fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory samorządowe

Na górze wojna, ale PO-PiS kwitnie w samorządzie

Rafał Grupiński
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Mimo gróźb wyrzucenia z partyjnych szeregów lokalni działacze Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości budują nieformalne koalicje.

Trzeszczy zapowiadana przez Platformę budowa bloku przeciw PiS w samorządach. W Rudzie Śląskiej rozwija się współpraca PO z PiS przeciw niezależnej prezydent miasta. Podobną koalicję zawarli radni tych partii także w Malborku oraz w powiecie ostrowskim w Wielkopolsce. Platforma udaje, że to nie są koalicje, ale efekt podziału mandatów.

– Czasem jest tak, że aby utrzymać władzę, musimy zgodzić się na kolegów z PiS. Alternatywą jest obrażenie się i strata głosu w rządzeniu – tłumaczy nam jeden z polityków PO. Anonimowo, bo „boi się konsekwencji góry".

Awantura po wolcie żorskiego radnego Wojciecha Kałuży, który za stanowisko wicemarszałka województwa śląskiego postanowił porzucić Koalicję Obywatelską na rzecz PiS, miała być przestrogą dla innych działaczy Nowoczesnej i Platformy, by nie kolaborowali z PiS. Władze Platformy postawiły sprawę na ostrzu noża: ceną za tworzenie regionalnych PO–PiS-ów miało być nawet wyrzucenie z partii.

Przed zawieraniem układu z PiS przestrzegał m.in. Rafał Grupiński, szef wielkopolskiej Platformy, kiedy się okazało, że koalicja PO–PiS jest możliwa w powiecie ostrowskim (tak jest od 2010 roku) i słupeckim.

– Jeśli się okaże, że w jakimś powiecie jest koalicja szersza niż KO i PSL, że jest w niej także PiS, to będziemy wyrzucać z Platformy ludzi, którzy do tego doprowadzili – groził Grupiński.

Efekt? Radni wybrani z list Koalicji Obywatelskiej (członkowie PO) poinformowali o zawieszeniu swojego członkostwa w partii i współrządzą z PiS. Zarząd Nowoczesnej w Ostrowie Wielkopolskim wyraził „rozczarowanie".

Groźby na nic się zdały także w Malborku, gdzie przewodniczący Rady Miasta właśnie został wybrany w porozumieniu Platformy z PiS. Chodzi o wybór Pawła Dziwosza (KWW Nasz Malbork 2018) głosami KO, PiS i Nasz Malbork. Także o współpracy świadczy wybór zastępców przewodniczącego: Jacka Markowskiego z KO i Tomasza Klonowskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

– Mamy koalicję w mieście – przechwalał się Tadeusz Cymański, poseł PiS w programie „Kawa na ławę". Ale szef Klubu PO Sławomir Neumann bagatelizował sprawę, zapewniając, że to żadna koalicja, tylko „podział parytetów".

– Szliśmy do wyborów z jasnym komunikatem: bronimy polskiego samorządu przed centralistycznymi zapędami partii antysamorządowej, jaką jest PiS – zapewniał Neumann.

Współpraca radnych PO i PiS scementowała się także w Rudzie Śląskiej. Partie zwarły szyki przeciwko bezpartyjnej prezydent miasta Grażynie Dziedzic, która została wybrana na trzecią kadencję.

Dziedzic, choć wygrała wybory samorządowe, będzie bardzo ciężko rządzić, bo radni PO i PiS „ustawili" całą radę miasta. Aleksandra Skowronek (PO) została jej przewodniczącą, PiS wziął stanowiska dwóch zastępców. Po raz pierwszy w historii klub prezydenta nie wszedł do prezydium (lokalny komitet Dziedzic wziął blisko 26 proc. mandatów).

– Podobnie jak w Malborku PO z PiS niczego nie podpisywał, więc władze partii na to pozwalają. Prawda jest taka że PO rządzi z PiS-em – mówi nam polityk z Rudy Śląskiej.

Szefowa PO w Rudzie Śląskiej Aleksandra Skowronek była kontrkandydatką Dziedzic w pierwszej turze, która w drugiej turze walczyła z kolei z kandydatem PiS Markiem Wesołym. Co ciekawe, przed drugą turą do miasta przyjechał nowo wybrany prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który wraz z szefem śląskiej PO Wojciechem Saługą oficjalnie poparł... Grażynę Dziedzic.

– Ale kiedy wygrała, koledzy PO i PiS stanęli znów przeciw niej – podkreśla samorządowiec.

Front rzekomo zantagonizowanych partii przeciw Dziedzic trwa od lat – jej kłopoty zaczęły się, kiedy odmówiła lukratywnych stanowisk działaczom PiS i zabrała stanowiska PO (bezpartyjna prezydent, kiedy po raz pierwszy objęła stanowisko w 2010 r., zaczęła czyścić wstydliwe sprawy zostawione po poprzedniku – działaczu Platformy Obywatelskiej – w 2009 r. zadłużenie sięgnęło 218 mln zł, czyli ponad 40 proc. budżetu).

Choć śląskiej PO nie podoba się ta symbioza, przymyka na nią oko.

– Możemy wyrzucić działaczy z partii i czy nam da to większy wpływ na rządzenie w mieście? Nie – utyskuje polityk PO.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA