami rozwojowymi, czy dzieciaków które rodzą się z niższym poziomem inteligencji, to - w mojej ocenie - jest to materiał na poważną debatę publiczną.

Po szczegóły odsyłam do naszego raportu w rozdziale wpływ niskiej jakości powietrza na zdrowie.

Brakuje też kompleksowego programu edukacji ekologicznej od przysłowiowego przedszkola. Uważamy, że wielkimi ambasadorami nie palenia odpadami w domu mogą być właśnie dzieci. O szkodliwości smogu powinny się one dowiedzieć w szkole.

Inny ważny postulat to pilna zmiana decyzji o informowaniu mieszkańców Polski o poziomach alarmowych dla PM 10 po przekroczeniu 300 µg/m3 powietrza. W Paryżu jest to 80 µg/m3 a w Czechach 100 µg/m3. Czym różnią się polskie płuca od francuskich i czeskich nie potrafię powiedzieć. Z decyzji o podwyższeniu do absurdalnie wysokiego poziomu rząd powinien się wycofać natychmiast i przyjąć rozwiązanie francuskie lub czeskie. Efektem będzie co prawda bardzo częste ogłaszanie alarmów smogowych w polskich miastach i miejscowościach (oczywiście w tych gdzie jest dokonywany pomiar), ale przecież ludzie mają prawo wiedzieć, a państwo ma obowiązek informować o zagrożeniu dla zdrowia. Zwłaszcza że najbardziej cierpią małe dzieci, kobiety w ciąży i osoby starsze.  

Które punkty rządowego planu powinny być priorytetowo potraktowane?

Tu wymienię cztery elementy: Zakaz sprzedaży niskiej jakości węgla (pyły, miały węglowe, flotokoncentraty). Zakaz sprzedaży niskiej jakości kotłów węglowych (pozaklasowe kotły węglowe zasypowe). Wymiana starych i nieefektywnych kotłów węglowych na kotły o klasie 5 i wyższej. A także obniżenie poziomu stężeń PM10 z 300 do 80 µg/m3 powietrza dla obowiązkowego ogłaszania stanów alarmowych.

Rozporządzenie dla kotłów jest na ostatniej prostej, a to określające parametry dla paliw stałych trafiło do konsultacji. Tyle że są tam muły i floty, które miały być eliminowane z obrotu.

Jest to nielogiczne. 25 stycznia na posiedzeniu zespołu ds. innowacji w Ministerstwie Rozwoju zwracaliśmy na ten fakt uwagę przedstawicielowi Ministerstwa Energii, uzyskując wsparcie ze strony wiceministra środowiska Pawła Sałka i wspomnianej wiceminister rozwoju Jadwigi Emilewicz.

Uważam, że Ministerstwo Energii się z tego rozwiązania wycofa w toku konsultacji. Jako, że jestem członkiem wspomnianego zespołu będę się starał tej sprawy dalej pilnować. 

Ze strony rządzących słychać, że w przyszłym sezonie grzewczym nie będziemy mieli już do czynienia ze smogiem. To realne?

To oczywiste uproszczenie. Przy mądrze prowadzonej i kompleksowej polityce rządu i samorządu terytorialnego jest możliwa istotna poprawa w horyzoncie 5-10 lat, ale nie wcześniej. Przykładowo program wymiany nieefektywnych pieców węglowych na nowsze, które spełniają normy to praca na lata. Ale trzeba ją szybko rozpocząć. Stawką jest zdrowie i życie mieszkańców Polski. 

Problem smogu jest problemem lokalnym, ale właśnie on – bardziej niż polityka klimatyczna UE przyczynia się do zmiany świadomości obywateli. Swój udział w tym mają m.in. organizacje pozarządowe typu Alarm Smogowy. Czy ta oddolna inicjatywa jest w stanie wpłynąć na rządzących w kwestii transformacji naszego miksu energetycznego?

Jestem przekonany, iż powstanie takich inicjatyw jak Alarm Smogowy, będących oddolnymi ruchami obywatelskimi, aktywizującymi społeczeństwo, jest dużym krokiem na przód w budowaniu świadomości ekologicznej Polaków i zmienianiu nawyków.

Niezwykle ważne, z mojego punktu widzenia, było także zainicjowanie w ramach Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Global Compact w Polsce Programu „Zrównoważone Miasta", jako polska odpowiedź na przyjęte we wrześniu ubiegłego roku Cele Zrównoważonego Rozwoju ONZ, które stały się nową mapą rozwojową dla świata i które rząd polski przyjął do realizacji.

Program stanowi platformę dialogu między światem nauki, biznesu a administracją rządową. W jego ramach wydaliśmy pierwszy kompleksowy raport, koncentrujący się na problemie niskiej jakości powietrza w polskich miastach i mniejszych miejscowościach, a także przygotowaliśmy zestaw rekomendacji, który jest obecnie sukcesywnie wdrażany przy dobrej współpracy z rządem i samorządem, opozycją parlamentarną oraz wspomnianymi ruchami miejskimi.

Już widzimy pierwsze efekty prac zmierzające do wprowadzenia nowych rozporządzeń dotyczących kotłów, paliw stałych, czy rozbudowy systemu monitoringu jakości powietrza. Cieszymy się że poprawiła się ilość i jakość informacji przekazywanych poprzez media do społeczeństwa. Po kilku miesiącach rozmów udało się nam uzgodnić z telewizją Polsat, z TVN oraz radiem TOK FM stałe informowanie o jakości powietrza w Polsce, właśnie w oparcie o państwowy system monitorowania GIOŚ, którego metodologie i jakość pomiaru oceniamy bardzo wysoko.

Problemem jest jedynie niewystarczająca liczba stacji pomiaru i trzeba ją pilnie zwiększyć. To co cieszy, że dzięki zaangażowaniu mediów mieszkańcy Polski dowiedzieli się, że problem jest i że jest on bardzo realny. Im większa świadomość społeczna, tym większa będzie presja na rząd i polityków do podejmowania działań zmierzających do poprawy jakości powietrza w Polsce. Cieszymy się, że także media publiczne nam w tym pomagają. Przypomnę tylko że TVP3 w ramach wszystkich swoich ośrodków regionalnych włączyła się także do informowania o zagrożeniu i - co mnie osobiście bardzo cieszy - w najbliższych tygodniach planujemy uruchomienie podobnego systemu informowania o jakości powietrza w oparciu o dane GIOŚ w TVP3. Także ten wywiad z pokazuje, że media uważają, iż warto o tej sprawie pisać, a przez to motywować rząd i samorząd do większej aktywności. Jestem za to mediom i dziennikarzom bardzo wdzięczny.

Samorządy też nadrabiają zaległości. Małopolska w końcu przyjęła uchwałę antysmogową. Czy inni pójdą tym śladem?

W mojej ocenie kolejnymi regionami po województwie małopolskim będzie Dolny Śląsk i Śląsk. Z marszałkami województw małopolskiego i śląskiego oraz prezydentem Krakowa rozmawiałem o tym 14 grudnia w Krakowie, a na Dolny Śląsk na spotkanie z marszałkiem i prezydentem Wrocławia jadę 16 lutego. Liczę na to, że kolejnym województwem które dokona przełomu i dołączy do trzech wymienionych będzie mazowieckie a po nim podkarpackie.    Komisja Europejska chce uczynić problem smogu orężem w dyskusjach z Polską na temat realizacji celów klimatycznych. Wicepremier Mateusz Morawiecki twierdzi z kolei, że to niepotrzebny nacisk. Polska jest gospodarzem Szczytu Klimatycznego ONZ w roku 2018. W mojej ocenie Polska powinna zrobić z tego tematu swój atut i pokazać jak zdynamizowała prace nad poprawą jakości powietrza.

Co więcej, polskie rozwiązania technologiczne, takie jak nowoczesne kotły wysokolasowe, pompy ciepła, a w przyszłości może samochody elektryczne czy polski system monitorowania jakości powietrza, mogą być polskimi towarami eksportowymi w ramach dyplomacji ekonomicznej.

Zwłaszcza, że Polska w skali globu nie jest pariasem. Osiem krajów z najwyższym zanieczyszczeniem powietrza to Arabia Saudyjska, Katar, Egipt, Bangladesz, Kuwejt, Kamerun, Niger czy Zjednoczone Emiraty Arabskie. Polska ze swoim wysokim zanieczyszczeniem powietrza jest na pozycji 73, tyle że w gronie krajów UE jesteśmy numerem jeden. Namawiam polski rząd do przekucia porażki w sukces. Jest to możliwe.

Bywa jednak, że także Londyn, Mediolan czy Paryż są porównywane do Pekinu…

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż zanieczyszczenia w miastach europejskich Europy Zachodniej osiągają niższe poziomy niż w Polsce. Według niedawno opublikowanych danych Światowej Organizacji Zdrowia na 50 miast o najwyższym stężeniu pyłu zawieszonego PM2,5 aż 33 znajdują się w Polsce.  Stężenia w takich miastach jak Londyn, Berlin czy Paryż są kilkukrotnie niższe. Podobnie wygląda sytuacja z silnie rakotwórczą substancją benzo(a)pirenem. W wymienionych wcześniej miastach stężenia są dużo poniżej normy, natomiast w Polsce często jest ona przekroczona o kilkaset procent, a w niektórych miejscowościach - nawet 1000-krotnie.

Przykładowo, w Nowym Sączu stężenie silnie rakotwórczego benzo(a)pirenu wynosi 11,9, w Zakopanem jest to 8,9, w Zabrzu - 8,1, w Krakowie – 7,3, w Katowicach – 6, a we Wrocławiu – 3,9. Tymczasem w Berlinie to 0,4, w Paryżu - 0,24, w Londynie – 0,21, w Mediolanie – 0,17, a w Barcelonie – 0,15.

Jak widać dzieli nas od Europy zachodniej przepaść. Skala problemu jest w Polsce o wiele poważniejsza i nie można jej dalej bagatelizować.

Sytuacja w Pekinie jest równie poważna, a często nawet poważniejsza. Dla porównania w pierwszy piątek lutego jakość powietrza według Air Quality Index, uniwersalnie stosowanego do informowanie o jakości powietrza, wynosi dla Pekinu ok. 344. Dla porównania dla Krakowa było ok. 195, dla Paryża - ok. 29, dla Berlina - ok. 119, natomiast dla Londynu - ok. 46.

Jakimi narzędziami miasta walczą ze smogiem i czy są one skuteczne?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy zastanowić się co stanowi dominujące źródło zanieczyszczeń w danej lokalizacji. Dla przykładu w Krakowie głównym źródłem zanieczyszczeń jest niska emisja, natomiast w Warszawie ok. 68 proc. smogu pochodzi z transportu. Dlatego w Krakowie kluczowe jest rozporządzenie regulujące standardy emisyjne kotłów węglowych, rozporządzenie dotyczące paliw stałych, a także zakaz palenia niskiej jakości węglem i wymiana nieefektywnych kotłów węglowych.

Z kolei Warszawa powinna inwestować w programy promujące elektryczne samochody, rowery, ekologiczną komunikację publiczną i zrównoważoną urbanistykę. Oba miasta muszą stawiać na rozbudowę sieci ciepłowniczej, oraz znaczne zwiększenie powierzchni terenów zielonych, w szczególności parków czy skwerów w centrum miasta.

W europejskich miastach polityki zmierzające do podnoszenia jakości powietrza rozwija się od kilkudziesięciu lat. Powstaje niezbędna infrastruktura, są wdrażane ambitne plany. Przykładem są choćby autostrady rowerowych w Kopenhadze czy Amsterdamie czy przywileje dla właścicieli samochodów elektrycznych.

Jednak także włodarze polskich miast podejmują coraz ciekawsze działania. Aktywnie działają na rzecz upowszechnienia komunikacji miejskiej, rozbudowy ścieżek rowerowych czy ułatwienia dla właścicieli samochodów elektrycznych. Sceptycy powiedzą, że ich produkcja nie jest bezemisyjna, a pobierany prąd pochodzi z polskich elektrowni węglowych. Tyle tylko, że przemysł odpowiada za 6 proc. polskiego smogu, a stare samochody, często z wyciętymi katalizatorami, to w Warszawie 68-proc. udział w niskiej jakości powietrza. Trzeba tutaj szukać kompromisu i inwestować w innowacje. Trend europejski jest wyraźny i czeka nas rewolucja na rynku samochodów elektrycznych. PPolska powinna się w ten trend wpisać. Tymczasem w pierwszym kwartale 2016 roku zarejestrowano w Polsce 107 aut elektrycznych oraz hybrydowych typu plug-in. Stanowi to zaledwie 0,29 proc. wszystkich aut tego typu zarejestrowanych w  tym czasie w  Unii Europejskiej.

Chcąc poprawić jakość powietrza w miastach pochodzącą z transportu można również promować ideę car-sharing, czyli dzielenie się możliwością korzystania z samochodu. Zauważmy, iż w Polsce większość osób przemieszcza się w samochodzie w pojedynkę. Możliwość wspólnego podróżowania pozwala nie tylko zmniejszyć ruch na ulicach, ale także ilość emitowanych zanieczyszczeń. Tyle, że najpierw trzeba zmienić mentalność Polaków.  

Rozwiązaniem mogłoby być także wprowadzenie dodatkowych opłat za wjazd do centrum miasta w określonych okresach. Jest to jednak model, który - jak pokazał przykład Londynu czy Sztokholmu - sprawdza się jedynie wtedy, kiedy transport publiczny jest wysokiej jakości i działa bez zarzutu oraz kiedy za podejmowanymi krokami podążają akcje informacyjne uświadamiające mieszkańcom jaki wpływ na ich zdrowie i życie ma zanieczyszczenie powietrza. 

Czy jakieś systemowe rozwiązania tam zastosowane, o których u nas jednak jeszcze nie pomyślano?

Oczywiście. W sektorze przemysłowym zwiększa się wydajność elektrowni oraz modernizuje się system przesyłu ciepła i energii, w budownictwie efektywność energetyczną budynków oraz wykorzystywanie w ogrzewaniu przyjaznych dla środowiska rozwiązań. Dla przykładu w Wiedniu zakazano korzystania z węgla. Władze Wiednia finansują też rozwiązania ograniczające emisje spalin z autobusów i taksówek, a w Berlinie - także z pojazdów szkolnych.

Nie bez znaczenia jest także promocja korzystania z rowerów i rozwijanie ścieżek rowerowych oraz edukacja kierowców jak zachowywać się na drodze uważając na rowerzystów. Z pewnością ciekawym rozwiązaniem jest wprowadzenie stref niskiej emisji, stref ekologicznych czy ustanowienie niskiego limitu na autostradach miejskich.

Działania, które należałoby podjąć można mnożyć. Dotyczą one także kampanii społecznych czy wpływu niskiej jakości powietrza na rolnictwo i jakość oraz bezpieczeństwo żywności. Z pewnością rosnąca świadomość siłą rzeczy wpływa w sposób pozytywny na decydentów i jakość podejmowanych decyzji. Mamy nadzieję, iż publiczna debata na temat problematyki jakości powietrza, wymiana wiedzy przez ekspertów, również międzynarodowych, przyczyni się do podejmowanie odważniejszych kroków ze strony administracji rządowej i samorządowej dla naszego wspólnego dobra.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL