fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Zmarzlik: Zamontowałem wreszcie numer na domu

GAZETA LUBUSKA/POLSKA PRESS, Mariusz Kapala
Mistrz świata na żużlu Bartosz Zmarzlik o treningu w domu, oczekiwaniu na start sezonu i gotowości do rywalizacji nawet bez widzów na trybunach.

Rzeczospolita: Jak wygląda życie żużlowca w czasach koronawirusa?

Podobnie jak większości ludzi w kraju. Zostałem w domu i zająłem się głównie rzeczami, na które o tej porze roku nie było czasu. Wymieniłem zepsute żarówki, zamontowałem wreszcie numer na domu, z tatą zrobiliśmy jakiś czas temu stolik do ogrodu, więc teraz mogłem go pomalować. Kilka kroków od domu mam warsztat, więc jak wpadnę na jakiś pomysł, idę i sprawdzam, czy ma to sens. Na pewno nie jest lekko, bo o tej porze już śmigaliśmy po torze, już zaczynała się liga. Brakuje tego, ale skupiam się na pozytywach. Jesteśmy zdrowi, mamy z narzeczoną więcej czasu, by porozmawiać, oglądamy wspólnie powtórki meczów.

W mediach społecznościowych promuje pan grę w państwa-miasta. To ciekawe, bo wśród sportowców bardziej modna jest konsola...

Mam konsolę, ale mnie do niej nie ciągnie. Natomiast gra państwa-miasta miała na celu włączenie do zabawy fanów. Co tydzień rozpoczynamy coś nowego, aby zająć czas wszystkim, którzy siedzą w domach. Mam nadzieję, że kibicom się to podoba.

Jak trenuje pan w domu?

Mam w garażu siłownię i trenażer, więc codziennie trenuję według planu. Po konsultacjach z trenerami wybraliśmy najlepszą metodę i jej się trzymam.

Podobno ma pan w domu także urządzenie, które sprawdza czas reakcji...

Tata mi kiedyś coś takiego skonstruował, za co gorąco mu dziękuję. Raz w tygodniu robię sobie taki trening.

Niektórzy, jak bracia Pawliccy, trenują na prywatnych torach...

To nie dla mnie. Mam swój tok przygotowań i skupiam się na nim.

Jeśli nie będzie meczów, to nie będzie pieniędzy z kontraktów telewizyjnych i sponsorskich. Jest pan przygotowany na zaciskanie pasa?

Jakieś pieniądze zawsze się znajdą, ważne, żeby dopisywało zdrowie. W ostatni piątek prezes Daniel Obajtek ogłosił, że nie wycofuje się z umów z zawodnikami i że firma PKN Orlen nie zostawia nas w tym trudnym czasie na lodzie. Serdecznie mu za to dziękuję, bo to dla nas, zawodników skupionych pod szyldem Orlenu, bardzo uspokajająca informacja.

Zgodzi się pan na renegocjację kontraktu?

Z natury jestem ugodową osobą, wspólnie wypracujemy rozwiązanie, które pozwoli klubowi istnieć, a mnie zadbać o rodzinę, mechaników i osoby współpracujące oraz ich rodziny. Musimy pamiętać o tym, że „żużlowiec" to nie jest jednoosobowa działalność.

Przed sezonem Stal Gorzów straciła sponsora tytularnego – firmę truly.work. Jak wygląda dziś sytuacja finansowa klubu?

Truly.work przestaje być sponsorem tytularnym, ale na szczęście nie zostawia klubu całkowicie i będzie z nami współpracować w innej formie. Wkrótce poznamy nowego sponsora i mam nadzieję, że dzięki temu sytuacja się ustabilizuje.

Czy przy zamkniętych granicach, utrudnionych połączeniach lotniczych i konieczności kwarantanny zawodnicy ograniczą się do startów w jednej lidze?

Wszystko musi wrócić do normy, bo gospodarka nie wytrzyma zbyt długo takiej izolacji. Trzeba wierzyć, że powróci również świat żużla, jaki znamy.

Ale wiadomo już, że sezon Grand Prix nie wystartuje w maju w Warszawie. Bierze pan pod uwagę, że w tym roku w ogóle nie uda się wyjechać na tor?

Słyszałem o wielu wariantach, tylko jaki ja mam na to wpływ? Żadnego. Mam tylko nadzieję, że do tego nie dojdzie i uda się rozegrać sezon w pełnej formule. Nie mam pojęcia, jak tak długa przerwa wpłynie na układ sił w Grand Prix, ale każdy z nas jest w tej samej sytuacji, nikt nie jeździ, nie jesteśmy w stanie się sprawdzić, więc wydaje mi się, że jak co roku wszyscy wystartujemy z tej samej pozycji.

Wyobraża pan sobie zawody bez publiczności?

Nie wyobrażam sobie, ale taką myśl dopuszczam, gdyż wiem, że jesteśmy w stanie dać show nawet tylko dla kibiców przed telewizorami, i jestem pewien, że będą zadowoleni.

Pana życie zmieniło się bardzo po ostatnich sukcesach?

Zmienia się w zasadzie nieustannie od pierwszego triumfu w Grand Prix. Szczerze mówiąc, już się do tego wszystkiego przyzwyczaiłem, fajnie jest, gdy kibice podchodzą zrobić sobie zdjęcie albo po autograf.

Nadal odstresowuje się pan najlepiej na motocyklu?

Motocykl może nie tyle mnie odstresowuje, ile najlepiej mi się na nim odpoczywa. Jestem tylko ja i maszyna – to uczucie nie do opisania. Chyba każdy z nas ma taką odskocznię.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA