fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Samochód zarejestrujemy przez internet - wywiad z Markiem Zagórskim, ministrem cyfryzacji

Marek Zagórski
tv.rp.pl
Będziemy mieli wybór: formalności załatwimy w dowolnym urzędzie lub przez internet. Szpital powinien móc sam rejestrować dziecko – mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Premier w exposé zapowiedział odmiejscowienie urzędów. Ma być to możliwe dzięki cyfryzacji. Czy będzie można pójść do dowolnego urzędu, niezależnie od miejsca zamieszkania, i tam załatwić swoje sprawy?

Temu właśnie służą procesy cyfryzacyjne. W niektórych formalnościach to zresztą już działa. Prosty przykład – wniosek o dowód osobisty. Gotowy dokument może pani odebrać w dowolnym urzędzie gminy, który pani wskaże. Mamy system „Źródło", który pozwala nam obsługiwać rejestr dowodów osobistych i cały proces z tym związany. Podłączone są do niego wszystkie urzędy gmin. Takim samym systemem jest zresztą centralna ewidencja pojazdów. Dzięki temu, że ją mamy, nie musimy już wozić ze sobą dowodu rejestracyjnego.

Naszym celem, a zarazem wyzwaniem na tę kadencję jest wprowadzić jak najwięcej tego typu udogodnień. Mało kto chyba lubi chodzić po urzędach. Chodzi więc o to, by poza nielicznymi wyjątkami, w których rzeczywiście jest to konieczne, obywatele w ogóle nie musieli ich odwiedzać, bo sprawy albo załatwią się automatyczne, albo można je załatwić online. Tak jak e-PIT.

Im więcej usług dostępnych online, zintegrowanych centralnie, tym łatwiej. Procedury we wszystkich urzędach są podobne, w większości gmin czy starostw załatwiamy te same sprawy. Stąd pomysł tzw. wirtualnego urzędu i usług przygotowanych z myślą nie o konkretnym urzędzie, ale o danym typie urzędu. Integracja umożliwi więc składanie różnego rodzaju wniosków nie tylko online, ale także w dowolnym urzędzie.

Czyli np. rodzina, która wyjedzie na wakacje nad morze, a z jakichś względów nie chce złożyć wniosku o 500+ przez internet, będzie mogła to zrobić w urzędzie gminy Łeba.

Tak, ale najprościej, najwygodniej i najszybciej będzie przez internet. Nie chcemy namawiać ludzi, by zamiast do jednego urzędu chodzili do innego. Koncentrujemy się natomiast nad tym, by przy sprawach online doprowadzić do pełnej obsługi różnego rodzaju procesów życiowych. Wtedy składanie osobnego wniosku o 500+ w ogóle nie będzie potrzebne.

A kiedy będzie to możliwe?

Jesteśmy w trakcie opracowywania szczegółowego harmonogramu, także przy współpracy innych ministerstw. To nie jest zadanie łatwe, które da się wykonać w ciągu kilku miesięcy, ale w ciągu kadencji na pewno dużo da się zrobić.

Kluczowa jest analiza procesów na linii obywatel–urząd. Prosty przykład: kiedy rodzi się dziecko, najpierw zgłaszamy jego narodziny, dostajemy dla niego PESEL... Możemy to zrobić przez internet. Nic nie stoi na przeszkodzie, by równocześnie zawnioskować o rzeczone już 500+, np. poprzez zaznaczenie odpowiedniego kwadracika. Na tej samej zasadzie można by dokonać zapisu do żłobka, przedszkola itd... To właśnie mam na myśli, gdy mówię o obsłudze procesów życiowych.

Trzeba to wszystko połączyć.

No właśnie. Wyzwanie polega na tym, że część tych procesów to domena samorządów, więc powiązanie tych nitek nie jest już tak banalne.

Co pójdzie na pierwszy ogień?

Na przykład kwestia rejestracji pojazdów. Formalności będzie można dokonać w dowolnym miejscu w kraju. Odmiejscowiliśmy już akty stanu cywilnego. Ich odpisy można otrzymywać w każdym urzędzie.

A kiedy doczekamy się prawa jazdy w telefonie?

Technicznie jesteśmy gotowi. Ja już je widziałem. Mogę powiedzieć, że będzie fajnym rozwiązaniem. Aby móc jeździć bez prawa jazdy, musimy jednak wyeliminować przepis, który nakłada na nas mandat za jego brak. Teraz sankcja wynosi 50 zł. Minister infrastruktury zgodził się już na jej zniesienie, ale nie udało nam się przyjąć nowelizacji odpowiednich przepisów przed wyborami. Mam więc nadzieję, że rezygnacja z konieczności wożenia prawa jazdy zostanie uchwalona niebawem – myślę, że w pierwszym kwartale nowego roku.

Chciałabym doprecyzować: jeśli zniesiona zostanie sankcja, w ogóle nie będziemy musieli mieć przy sobie prawa jazdy? Tu nie chodzi o wybór między tradycyjnym dokumentem a tym w telefonie?

Dokładnie. Będzie to działać tak samo jak w przypadku dowodu rejestracyjnego. Nie musimy go wozić ze sobą, bo służby mają dostęp do danych w systemie. Przy kontroli drogowej za jego brak nie dostajemy mandatu. Dokładnie tak samo będzie z prawem jazdy. Nie będziemy go mieć przy sobie, a służby sprawdzą nasze uprawnienia w systemie. Tak naprawdę mogą to zrobić już teraz. Do czasu zmiany odpowiednich przepisów nie chcemy jednak wprowadzać zamętu, więc na razie tradycyjne prawo jazdy musimy jeszcze mieć przy sobie. Dokument w aplikacji mObywatel będzie pomocniczy – przyspieszy proces kontroli. Choć warto pamiętać, że aplikacja daje też pewne dodatkowe korzyści. mPojazd, czyli odwzorowanie danych z dowodu rejestracyjnego, przypomina np. o zbliżającym się końcu badania technicznego czy polisy OC. Kto o tym pamięta? Mobilne prawo jazdy będzie nam natomiast przypominać o punktach karnych. O nich też szybko zapominamy... A na pewno chcielibyśmy.

Nad jakimi innymi zmianami dla kierowców państwo pracujecie?

Nad możliwością rejestracji pojazdu przez internet. Teraz nie ma takiej możliwości. W pierwszej kolejności rejestracji online będzie mógł dokonać dealer. Chcemy też umożliwić online zgłoszenie zbycia auta. Warto już o tym pamiętać. Choćby dlatego, by nie dziwić się, że przychodzą do nas zagraniczne mandaty nowego właściciela.

Planuje pan uregulować niektóre kwestie funkcjonowania mediów społecznościowych. Co chce pan zmienić?

Czeka nas tu dłuższa dyskusja, która toczy się zresztą nie tylko w Polsce. Chodzi przede wszystkim o ustalenie, kim jesteśmy jako użytkownicy mediów społecznościowych: członkami klubu, do którego zapisujemy się dobrowolnie i wiąże nas regulamin, na który nie mamy wpływu, czy raczej konsumentami?

I w związku z tym przysługuje nam ochrona.

Dokładnie tak. Ja osobiście skłaniam się bardziej do tego drugiego spojrzenia. Uważam, że istotą mediów społecznościowych jest świadczenie usług. Specyficznych, w pewnej określonej formie, ale usług. Twierdzenie, że z takich usług można nie korzystać, nie jest do końca prawdziwe, bo media społecznościowe są już zbyt powszechne. Na przykład uczeń, który nie jest obecny na forum klasowym, w pewien sposób wyklucza się ze społeczności. Przymusu korzystania oczywiście nie ma, ale presja niewątpliwie istnieje.

Skoro jesteśmy użytkownikami i klientami, należą nam się pewne prawa. I nie chodzi tu tylko o blokowanie treści niezgodnych z prawem, regulaminem czy standardem. Wiele małych i średnich przedsiębiorstw ma profile, które wykorzystuje do prowadzenia działalności gospodarczej. Wyobraźmy sobie, że przedsiębiorca z klientami komunikuje się tylko za pośrednictwem takiego kanału i pewnego dnia ktoś go zamknie. Bo w oparciu o swój wewnętrzny regulamin portal będzie miał do tego prawo. Przedsiębiorca będzie miał realny problem.

Trzeba też jednoznacznie uregulować, kto jest właścicielem danych na naszych profilach. Czy mogę przenieść te dane? Co zrobić, by ten proces był łatwy? Zawsze przywołuję tu przykład przenoszenia numerów między operatorami komórkowymi. Jeszcze niedawno propozycje takie uznawane były za zamach na wolność biznesu. Dziś to standard, który nie robi na nikim wrażenia. Normalność. I dokładnie to samo dotyczy platform społecznościowych. Takich problemów nie rozwiążemy jednak sami. Trzeba to uregulować na poziomie unijnym.

Będzie pan o to zabiegał?

Już zabiegamy. Mam nadzieję, że znajdzie się to w agendzie nowej Komisji Europejskiej. Przedstawiciele mediów społecznościowych też widzą zresztą potrzeby zmian i zgłaszają postulaty samoregulacji.

Jednym z pana priorytetów jest stworzenie „kodeksu cyfrowego". Co rozumie pan przez „kodeks cyfrowy"?

„Kodeks cyfrowy" jest pewnym roboczym sformułowaniem. Chodzi o to, że konieczny jest przegląd przepisów pod kątem tych, które nie przystają do cyfrowego świata. Sporo przepisów powstawało wiele lat temu, więc odnotowują tylko rzeczywistość papierową. Tymczasem świat się zmienił, a przepisy nie biorą pod uwagę, że mamy internet i wiele nowych możliwości, które nam daje. W rezultacie procedury blokują rozwój usług informatycznych. Najprostszy przykład – wspomniane już prawo jazdy w smartfonie. Nie możemy zostawić go w domu, bo za brak dokumentu w tradycyjnej formie grozi nam mandat. A przecież te informacje są w systemie i służby mają do nich dostęp. Potrzebna jest jednak zmiana przepisów. Inny przykład – podatnik nie dopełnił jakichś formalności i chce wyrazić czynny żal. Nie może tego zrobić online. Musi osobiście albo na piśmie.

Dlatego właśnie trzeba przejrzeć wszystkie procedury i przełożyć je na ścieżkę cyfrową. Na przykład, po co mamy składać wniosek o rejestrację dziecka? Mógłby to robić szpital. Państwo, administracja i prawo muszą zacząć uwzględniać, że mamy nowoczesne technologie. One nie znikną, będą się tylko rozwijać.

Głębokich zmian wymaga też kodeks postępowania administracyjnego. Podpisanie dokumentu podpisem elektronicznym jest już prawnie skuteczne. Ale wydruk wypełnionego formularza opatrzonego takim podpisem nie jest jeszcze uznawany za równorzędny z oryginałem. A jest to niezbędne np. przy e-doręczeniach, czyli przejściu przez urzędy na korespondencję elektroniczną. To jeden z ważniejszych projektów, jakie mamy w najbliższym czasie do wdrożenia. Osoby, które zechcą korzystać z e-doręczeń, nie będą już musiały chodzić na pocztę, by odebrać przesyłkę poleconą. To oznacza, że wydruk z systemu powinien mieć taki sam walor jak dokument tradycyjny. Podobnie jak potwierdzenia przelewów wykonywanych elektronicznie.

Od jakiegoś czasu Polacy, którzy mają Profil Zaufany, dostają od nas zawiadomienia, że kończy im się ważność dowodu osobistego. Proszę sobie wyobrazić, że uruchomienie tego stosunkowo banalnego rozwiązania zajęło nam półtora roku. Na przeszkodzie nie stała technika, ale konieczność doprecyzowania przepisów ustawy. To obrazuje, jak daleko prawo jest od nowoczesnych technologii. Obywatele chcą z nich korzystać. A my chcemy im to umożliwić.

Kiedy kodeks będzie gotowy?

Czas prac nad taką kompleksową zmianą oceniam na dwa lata. Stosowny przegląd już zleciłem. A że nie mamy czasu, pracę podzielimy zapewne na dwa etapy.

Czyli najpierw będą mniejsze nowelizacje?

Tak, a duża ustawa z nowymi definicjami powstanie w drugiej kolejności. Musimy np. uwzględnić w prawie, że mamy system rejestrów państwowych. Trzeba ustalić zasady ich tworzenia, choćby po to, by ich nie powielać.

Pierwsze kroki na tej drodze mamy już za sobą. Jeszcze przed wyborami rząd przyjął ustawę o e-doręczeniach. W niej dokonaliśmy zmiany ponad 60 ustaw, które należało w pierwszej kolejności dostosować do elektronicznych doręczeń.

Teraz rząd będzie musiał ją przyjąć jeszcze raz?

Tak, potwierdzić. Ale to formalność. Czekamy też na notyfikację tych przepisów przez Komisję Europejską. Termin to koniec stycznia.

Czy nie będzie z tym problemów? Pojawiają się głosy, że wsparcie, jakie otrzyma Poczta Polska dzięki wdrożeniu e-doręczeń, to niedozwolona pomoc publiczna.

Z e-doręczeniami? To ogromny projekt o przełomowym znaczeniu, więc wyzwań na pewno będzie mnóstwo. Ale akurat o Pocztę Polską się nie obawiam. Podobny system działa w wielu europejskich krajach. Nie jest więc niczym nadzwyczajnym. Co nie zmienia faktu, że procedury musimy przejść.

E-doręczenia to jeden z pana priorytetów. Mógłby pan wyjaśnić, jak będą działały?

W największym skrócie osoby, które zechcą dostawać oficjalną korespondencję drogą elektroniczną, będą to deklarować. Z urzędu korespondencja wyjdzie drogą elektroniczną, a operator wyznaczony, jakim do 2025 r. jest Poczta Polska, zweryfikuje, czy dany adresat zadeklarował korzystanie z e-doręczeń. Jeśli tak, będzie mu przesyłać pismo na specjalną skrzynkę e-doręczeniową. Jeśli nie – będzie je drukować i wysyłać tradycyjnie. Dla urzędów oznacza to oszczędności, choćby na papierze. Dla obywateli – wygodę, bo nie będą musieli chodzić na pocztę, by odebrać pismo z tego czy innego urzędu.

Chciałabym podpytać jeszcze o OSE, czyli Ogólnopolską Sieć Edukacyjną. Czy w przyszłym roku wszystkie chętne szkoły zostaną podłączone do szybkiego bezpłatnego internetu?

Taki jest plan i wszystko wskazuje na to, że go wykonamy. To dość skomplikowany projekt, więc napotykamy oczywiście pewne problemy. Dzięki sporej determinacji idzie jednak zgodnie z planem. Paradoksalnie to nie administracja łapie przy nim zadyszkę, ale niektórzy operatorzy telekomunikacyjni, którzy z różnych powodów czasem się opóźniają. W wielu wypadkach wąskim gardłem okazuje się np. prozaiczny brak ekip technicznych czy cykl inwestycji telekomunikacyjnych. Znaleźliśmy już jednak rozwiązanie. Prowadzimy instalacje w szkołach, tak by były gotowe, kiedy operator podłączy samą sieć. To jak biały montaż przy budowie domu. Przygotowuje się instalację, by na końcu podłączyć sieć.

Instalacje są w prawie 10 tys. szkół, z tego ok. 6 tys. ma pełną usługę, a więc korzysta już z OSE. Do końca przyszłego roku planujemy przyłączyć wszystkie szkoły, choć oczywiście zdarzy się zapewne, że w pierwszym etapie łącze będzie np. satelitarne, a nie światłowodowe. Nasza zdolność operacyjna to 1,5 tys. instalacji w ciągu miesiąca. Szacujemy, że szkół, które zechcą skorzystać z OSE, będzie ok. 23 tys. Do końca lutego przyjmujemy zgłoszenia. Przy pilnym nadzorze nad tym projektem, czasem bardzo drobiazgowym, postępuje on tak jak powinien.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA