fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

W czasie pandemii zwiększyła się liczba dłużników

stock.adobe.com
Ponad 61 proc. dłużników w Polsce czuje się przytłoczonych długami, a co trzeci przyznaje, że sobie z nimi nie radzi. Jednym z powodów jest utrata pracy.

Od lutego, który był ostatnim miesiącem przed pandemią, zaległości wpisane do Krajowego Rejestru Długów wzrosły o 2 mld zł, do łącznie ponad 48,2 mld zł – wynika z najnowszego sondażu wykonanego na zlecenie KRD, który poznała „Rzeczpospolita". W tym czasie powiększyło się także grono dłużników – przed wybuchem pandemii niezapłacone zobowiązania miało blisko 2,5 mln osób – teraz o 41 tys. więcej.

Najczęściej nie płacą rachunków za telefon, internet i telewizję, za czynsz i media lub nie regulują rat kredytów i pożyczek od rodziny. Blisko co siódmy dłużnik nie może się uporać z debetem na karcie, a co dziesiąty z kredytem wziętym na zakup sprzętu RTV/AGD czy mebli. W lutym, zanim wybuchła pandemia, średnie zadłużenie na osobę sięgało 18 438 zł – dziś jest o ponad 1200 zł większe.

Blisko połowa badanych wie, ile i za co są winni, ale co czwarty słabo to kontroluje, a z tego co trzeci już zupełnie nie panuje nad zadłużeniem. Jak twierdzą, nie spłacają zaległości przez „zbyt małe dochody" lub niespodziewane wydatki, np. na leczenie czy naprawę samochodu. Co piąta osoba wskazuje jako powód wzrost opłat za czynsz, prąd, wodę i żywność, a tyle samo przyznaje, że z ich finansami jest gorzej, bo utracili dodatkowe źródło dochodu. Z kolei 14 proc. badanych przyznało się do utraty pracy.

Spośród 33 proc. tych, którzy nie radzą sobie z oddawaniem pieniędzy, co trzeci ocenia swoją sytuację jako „bardzo złą", 61 proc. jest przygnębionych z powodu zaległości, przy czym częściej martwią się kobiety. – Podczas pandemii nie ma zbyt wielu okazji do wydawania pieniędzy, dla wielu osób lockdown może więc być okazją do tego, żeby uważniej przekalkulować swoje finanse i spróbować zmierzyć się z długami – uważa Adam Łącki, prezes KRD.

Według analiz ekspertów rynku finansowego podczas pandemii sytuacja konsumentów, w przeciwieństwie do firm, nie pogorszyła się. Zaoszczędzili na podróżach, gastronomii, odzieży, ponieważ nie mają okazji z tego korzystać.

Jednak ograniczenia związane z zamknięciem części sklepów stacjonarnych sprawiły, że w dobie koronawirusa boom przeżywają zakupy przez internet – robią je również osoby już mające kłopoty finansowe, więc można się spodziewać, że skala zadłużenia będzie rosła.

Jak dłużnicy próbują wybrnąć z kłopotów? Najczęściej pożyczają u rodziny i znajomych lub rezygnują z niektórych wydatków. Co piąty negocjował warunki spłaty, a niektórzy likwidowali lokaty. Co 20. Polak na spłatę długu brał pożyczkę w banku. Część sięgało też po tzw. chwilówki.

Jak jednak wskazuje Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, „spłacanie długów wysoko oprocentowanymi chwilówkami to błędne koło, z którego trudno się uwolnić". – Z naszej praktyki wynika, że podczas pandemii firmy mocniej niż dotąd dbają o swoje finanse i skrupulatnie przekazują zaległości konsumentów do windykacji – zaznacza.

Badanie „Zadłużenie Polaków" przeprowadziło na początku listopada 2020 r. IMAS International na zlecenie KRD metodą CAWI na grupie 1000 Polaków

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA