fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Rajd Dakar: Sukces Arkadiusza Lindnera

mat.pras.
Polski quadowiec był trzeci na dziewiątym etapie rajdu w Arabii Saudyjskiej, ale dostał dwie minuty kary i został przesunięty na piątą pozycję.

To jednak i tak wielki sukces debiutanta, który jeszcze dzień wcześniej zmagał się na trasie z przygodami. Zacisnął jednak zęby i dotarł do mety w wyznaczonym limicie czasu, a we wtorek na trudnej, technicznej trasie osiągnął życiowy wynik.

- Arek jest prawdziwym dakarowym „zakapiorem”. Prezentuje się tu fantastycznie, a wśród organizatorów krążą już o nim anegdoty, że to jedyny zawodnik, który odmawia helikopterom podwiezienia na biwak. Każdy sukces Polaków bardzo mnie cieszy, a szczególnie quadowców, bo trochę jestem ich ojcem na Dakarze - mówi Rafał Sonik, który na półmetku dziewiątego etapu przewodził stawce quadów.

- Aż do neutralizacji liczyła się technika jazdy i umiejętności. Wreszcie nie była to trasa, która faworyzowała zawodników odkręcających pełen gaz i ścigających się z wiatrem. Jechało mi się super, ale za półmetkiem, kiedy przed nami wciąż było 200 km pustyni, coś zachrzęściło w mojej skrzyni biegów. Po chwili straciłem piąty bieg i nie wiem, jak to się stało, że dojechałem do mety - nie ukrywał krakowianin. - Wolę nie myśleć co by było, gdyby ta awaria przydarzyła mi się jutro, na etapie maratońskim. Konsekwencje byłyby znacznie poważniejsze. Zębatka piątego biegu jest po prostu zmielona i miałem ogromne szczęście, że skrzynia biegów całkiem się nie rozleciała, bo do teraz stałbym na odcinku specjalnym. Serwis będzie prawdopodobnie zmuszony wymienić cały silnik, co będzie się wiązać z 15-minutową karą, ale to naprawdę najbardziej optymistyczny scenariusz, jaki mógł mieć miejsce.

Sonik został sklasyfikowany na siódmym miejscu i zachował podium w rajdzie (prowadzi nadal Chilijczyk Ignacio Casale). Piąty jest wciąż Kamil Wiśniewski, który we wtorek także zmagał się z problemami technicznymi i dotarł na metę 12.

Kolejny awans w kategorii motocykli zaliczył jego kolega z Orlen Team Maciej Giemza. Zajmuje obecnie 18. pozycję i jest coraz bliżej poprawienia swojego najlepszego rezultatu w Dakarze (24. lokata w debiucie w 2018 r.). Liderem pozostaje Amerykanin Ricky Brabec.

Wśród aut prowadzenie utrzymuje Hiszpan Carlos Sainz, ale nad zwycięzcą sprzed roku Katarczykiem Nasserem Al-Attiyahem ma już tylko 24 sekundy przewagi. Na wtorkowym etapie najszybszy był Francuz Stephane Peterhansel. Przygoński stracił do niego sześć minut, uzyskał czwarty czas.

- Końcówka była trudna, z kamieniami, na których podskakiwały samochody. Jechaliśmy tam właściwe poza trasą, bo nie mieliśmy jej dobrze opisanej. Musieliśmy jednak jechać szybko, więc zaliczyliśmy dużo skoków, podczas których nie widzieliśmy, co jest za szczytami. Przetrwaliśmy to, a na końcu przebiliśmy jeszcze oponę, z której powietrze zeszło całkowicie dopiero na mecie, więc mieliśmy trochę szczęścia - relacjonował Przygoński.

11. miejsce zajął we wtorek drugi kierowca Orlen Team, Czech Martin Prokop. W klasyfikacji generalnej jest 14. (Przygoński 25.). Szansę na dobry wynik w klasie UTV, z powodu awarii silnika, stracili Aron Domżała i Maciej Marton.

- Ledwo dojechaliśmy do mety. Spędziliśmy w aucie 15 godzin bez przerwy, a przed nami jeszcze długa noc. Szukamy nowego silnika i mamy nadzieję jutro wystartować do etapu maratońskiego - opowiadał Domżała, 11. w klasyfikacji. Na 12. pozycję w rajdzie awansował jego ojciec Maciej pilotowany przez Rafała Martona.

Dakar wkracza w decydującą fazę. Pozostały trzy dni rywalizacji z metą w Qiddiya. Na środę zaplanowano liczący 608 km (534 km odcinka specjalnego) etap maratoński. Zawodnicy trafią na zamknięty biwak, gdzie nie będzie miał wstępu nikt z serwisu. Napraw będą musieli dokonać sami.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA